Azja Ho Chi Minh Wietnam

Ho Chi Minh vs. Sajgon – (dawny) Paryż orientu

7 kwietnia 2020
Francuska Azja

Choć Sajgon przestał być Sajgonem już w 1976 roku, to wciąż kojarzony jest bardziej z tą nazwą, niż tą nadaną mu przez Wujka Ho! I to nie tylko w Europie, czy na tak zwanym „Zachodzie”, bo nawet sami Wietnamczycy wolą stary, dobry Sajgon. Oficjalnie jednak, nazwa ta dotyczy już tylko jednej z dzielnic Ho Chi Minh.

Miasto swą dawną nazwę zawdzięcza Francuzom, którzy zmienili ją z Gia Dinh i uczynili je tym samym stolicą swojej indochińskiej kolonii Kochinchiny. W okresie I wojny indochińskiej Sajgon został stolicą wspieranego przez Francuzów cesarza Bao Daia. Nie trwało to jednak długo, bo wkrótce Francuzi przegrali wojnę, cesarstwo upadło, a Sajgon został stolicą Republiki Wietnamu (południowego) w 1954 roku. Ten status miasta także nie utrzymał się długo – wkrótce wybuchła II wojna indochińska, w której kapitalistyczne południe walczyło z komunistyczną północą. Jak z historii i nazwy miasta wiadomo, wojna zakończyła się klęską kapitalistów, a zdradziecki w oczach Wujka Ho Sajgon, stracił swoją pozycję stolicy kraju i za karę zmienił nazwę na cześć swojego wybawiciela Ho Chi Minha. Pomimo licznych upokorzeń (i zniszczeń), dziś Ho Chi Minh jest potężną metropolią (finansową) liczącą 13 milionów mieszkańców i należącą do 10 najszybciej rozwijających się miast świata! Czy mimo to miasto nadal jest atrakcyjnie turystycznie? Zobaczcie sami!

Jak dostaliśmy się do Ho Chi Minh?

Do Ho Chi Minh przylecieliśmy porannym samolotem z Da Nang linią Viet Jet Airlines. Lot kupiliśmy z około miesięcznym wyprzedzeniem, co kosztowało nas 1 840 800 VND z 20 kg bagażem.

OYO 321 393 Hostel Ho Chi Minh

W Ho Chi Minh zatrzymaliśmy się na dwie noce w tej samej sieci hotelów co w Da Nang. Z tym, że tutaj nocleg wyszedł nas już trzy razy drożej, bo zapłaciliśmy 1 042 000 VND. Zdecydowaliśmy się na ten obiekt, ze względu na dobrą lokalizacje, która spełniła nasze oczekiwania. Pokój jak pokój, bez szału, ale w porządku. Możemy polecić!  

Muzeum Pozostałości Wojennych (War Remnants Museum)

Zwiedzanie Sajgonu rozpoczynamy od wizyty w Muzeum Pozostałości Wojennych. To obowiązkowy punkt wycieczki po Wietnamie, jeśli choć w niewielkim stopniu chcecie oddać Wietnamczykom szacunek i poznać fragment ich tragicznej historii. 

Pierwsza część to zewnętrzna ekspozycja, w której można zobaczyć maszyny wojenne użyte podczas obydwu wojen indochińskich. Czołgi, helikoptery, samoloty czy wozy wojenne, to coś co wprawi zachwyt niejednego fana militariów. Na tym jednak kończy się „przyjemna” (o ile tak w ogóle można nazwać maszyny które przyczyniły się do śmierci setki tysięcy ludzi) część muzeum.

Tuż obok znajduje się prowizoryczny budynek, w którym zgromadzono narzędzia tortur. Szubienica jest pierwszym obiektem, która czeka tuż obok wejścia do pomieszczenia. Wciąż zdaje się mieć na sobie plamy krwi (choć być może to tylko moja wyobraźnia płata mi figla). Dalej umieszczone są niewielkich rozmiarów druciane klatki, w których pozostawiano na upalnym słońcu nawet do kilku więźniów naraz (choć nie wyobrażam sobie jak mieścił się tam jeden). Można też zajrzeć do klaustrofobicznej celi, która w porównaniu do drucianej klatki nie wydaje się być najgorszym rozwiązaniem. Ciszę w tym miejscu przerywają jedynie odgłosy setki nietoperzy, które wyjątkowo upodobały sobie sufit w tym miejscu.

