Europa Hesja Niemcy Podróże

Assmannshausen – trekking wśród czerwonych winnic

13 sierpnia 2021
Jeszcze nie w pełni odkryta!

Assmannshausen to niewielka, malowniczo położona miejscowość w najbardziej romantycznym punkcie Renu, na północno-zachodnim krańcu Hesji. 75 hektarowe winnice Pinoit Noir są największymi w całych Niemczech. Czerwone wino Assmannshausen słynie przede wszystkim z tego, że winorośl rośnie na zalanych słońcem stromych zboczach bezpośrednio nad Renem, a jego bogata w łupki gleba nadaje mu wyjątkowo elegancki smak. Tradycja czerwonego wina w Assmannshausen sięga założenia gminy w 1108 roku. Jednak warto pamiętać, że od 1977 roku miejscowość została włączona do Rüdesheim i stanowi dziś jego dzielnicę. Mimo to, w niczym nie przypomina hałaśliwego i obleganego przez turystów słynnego kurortu nad Renem. Jest wręcz jego zaprzeczeniem, dlatego też postanowiłam stworzyć osobny wpis o tym miejscu. Zwłaszcza, że jest to miejsce, do którego zapuszcza się niewiele osób, więc jest tu nie tylko cicho i spokojnie, ale przede wszystkim pięknie! Chodźcie, pokaże Wam te najpiękniejsze widoki i sami się przekonajcie czy warto tu przyjeżdżać!

Jak dojechać do Assmannshausen?

Do Assmannshausen można dojechać bezpośrednim pociągiem z Frankfurtu nad Menem. Przejazd trwa 1:15h. Polecam kupić bilet regionalny – Hessen Ticket. Jak funkcjonują takie bilety? Możecie przeczytać tutaj.

My przyjechaliśmy samochodem i zaparkowaliśmy na darmowym parkingu – Parkplatz Höllenbergstraße, który znajduje się zaraz przy wejściu na winnice.

Assmannshäuser Höllenberg

Wejście na winnice znajduje się dokładnie na przeciwko parkingu. Ruszamy więc przed siebie, by już po kilku minutach zatrzymać się na pierwszy punkt widokowy. Nawet nie zauważyliśmy kiedy weszliśmy delikatnie pod górkę. To duży plus Assmannshausen, bo dzięki łagodnemu nachyleniu nie odczuwamy dużego zmęczenia. Wracając do punktu widokowego, to przed sobą mamy miasteczko. Będziemy je jeszcze mijać dwa razy, bo tak zakręca trasa. W moim odczuciu zdjęcia najlepiej wychodzą z drugiego poziomu. Koniecznie zwróćcie też uwagę na wyciąg, który zabiera turystów na przeciwległy szczyt. Czy warto się tam wybrać? Nie wiem, bo jeszcze nie byliśmy, ale jakoś tak nie wyglądało to zachęcająco.

Kawałek dalej znajdziemy się dokładnie na wprost od zamku Rheinstein. To XIII wieczny zamek, który w XIX wieku za sprawą bogatych biznesmenów zmartwychwstał i częściowo otworzył się także dla turystów. Warto zobaczyć nie tylko z daleka, ale też z bliska! Widok na zamek będzie nam towarzyszył przez sporą część trasy, więc na pewno zdążycie mu zrobić niejedno zdjęcia.

Z daleka widać też drugi zamek Reichenstein. Ten to już szczególnie polecam Wam zobaczyć z bliska, bo jego wnętrza są naprawdę imponujące, a historię w skrócie można przedstawić tak jak w przypadku Rheinstein. Tyle, że temu zamkowi polecam jednak robić zdjęcia w dalszej części wycieczki. 

Na tym etapie, ostatnim ciekawym elementem jest napis rodem z Hollywood – Assmannshäuser Höllenberg. 

Rotweinlaube

Naszym pierwszym punktem, do którego zmierzamy jest altana z czerwonym daszkiem, którą doskonale widać na tle soczysto-zielonych winnic. Genialny punkt orientacyjny, do którego wbrew pozorom dojście nie zajmuje aż tak wiele czasu.

Jeśli do tej pory nikogo nie spotkaliście wędrując po winnicy, to jest wielce prawdopodobne, że tutaj właśnie ktoś będzie. Oprócz altany są jeszcze ławeczki, z genialnym widokiem! Widać stąd obydwa zamki, a nawet Reichenstein tak się przybliżył, że można mu zrobić sensowną fotkę.

