Obowiązkowy punkt programu!
Większość wycieczek z polskich biur podróży do Kenii, to przede wszystkim lot do Mombasy i zwiedzanie Parków znajdujących się na południu Kenii (Amboseli i Tsavo). Warto jednak wiedzieć, że to niejedyne co oferuje ten kraj, a najsłynniejszy rezerwat znajduje się na północy Kenii – Masai Mara. Dlatego właśnie przylecieliśmy do Nairobi, skąd wykupiliśmy Safari obejmujące także zobaczenie tego rezerwatu. Masai Mara jest częścią większego ekosystemu Serengeti–Mara, rozciągającego się także na sąsiednią Tanzanię. Stanowi jedno z najbogatszych miejsc na świecie pod względem różnorodności dzikiej fauny, w szczególności dużych ssaków. To właśnie tutaj można zobaczyć największa lądową migrację zwierząt na Ziemi, uznaną za jeden z 7 nowych cudów świata! Jak wyglądała nasza wycieczka do Masai Mara? Co udało się zobaczyć? Zapraszam do tekstu!
Safari na własną rękę!
Naszą wycieczkę do Kenii postanowiliśmy zorganizować bez pomocy biura podróży. W tym wpisie dokładnie opisaliśmy krok po kroku jak to ogarnęliśmy. Tutaj krótko tylko powtórzę jednak, że nasze poszukiwania Safari skoncentrowały się na stronie Safari Bookings! To nic innego jak klasyczna przeglądarka typu SkyScanner, na której znajdziecie najróżniejszych operatorów oferujących Safari!
My zdecydowaliśmy się na 6 dniowe Safari od operatora Leo Beast, w dzielonym jeepie i noclegami ze średnim standardem za ok. 1300 USD. Niestety tej konkretnej oferty nie ma już na stronie, więc nie wrzucę Wam linka. Nasza trasa obejmowała Masai Mare, Nakuru, Naivasche i Amboseli. Choć większość osób decyduje się na 2-dniowe Safari, to muszę przyznać, że mi nawet po tym 6 dniowym było mało! Czułam ogromny niedosyt, choć bez problemu udało się zobaczyć Wielką 5 i wiele innych wspaniałych zwierząt!
Noclegi
Nairobi
Po przylocie do Nairobi nocowaliśmy w 3 różnych miejscach. Wszystkie 3 obiekty były ok!
Masai Mara
Natomiast w Masai Mara nocowaliśmy w takim przeciętnym Lodgu. Na plus bardzo dobre jedzenie, duży i różnorodny wybór. Była też siłownia, bilard i stół do Ping Ponga. Obiekt miał także basen, ale nikt się w nim nie kąpał… Pokoje/domki też raczej mocno przeciętne szczególnie gdy na łóżku, znaleźliśmy pluskwę! Na szczęście miało to miejsce zanim się rozpakowaliśmy. Poprosiliśmy o zmianę pokoju, bo zmiany hotelu raczej byśmy nie ugrali…
Masai Mara Game Ride dzień I
Po przyjeździe do campu z Nairobi mieliśmy tylko 40 min na zaniesienie bagaży do pokoju, skorzystanie z toalety i zjedzenie obiadu. Następnie wsiedliśmy do jeepa i ruszyliśmy na teren rezerwatu.
Mieliśmy sporo szczęścia, że nasz kierowca ruszył z naszego campu, to zajęliśmy sobie miejsca z przodu. Akurat jeden jeep się zepsuł i nasza 6 osobowa grupa powiększyła się do 8 osób. 8 osób w jeepie + kierowca to niestety za dużo. Osoby siedzące z tyłu mają ograniczone pole manewru i jest ciasno. Na szczęście tym razem nas to nie spotkało, ale w dalszej części wyjazdu już tyle szczęścia nie mieliśmy.
Spotkanie z popularnymi roślinożercami
Wystarczyło tylko przekroczyć bramy rezerwatu, żeby już zobaczyć jego mieszkańców! Od razu udało mi się wypatrzyć szakala, ale był tak daleko i tak szybki, że nie zdążyłam zrobić mu zdjęcia. Za to bez problemu sfotografowałam Impale Zwyczajną, Gazele Thomsona, Gnu, Antylopę Topi oraz Bawolca Esowatorogiego. Te zwierzęta spotykaliśmy później cały czas w dużej ilości! Warto też wspomnieć, że Gnu to najliczniej występujące ssaki na terenie Masai Mara. Ich populacja może przekraczać nawet milion osobników. Gazele zajmują dopiero trzecie miejsce i jest ich już znacznie mniej.