W głównym budynku muzeum (który notabene był siedzibą Agencji Informacyjnej USA) mieszczą się przede wszystkim fotografie, poprzeplatane eksponatami i makietami nawiązującymi do obydwu wojen indochińskich. Najbardziej przejmujące są fotografie ukazujące skutki użycia (wspomnianego już przy okazji wpisu z Da Nang) Agenta Orange. Szacuje się, że amerykańska broń chemiczna, która miała na celu zniszczyć jungle w której ukrywali się partyzanci, zaszkodziła (przy okazji) nawet 4 milionom ludzi!! Do dziś potomkowie ofiar Agenta Orange borykają się z wadami genetycznymi i innymi problemami zdrowotnymi. 

Propaganda

Choć powyższy nagłówek brzmi jak nazwa czasopisma wydawanego w trakcie komunistycznej okupacji, to tak naprawdę jest to jedna z wielu fancy restauracji w Ho Chi Minh. Na szczęście nie musieliśmy czekać długo na stolik, choć ceny wcale do atrakcyjnych nie należały. Mimo to, klimat kapitalistycznej rozpusty od razu nam się udzielił, bo zapełnienie żołądka tutaj kosztowało nas 540 000 VND. W tej cenie mieliśmy dwa dania, dwa napoje i solidny deser.

Pałac Zjednoczenia (Dinh Thống Nhất)

Po obiedzie kierujemy się do Pałacu Zjednoczenia, znanego też jako Pałac Niepodległości. Warto uwzględnić go na początku zwiedzania, gdyż godziny otwarcia są dość ograniczone.

Kupujemy bilet za 40 000 VND, który upoważnia nas do zobaczenia wnętrz obiektu. Jest kilka wariantów (w tym wizyta w jakimś przypałacowym muzeum, itp. ale my z tego rezygnujemy).

Budynek powstał w 1966 roku w miejscu dawnego Pałacu Narodoma – siedziby francuskiego gubernatora, która została zbombardowana cztery lata wcześniej. Ukończoną halę zainaugurował 31 października 1966 r. Przewodniczący Narodowego Komitetu Przywództwa, generał Nguyễn Văn Thiệu, który był wówczas szefem junty wojskowej. Pałac Niepodległości służył jako dom i biuro Thiệu od października 1967 r. do 21 kwietnia 1975 r. I na tym też roku zatrzymały się niesamowite wnętrza pałacu. Zwiedzającym udostępniono większość pałacowych sal i pokoi, wraz zabytkowym wyposażeniem. Warto poświęcić im chwilę uwagi w trakcie zwiedzania Sajgonu. Niech Was tylko nie zniechęci ten nudny komunistyczny prostokąt, który niczym skorupka orzecha chroni przepiękne wnętrza! 

Katedra Notre-Dame

Skoro mamy już za sobą obiekty ograniczone krótkimi godzinami otwarcia, to w końcu możemy ruszyć na miasto! Kierujemy się teraz w stronę dzielnicy francuskiej, w której dawni koloniści pozostawili po sobie liczne ślady. To dzięki nim Sajgon zyskał paryską ksywkę wspomnianą w tytule wpisu! Na początku zatrzymujemy się przed monumentalną Katedrą Notre-Dame. Kiedyś byłam święcie przekonana, że ta nazwa odnosi się wyłącznie do jednej świątyni w Paryżu. Tymczasem znalazłam już jedną w Montrealu, a teraz drugą w Ho Chi Minh.

Wietnamska katedra powstała w II połowie XIX wieku, a materiały budowlane sprowadzono specjalnie z Francji. Niestety nie udało nam się zajrzeć do środka. Duża część Katedry stała w rusztowaniach – ciekawe, czy teraz także materiały użyte przy renowacji sprowadzono z Francji! 🙂

Główny Urząd Pocztowy

Nie zdarzyło nam się jeszcze odwiedzać poczty w celach innych niż wysyłkowych, ale w tym wypadku warto to zrobić! Budynek cieszy się tak dużym zainteresowaniem, że zrobienie tu sobie zdjęcia bez innych pozujących ludzi graniczy niemal z cudem! Czułam się tak jakbyśmy podziwiali atrakcje znaną na całym świecie, a umówmy się przecież, że nie jest to jakiś nie wiadomo jak górnych lotów zabytek. 