To co jednak najbardziej zaskakuje w tym miejscu, to zbita z desek prosta budka. Na pierwszy rzut oka zamknięta, ale dajcie się porwać ciekawości! Po otwarciu, okazuje się, że… jest to sklep samoobsługowy z winem! Tak, też byliśmy w szoku, bo pierwszy raz coś takiego widzieliśmy. Choć na zewnątrz wygląda niepozornie, to w środku zaawansowana elektronika, czytnik dowodów osobistych (no bo poniżej 18 roku życia nie wolno), menu i szklaneczki. Genialne! Byliśmy tutaj dwa razy i za każdym razem ktoś korzystał. Jedyne co, to ceny są trochę odstraszające, bo sprzedawane są całe butelki, które zaczynają się od 9 euro.

Idziemy przez las!

Z Rotweinlaube kierujemy się dalej ścieżką, tak jakbyśmy chcieli przybliżyć się jeszcze bardziej do zamku Reichenstein. W pewnym momencie możecie odnieść wrażenie, że droga się kończy, bo tak jakby znika w gąszczu. W dodatku pierwsze zejście jest wąskie, strome i niezbyt zachęcające, ale potem będzie już coraz lepiej. Niech Was też nie zmylą drewniane drzwi. Są otwarte i można sobie na legalu wejść. W tym momencie zamiast winnicy mamy gęsty las. Momentami czuje się jakbym była na Felsenmeer, bo tu też można zobaczyć ogromne skupiska kamieni. Naszym głównym celem jest jednak punkt widokowy na zamek Reichenstein. Musicie być jednak czujni, bo w pewnym momencie będzie można na chwilę odbić w lewo z trasy, gdzie na takim cypelku bez drzew będzie ławeczka z widokiem na zamek. Jeśli idziecie pierwszy raz, to warto odpalić Komoota. 

W tym miejscu można też zobaczyć przepiękne skupisko wrzosów!

Pola uprawne, a potem znów winnice

Wychodzimy z lasu i mamy możliwość skrętu w prawo lub w lewo. Wybieramy w prawo, gdyż kierujemy się z powrotem na Assmannshausen. Przez chwilę czeka nas niezbyt atrakcyjna część trasy prowadząca przez pola uprawne. Ma ona oczywiście swój urok, ale nie na tyle by Wam tu wrzucać zdjęcia z tego odcinka i zajmować niepotrzebnie miejsce na blogu. 😉 

W tym miejscu szczególnie polecam Wam Komoota, albo nawigacje, bo czeka Was wiele skrętów. Musicie przede wszystkim wrócić na winnicę. W tym celu będziecie musieli przejść przez bramę. Nie przejmujcie się nią, jeśli biegnie tędy szlak, możecie swobodnie przejść tymi ścieżkami. Pamiętajcie tylko, że jeśli brama była zamknięta, to zamknijcie ją za sobą. 

Po powrocie na winnice kierujemy się dalej w stronę miasteczka. Po drodze znów mamy genialne widoki na winne tarasy! Chyba jedne z moich ulubionych!

Podsumowanie

Cała trasa ma długość około 8 km. Przeciętnie zajmuje nam 3-4 godziny. Wiem, że to długo, ale dużo czasu poświęciliśmy na zdjęcia, robimy też dłuższy postój na Rotweinlaube, itp. Generalnie nie jest to spacer na cały dzień, tylko na pół, dlatego jeśli czujecie się nienasyceni, to możecie podjechać do Rüdesheim lub dalej na północ. Tak jak wspomniałam, jak już dojdziecie do zalesionej części trasy warto odpalić Komoota, to Wam pomoże w znalezieniu taj samej drogi co nasza. Zasada jest prosta, trzeba podążać za ścieżkami, to na pewno uda Wam się wszystko znaleźć! 🙂

Assmannshausen

Zachęcam Was także do krótkiego spaceru po samym miasteczku. Jest tu kilka fajnych zakątków proszących się aż o obfotografowanie! 🙂

Przy okazji koniecznie zajrzyjcie też do naszego najpopularniejszego wpisu z Hesji:

Jeżeli lubisz podróżować po Niemczech tak jak my i chcesz być z nami na bieżąco, albo może chcesz pochwalić się swoimi odkryciami w tym pięknym kraju, to zapraszamy do grupy: Podróże po Niemczech 

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje!  <3

Brak komentarzy

Zostaw komentarz