Dość szybko odkryłam też jak niesamowicie fotogeniczne są zebry. Fotografowanie ich sprawiało mi zdecydowanie najwięcej przyjemności. Do tego zebry też potrafią przykuć uwagę – byliśmy świadkami małej sprzeczki, podczas której zebry pokazały nawet swoje silne zęby! Zebry zajmują właśnie drugie miejsce pod względem liczebności, choć ja odniosłam wrażenie, że spotykaliśmy je tak samo często jak gnu. To co u zebr było najfajniejsze, to fakt, że młode osobniki można było łatwo rozpoznać po brązowym umaszczeniu.

I zwierzak z Wielkiej 5
Pierwszym zwierzęciem z Wielkiej Piątki jakie udało się wypatrzeć był Bawół. Zawsze wyobrażałam sobie tych potężnych roślinożerców w wielkich stadach, a tymczasem w Masai Mara widzieliśmy raczej małe grupki tych ssaków. Jednak nie mieliśmy za dużo czasu żeby im się poprzyglądać pierwszego dnia, gdyż nasz kierowca nagle powiedział, że musimy pilnie gdzieś jechać i pomknęliśmy wówczas z niewiarygodną prędkością. Dopiero drugiego dnia poświęciliśmy nieco dłuższą chwilę na przyglądnięcie się kolejnej, niewielkiej grupce Bawołów. Co ciekawe, uważane są one za najgroźniejsze z Wielkiej Piątki ze względu na swoją nieprzewidywalność. I coś tym jest, bo rzeczywiście raz Bawół pogonił nasze auto, ale to przytrafiło nam się w Nakuru! Choć wyglądają jak „duże krowy”, to nie są spokrewnione z bydłem domowym na tyle, by możliwe było krzyżowanie.

II zwierzak z Wielkiej 5 i I duży kot!
Jak już wyżej wspomniałam, nasz kierowca pomknął niczym struś pędziwiatr, bo okazało się, że po sawannie hasa sobie piękny lampart. Od razu zjechało się kilkadziesiąt jeepów, bo tak wygląda rzeczywistość – jak ktoś znajdzie dużego kota, to od razu informuje przez radio i zjeżdżają wszystkie jeepy. No, ale umówmy się Lampart to nie lada gratka i każdy chce go zobaczyć. Ja sama miałam wątpliwości czy w ogóle uda się go zobaczyć, a tu takie piękne spotkanie nam się przydarzyło i to na samym początku! Lamparta uważa się za najbardziej elastycznego drapieżnika Afryki – dzięki temu żyje w wielu środowiskach.
Drugiego dnia także udało się wypatrzeć Lamparta! Tym razem jednak naszego kierowcę skasowała policja (strażnicy parku) bo okazało się, że wyjechał na off road w niedozwolonym miejscu. A to wszystko przez pogoń za Lampartem!
Tutaj możecie zobaczyć krótki filmik z naszego spotkania.

