Na zboczach Sierra Nevada
Minca to niewielka, górska miejscowość w północnej Kolumbii, położona na zboczach Sierra Nevada de Santa Marta, zaledwie kilkanaście kilometrów od gorącego i tętniącego życiem wybrzeża Karaibów. Jeszcze kilkanaście lat temu była to spokojna osada znana głównie plantatorom kawy i lokalnym mieszkańcom. Dziś jednak Minca przyciąga podróżników z całego świata, którzy szukają kontaktu z naturą.
Przez długi czas miejscowość była trudno dostępna, a region zmagał się z problemami bezpieczeństwa, które odstraszały turystów. Sytuacja zaczęła się zmieniać na początku XXI wieku – Minca szybko zyskała reputację zielonej oazy – miejsca, gdzie można uciec od upału w Santa Marty, zanurzyć się w tropikalnym lesie i podziwiać niezliczoną ilość ptaków!
To miejsce bez wątpienia zostało jednym z moich ulubionych w Kolumbii, a w tym wpisie pokażę Ci jak można tu spędzić czas!
Nocleg w Mince
W Mince zatrzymaliśmy się w hotelu La Veranda. Przepięknie położony obiekt w dżungli, z genialnym widokiem i dobrą restauracją, ale przeciętnym pokojem. Można jednak na spokojnie siedzieć tu cały dzień i jeść dobre jedzenie. Obiekt jest poza centrum Minci, ale w 30 min można dojść na piechotę i prowadzi do niego droga asfaltowa – to ważne, bo do nie wszystkich hoteli jest dobra droga, co trzeba mieć na uwadze podczas wyboru noclegu. Niestety, nam taksówkarz ostatecznie też odmówił dojazdu pod sam hotel, ale tą sytuację rozwinę w dalszym akapicie.
Jeśli czytaliście wpis z Santa Marta, to już wiecie że do Minci uciekliśmy w ostatniej chwili przed największą kulminacją powodzi. Niestety po przyjeździe tutaj nie pozostało nic innego jak zostać w hotelu i obserwować z jego tarasu ptaki! Sporą atrakcją były kolibry, które ochoczo przylatywały do tych powieszonych dzbaneczków. Zobaczcie ile udało mi się wypatrzeć:

Jak dojechać do Minci z Santa Marta?
Do Minci można dojechać busem, które kursują dość często (aż się zapełnią), za niewielkie pieniądze (jakieś 2-3€). W Santa Marta autobusy odjeżdżają z Carrera 9 – stąd także jeżdżą autobusy do Parku Tayrona. W Mince biuro znajdziecie bez problemu – znajduje się przy głównej ulicy Calle 1a. Przejazd trwa ponad godzinę.
Wygodniejszą opcją będzie natomiast Uber! My do Minci przyjechaliśmy Uberem, a wracaliśmy busem, bo jednak Uber życzył sobie już trochę hajsu, a na dodatek nie chciał przyjechać pod nasz hotel…
Jak już wspomniałam w Mince nie wszystkie hotele mają dobrą drogę dojazdową, ale u nas na spokojnie śmigały auta. Gdy zamówiliśmy Ubera w Santa Marta, przyjechał po nas facet, który powiedział że zabierze nas do hotelu jak mu damy jeszcze trochę w łapę. Zgodziliśmy się. Gdy dojechaliśmy do Minci, facet zaczął się dziwnie zachowywać, jakby nie wiedział gdzie ma jechać choć nawigacja dobrze go prowadziła. Zaczął gadać z gośćmi na mototaksach i w końcu powiedział, że on dalej nie jedzie, nie musimy mu dawać dodatkowych pieniędzy do ręki, ale dalej jedziemy na motorach… z bagażami… no przyznam, że miny nam zrzedły, bo ani na motorach nie jeździmy, a już tym bardziej z wielkimi plecorami. No, ale co? Zapakowali nas na te motory z naszymi bagażami i zawieźli na motorach po asfaltowej drodze do naszego hotelu. Też kosztowało to grosze, ale dziś zastanawiam się, czy Ci goście od moto taxi to nie jest jakaś mafia i jeszcze Uber do Minci może dojechać, a dalej już nie wpuszczają… bo to właśnie tak trochę wyglądało…
Jak przemieszczać się po Mince?
Sporo ludzi chodzi na piechotę, co jest na pewno dobrym rozwiązaniem, ale można też skorzystać z usług mototaxi. Po przyjeździe do Minci na pewno zobaczycie ich bazę. Mają mapę gdzie jeżdżą wraz z cennikiem. To wciąż względnie tani transport. Jednym minusem jest fakt, że pasażerom nie dają kasków… staraliśmy się unikać jazdy na tych motorach, ale czasem jak już nam brakowało czasu, to nie było wyjścia.