Został zaprojektowany przez Alfreda Foulhouxa pod koniec XIX wieku, ale często błędnie przypisuje się mu, że jest dziełem Gustave’a Eiffla (co wyczytałam m.in. w książce Andrzeja Mellera – Czołem, nie ma hien). Koniecznie zajrzyjcie też do środka, gdzie oprócz pocztowych okienek zobaczycie przepięknie udekorowane ściany i portret Wujka Cho!

Paryż Orientu

Z poczty kierowaliśmy się w stronę najpiękniejszego deptaku w Wietnamie – Bulwaru Nguyen Hue. Po drodze minęliśmy budynki sądu i Muzeum Narodowego. Zrobiliśmy też krótki przystanek w przepięknym Parku Miejskim. Zaleciało nam tu trochę Europą. Ten styl w ogóle nie pasował nam do chaotycznej Azji.

Hôtel de Ville de Saïgon

Mało Wam Francji? W takim razie przedstawiam Wam wietnamską wersję paryskiego Hôtel de Ville! Trzeba przyznać, że ten XX wieczny ratusz miejski jest naprawdę piękny i niezwykle fotogeniczny! Tu także nie brak chętnych do strzelenia pięknej foteczki, aczkolwiek zdecydowanie lepiej przyjść tutaj przed południem! Budynek jest siedzibą Komitetu Ludowego, stąd też nie można zwiedzać jego wnętrz.

Ciekawy budynek przy bulwarze Nguyen Hue
Opera

Jeśli wciąż Wam mało francuskiej architektury kolonialnej, to zobaczcie jeszcze budynek Opery Miejskiej. Obiekt wybudowano pod koniec XIX wieku, a w trakcie istnienia Republiki Wietnamu Południowego służył jako dom zgromadzenia izby niższej Wietnamu Południowego po 1956 roku. Opere odrestaurowano dopiero w 1995 roku i dziś znów pełni swoje pierwotne funkcje! 

Bitexo Financial Tower

Zwieńczeniem naszej wycieczki po Ho Chi Minh był drugi najwyższy budynek w Sajgonie – Bitexo Financial Tower. To właśnie tu postanowiliśmy obejrzeć zachód słońca nad miastem i był to znakomity wybór! Obiekt mierzy 262,5 metra, a do wyboru ma aż 68 pięter!! Na 49 znajduje się płatny taras widokowy, który kosztuje obecnie 200 000 VND. Nie przejmujcie się, że nie jest on na najwyższym możliwym piętrze! Stąd i tak roztaczają się fantastyczne widoki na nieposkromiony Sajgon! 

To już wszystko co udało nam się zobaczyć w tym szalonym mieście. Podobno fani Wietnamu dzielą się na tych co lubią Ho Chi Minh, a nie trawią Hanoi i na odwrót. Mnie ciężko odnieść się do tego porównania, bo nie dotarliśmy do stolicy Wietnamu, ale jedno mogę Wam powiedzieć. Faktem jest, że nie brak pięknej kolonialnej architektury w największym wietnamskim mieście, ale jest ona kompletnie bez duszy. Może kiedyś tu była, ale teraz wygląda to jak makieta, z której życie gdzieś uleciało. Może to mylne uczucie, bo w końcu nie spędziliśmy tu dużo czasu, ale w przeciwieństwie do innych miejsc nie czuje potrzeby powrotu. Z drugiej strony uważam, że warto przyjechać i zobaczyć miasto, ale z mojej strony większej miłości tu nie ma!

Zobaczcie też pozostałe wpisy z naszej podróży po Azji:

Informacje praktyczne o podróży

Doha

Sapa

Cat Ba

Ninh Binh

Hoi An

Ba Na Hills

Da Nang

Mui Ne

Top 25 miejsc w Wietnamie

Phnom Penh

Sieam Reap

Bangkok

Ancient City

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje!  <3

No Comments

Leave a Reply