Czy wiecie, że istnieją 4 gatunki Żyraf?
Przez wiele dziesięcioleci naukowcy uznawali, że istnieje jeden gatunek żyrafy i około 9 podgatunków. Nowe badania genetyczne pokazały jednak, że te grupy różnią się od siebie bardziej niż np. niedźwiedź brunatny od polarnego, więc zasługują na status odrębnych gatunków, a nie tylko podgatunków. Obecnie więc mamy Żyrafę Północną, Żyrafę Masajską, Żyrafę Południową i Żyrafę Siatkowaną. Jak się zapewne domyślacie, w Masai Mara zobaczycie przede wszystkim Żyrafę Masajską.
Niestety populacja Żyrafy w ostatnich 35 latach skurczyła się nawet o 40%. Podobno Żyraf Masajskich jest tylko 45 tys., choć podczas Safari dość często natrafialiśmy na te cudowne stworzenia. Jeśli wybierzecie się także do Nakuru, gdzie będziecie mogli zobaczyć Żyrafę Rotschilda, zaliczaną obecnie do gatunku Żyrafa Północna, to zobaczycie jak różne są to zwierzęta. Przede wszystkim Żyrafa Masajska może osiągnąć znacznie większe rozmiary, choć wcale tak być nie musi. Ma jednak nieco inne ubarwienie, a Żyrafa Masajska ma też bardziej nierówne i postrzępione plamy. Bez względu na to, jakie żyrafy staną na Waszej drodze, to gwarantuje Wam, że zakochacie się w tych zwierzętach!

III zwierzak z Wielkiej 5!
Podczas tego popołudniowego Safari niemal non stop towarzyszył nam deszcz i burza. Jednak podczas jeep Safari nie jest to aż tak uciążliwe. Warto jednak pamiętać, że Afryka wcale nie oznacza upału i na takie Safari warto zabrać też cieplejsze rzeczy, nawet kurtkę!
Pod sam koniec Game Ride przystanęliśmy by podziwiać Słonie, które podeszły do naszego samochodu naprawdę blisko. Właśnie tak powinno się podziwiać te zwierzaki, a nie „bawić się z nimi” w jakiś sanktuariach.
Choć Słonie w Masai Mara i Amboseli należą do tego samego gatunku, to wyglądają i zachowują się inaczej z powodu środowiska, w którym żyją. Słonie w Masai Mara są smuklejsze, mają mniejsze ciosy i nie łączą się w tak duże grupy.

Masai Mara Game Ride dzień II
A z dużych kotów najwięcej szczęścia mieliśmy do…
Kolejny dzień w Masai Mara to prawie całodniowa jazda po rezerwacie! Tym razem byliśmy już z powrotem w 6 osób więc, znów zrobiło się przyjemnie.
Od początku dnia towarzyszyła nam duża ekscytacja, gdyż z samego rana nasz kierowca popędził w stronę Geparda! Przepięknie nam się zaprezentował najszybszy ssak lądowy. Oczywiście towarzyszyło mu wielkie stado jeepów, ale taki już urok dzikich kotów!
W Masai Mara często można zobaczyć pełne sprinty — unikalne doświadczenie na safari, bo w niektórych parkach gepardy rzadko pokazują maksymalne prędkości z powodu krzaków lub terenu. My niestety na taki sprint się spóźniliśmy! Przyjechaliśmy, jak już Gepard siedział zdyszany i przystępował do uczty. Czy to był ten sam, którego spotkaliśmy rano? Nie mam pojęcia!
Bardzo żałowałam też, że żaden z Gepardów nie wykorzystał naszego auta jako punktu obserwacyjnego! Pod tym względem najbardziej znana była gepardzica Malaika, która uczyła młode polować na oczach turystów i często wskakiwała na samochody, by lepiej obserwować okolicę.
Tutaj też krótki filmik z Gepardem!