O Tym musisz wiedzieć przed przyjazdem do Minci…
Po przyjeździe do dżungli, koniecznie spryskajcie się repelentami! Najlepiej lokalnymi, bo podobno te najlepiej działają. Nas niestety mugga w ogóle nie uchroniła przed meszkami, które nas tak dotkliwie pogryzły, że ja miałam aż opuchniętą kostkę. Nie byliśmy jedyni – wiele osób toczyło tę nierówną walkę. Nie wiem czy można się przed tym skutecznie bronić, ale warto ostrzec.
Jak się ubrać do Minci?
Koniecznie przydadzą się buty trekkingowe! Ogólnie polecam wygodnie ciuchy – jeśli boicie się pogryzień, to można nawet ubierać długie spodnie, które zapewne w jakimś stopniu ochronią. Obowiązkowo czapka na głowę i kremy z filtrem, ale też strój kąpielowy do pluskania się pod wodospadem! No i cienka kurtka przeciwdeszczowa też nie będzie złym pomysłem.
Z wizytą u Arhuaco – wycieczka Get Your Guide
Gdy wreszcie drugie dnia przestało padać wybraliśmy się na wycieczkę z Get Your Guide! Wiele osób zwiedza Mince na własną rękę, ale szczerze powiedziawszy to nie wiem czy są organizowane takie fajne pokazy jak my mieliśmy dla naszej grupy. Jak wyglądała nasza wycieczka? Już Wam pokazuje!
Cascada Oído del Mundo
Po zebraniu całej grupy w centrum Minci, pierwszym przystankiem był wodospad Ucho Świata! Wejście kosztowało nas 10 000 COP (ok 2,3€) – ale uwaga! Ceny idą mocno do góry, bo jeszcze do niedawna wodospad był darmowy!
My mieliśmy tu sporo szczęścia bo jak przyszliśmy, to byliśmy jedyną grupą, a że było po intensywnych opadach, to było dużo wody. Wykąpaliśmy się więc i porobiliśmy trochę zdjęć. Znaleźliśmy też kraba rzecznego, który swoim rozmiarem trochę mnie zniechęcił do dalszej, beztroskiej kąpieli.
Miejsce to ma też sporo negatywnych opinii i trochę je rozumiem. Też uważam, że takie miejsca powinny być bezpłatne, bo nie ma tu żadnej infrastruktury. Poza tym, jak ktoś był w Indonezji, to serio ten wodospad to raptem strumyczek… Ja jednak nie mogę Wam go odradzić, bo mnie się tu nawet podobało!
P.S. do tego miejsca można bez problemu łatwo i szybko dojść z Minci, bez żadnego przewodnika. U nas to była po prostu część wycieczki

Kim są Arhuaco?
Po godzinnej kąpieli ruszyliśmy do pobliskiej Finci (farma kawy). To właśnie tu poznaliśmy rdzennych mieszkańców gór Sierra Nevada – Arhuaco! To lud pochodzenia prekolumbijskiego, którego przodkowie zamieszkiwali te tereny jeszcze przed przybyciem Hiszpanów w XVI wieku. Obecnie społeczność liczy kilkadziesiąt tysięcy osób i żyje głównie w górskich wioskach, z dala od dużych miast i turystycznych kurortów.
Niektórzy z nich prowadzą właśnie takie małe Finci. Co ciekawe, produkują oni kawę wyłącznie dla turystów! Nawet w kawiarniach w Mince nie można się napić ich kawy, bo po prostu nie chce im się jej produkować na tak dużą skalę!
Kawa i czekolada
Z Arhuaco spędziliśmy ponad 3 godziny! Pokazywali nam jak wytwarzają torby, których głównie używają do zbierania kawy, a następnie opowiadali o swojej kawie. Niestety, przez brak znajomości hiszpańskiego dużo straciliśmy, bo nasz przewodnik z GYG wbrew pozorom bardzo słabo mówił po angielsku i nie przetłumaczył nam wszystkich wątków. Jednak ten najważniejszy udało się wychwycić, bo otóż pan, który dziś sprzedaje tu kawę, kiedyś robił przy koce, ale stwierdził, że to zbyt niebezpieczny biznes. W dodatku obwiniał Amerykanów o ten cały proceder, gdyż to oni przywieźli kokę do Kolumbii i kazali ją uprawiać, a potem gdy brakło im pieniędzy zaczęli płacić bronią. Bronią, którą zabijano później pracowników gdy Ci upominali się za bardzo o pieniądze, których nie było…
Dlatego teraz też pan robi kawę, która wciąż przynosi dochód, ale przynajmniej nikt się o nią nie zabija.
Ponadto, były jeszcze warsztaty z czekolady! Po raz pierwszy próbowałam surowego owoca kakaowca i czekolady na wielu etapach przetwórstwa. Bardzo ciekawe doświadczenie, gdyż tutejszy prowadzący świetnie mówił po angielsku i naprawdę dowiedzieliśmy mnóstwo rzeczy o czekoladzie – np. wiecie, że nie ma 100% czekolady? Czekolada po zmieleniu dość szybko się utlenia i może mieć co najwyżej 90%. Na koniec była też chwila spa podczas której robiliśmy maseczki z czekolady – nawet kupiłam do domu taki mały pojemniczek!