In the Jungle the lion sleeps to tonight – IV zwierzak z Wielkiej 5
Choć pierwszego lwa, samice, wypatrzyliśmy już I dnia, to dopiero podczas całodniowej jazdy udało się ich wypatrzeć nieco więcej, choć ja i tak czułam niedosyt! W końcu Masai Mara to królestwo Lwów! Przede wszystkim prawie wszystkie lwy, które widzieliśmy były jakieś „nieruchawe”, co zapewne wynika z faktu, że są to zwierzęta nocne. Za dnia lwy przede wszystkim leżą bądź śpią! Teraz już wiecie skąd słynna piosenka z tytułu akapitu. Nasi przewodnicy mówili nawet, że to najbardziej leniwe zwierzęta na Sawannie.
Mieliśmy kilka spotkań z moimi ulubionymi kotami! Pierwszego dnia wypatrzyliśmy samotnie wędrującą samice. Potem znaleźliśmy pięknego, dorodnego, ale samotnego samca. Następnie zaś trafiliśmy na koalicję 3 młodych samców. Później, nad rzeką także wypatrzyliśmy samotną samice. Ostatnie spotkanie to już kilkunastoosobowe stado z młodymi! Początkowo w ogóle myślałam, że jest tylko jeden Lew, ale było ich kilka. Lwy potrafią naprawdę świetnie się kamuflować i za dnia, najlepiej szukać ich w wysokiej trawie bądź pod krzakami!

Tylko jedna Hiena?
Tylko dwa razy udało wypatrzeć się Hienę i to pojedynczego osobnika. Dla mnie był to szok, gdyż zawsze kojarzyłam je jako zwierzęta stadne. Hieny są jednymi z najinteligentniejszych drapieżników Afryki, obok lwów i szympansów. One także prowadzą nocny tryb życia, więc pewnie dlatego tutaj też tak niewiele razy udało nam się spotkać.

Śmiercionośna Rzeka Mara
Rzeka Mara to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Kenii i prawdziwa oaza życia w sercu Masai Mara. To właśnie tutaj odbywa się Wielka Migracja, kiedy miliony gnu i zebr przemierzają rzekę, ryzykując ataki krokodyli i dramatyczne prądy.
Podczas naszej wizyty nad rzeką było dość spokojnie. Na brzegu wylegiwały się Krokodyle, z wody obserwowały nas Hipopotamy, a gdzieniegdzie wciąż leżały truchła gnu.
To także jeden z nielicznych momentów podczas którego opuszczamy jeepa i wędrujemy w towarzystwie strażnika wzdłuż brzegu. Po drodze mijamy ślady przede wszystkim hipopotamów. Widać ślady ich łap, ale też takie jakby żleby, po których zapewne hipcie zsuwały się do wody. Mijamy też sporo szkieletów różnych zwierząt – na mnie największe wrażenie zrobiła czaszka hipopotama…

Najlepsza randka ever…
Jednym z najfajniejszych momentów Safari był… obiad na Sawannie pod drzewem! Nasz kierowca rozłożył nam koc i wręczył pudełka z jedzeniem przygotowanym przez nasz hotel. Jeszcze dobrze nie zdążyliśmy rozpocząć posiłku, a już zleciały się Marabuty Afrykańskie!
Marabuty Afrykańskie to ptaki z rodziny bocianów, o imponujących rozmiarach – 1,5 m wysokości i rozpiętość skrzydeł do 3,2 m. Być może kojarzycie go z różnych memów, najczęściej dotyczących macierzyństwa? Jeśli nie, to zapewniam, że jego wyglądu na pewno nie zapomnicie. Ptak jest tak straszny, że mógłby grać w strasznych filmach Tima Burtona, bez żadnej dodatkowej charakteryzacji…
Poza tym, skubaniec jest naprawdę inteligentny. Podczas obiadu obserwował nas z bliska, ale nie zachowywał się agresywnie. Był na tyle odważny, że mógłby nam jeść z ręki. Jeden Marabut zrobił sobie do mnie nawet wycieczkę, ale jak mu pokazałam, że mam puste ręce, to się grzecznie wycofał!
Równie odważny i ciekawski był guziec, który prawie nam wlazł na koc. Zasmakowały mu ogryzki z jabłka, które wcinał aż mu się uszy trzęsły. Choć guziec obok Gnu, Krokodyla, Hieny i Marabuta zaliczany jest do Najbrzydszej 5, dla mnie jest to jeden z najsłodszych mieszkańców Sawanny!

Antylopy też mogą być wielkie!
W pobliżu naszego biwaku doszło też do spotkania z największą Antylopą! Przyznam szczerze, że przed wyjazdem do Kenii nie miałam pojęcia o Elandzie Zwyczajnym! Samce mogą osiągać wagę nawet do 1000 kg, a mimo to potrafią biegać z prędkością do 70 km/h! W Masai Mara elandy często łączą się w stada z innymi antylopami, np. z gazelami czy guźcami, tworząc większą ochronę przed drapieżnikami.

Serwal…
II Dnia na Masai Mara spotkaliśmy także Serwala! Podobno nie łatwo wypatrzeć tego słodkiego, nieco większego, ale wciąż niedużego kociaka! Jego długie nogi, cętkowane umaszczenie i ogromne, ruchome uszy sprawiają, że jest mistrzem w polowaniu na gryzonie i ptaki, choć często pozostaje niezauważony w wysokiej trawie. Jednak z racji ograniczonej ilości miejsca na serwerze, na zdjęcia Serwala zapraszam do Amboseli!
Wizyta w wiosce Masajów
Masajowie to jeden z najbardziej znanych ludów Afryki. Są pasterskim ludem półkoczowniczym, choć coraz częściej osiedlają się w wioskach. Ich znakiem rozpoznawczym są czerwone, niebieskie lub czarne szaty, które tradycyjnie noszą na co dzień. Masajowie znani są też ze swoich „skocznych” umiejętności! To nie tylko pokaz siły, ale też element tradycyjnego tańca wojowników, znanego jako adumu.
Wizyta w wiosce Masajów kosztowała nas dodatkowe 20 USD. Wiele osób odradza tą turystyczną szopkę, ale mimo wszystko – chciałam zobaczyć jak to funkcjonuje.
Po przyjeździe przywitali nas przede wszystkim mężczyźni, będący przywódcami danej wioski. Następnie był krótki pokaz taneczny i słynnych skoków, a potem poszliśmy do wioski. Od razu po wejściu moje nozdrza uderzył odór smrodu. Wioska miała kształt okręgu, a po środku biegała trzoda chlewna. Chodziliśmy więc po kupach. Następnie Masajowie przynieśli nam swoją czapkę ze skóry Lwa, która jest ich dumą. Byłam załamana kiedy kazali mi ją założyć do zdjęcia, ale już nie chciałam robić scen. Po tym pokazali nam jak rozpala się ogień w tradycyjny sposób, a następnie zaprosili do swoich domów.
Domy to proste zlepianki, bez okien, łazienek… no po prostu niesamowicie biedne. Nie wiem jak można żyć w takich warunkach do tej pory pomimo licznej pomocy różnych organizacji i pieniędzy z turystyki. Ciężko się na to wszystko patrzyło. W wiosce można też kupić mnóstwo rękodzieła, a dochód ma być przeznaczony na pobliską szkołę. Wszystko fajnie, tylko jaką perspektywę mają dzieci po takiej szkole, bo niestety tutaj nadal nie wiadomo! Mogą zostać w wiosce i mieć lub być jedną z kilku żon i rozmnażać się nadal na potęgę. Być może opisuje to brutalnie, ale niestety pod tym względem Kenia jest brutalna. Beznadziejność widać tutaj na każdym kroku. Masajowie mają też ogromny problem ze śmieciami, których jest wszędzie pełno. Nikt tego nie sprząta, a co dopiero mówić o jakiejś segregacji. Niby żyją blisko z naturą, ale prawda jest taka, że gdyby mogli to wymordowaliby większość lwów. Dość często zresztą je podtruwają, szczególnie gdy lwy zabiją ich bydło. A ilości bydła hodowlanego są tu też ogromne.
Nie zniechęcam, ani nie zachęcam do wizyty w takiej wiosce. Oceńcie sami, czy warto.

Dzięki za uwagę!
I to już wszystko co dla Was przygotowałam. Naszym następnym przystankiem było Nakuru.
Pozostałe wpisy z tej wycieczki:
Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! <3


Brak komentarzy