Myślę, że była to naprawdę fajna wycieczka razem z tymi warsztatami. Nie wiem czy to tak samo wygląda bez przewodnika, czy te pokazy są tylko dla grup – szczególnie ten z czekoladą. Po wycieczce poszliśmy na obiad do Meksykańskiej Restauracji, a potem skorzystaliśmy jeszcze z ostatnich godzin dnia i pojechaliśmy zobaczyć…
Pozo Azul
Pozo Azul był swego czasu najpopularniejszym wodospadem w Mince, do tego stopnia, że stał się mocno przeludniony! Widziałam tu na zdjęciach mnóstwo ludzi, w związku z czym tu także wprowadzono drobne opłaty za wejście. Jednak my przyjechaliśmy tutaj po godz 16 i po 2 dniach ulewnych opadów!
W związku z późną godziną kasy były już zamknięte, a w związku z ulewnymi deszczami nurt był naprawdę silny i niebezpieczny! Byliśmy więc sami na wodospadzie. Porobiliśmy zdjęcia, pomoczyliśmy stopy, nacieszyliśmy się kameralną atmosferą i wróciliśmy do hotelu!
P.S. do Pozo Azul pojechaliśmy moto-taxi, bo jednak był to kawałek drogi z Minci, a było już późno i baliśmy się, że nie zdążymy wrócić do hotelu przed zmrokiem.

Bird Watching
Następny dzień rozpoczęliśmy skoro świt, bo już o 6 rano wyruszyliśmy na obserwację ptaków z ornitologiem. Wycieczkę można kupić w hotelach, na GYG lub możecie też bezpośrednio napisać do Minca Birding – co my też uczyniliśmy!
Pod nasz hotel wysłano dwie moto-taxi, którymi zjechaliśmy do centrum Minci, gdzie rozpoczął się spacer. Nasza grupa była dość spora – razem z przewodnikami było nas prawie 10 osób. Mogę Was jednak od razu uspokoić, że przy obserwacji ptaków nie ma to aż takiego znaczenia i kompletnie nie przeszkadzał nam ten fakt.
Spacer trwał około 3 godzin! Z racji, że wyruszyliśmy przed śniadaniem, po drodze złapaliśmy trochę ciastek i kawę w centrum Minci. Ze sobą koniecznie trzeba zabrać wodę, bo wierzcie mi – jest to wyczerpujące zajęcie! Mnie w pewnym momencie zaczęła boleć szyja i kark od tego wypatrywania!
A co udało się wypatrzeć? Wszystko co chcieliśmy! Przede wszystkim był tukan! I tu już byliśmy przeszczęśliwi! Nasi przewodnicy ściągnęli nam też z drzewa niebieską arę! Przepiękna była, ale wredna, bo wszystkich chciała dziobać. Jednak ze względu na fakt, że miejscowi ją dokarmiają to była na pół oswojona i naszych przewodników w miarę nie atakowała. Z mniejszych ptaszków była też Kronówka Rdzawoucha (żółty ptaszek z czerwoną główką), Piranga Pąsowa (czerwony ptaszek), Dzięcioł Jasnodzioby, Pełzacznik Białobrewy (ten brązowy), Modrowronka (niebieski) i tego ostatniego niestety nie jestem pewna…


Wodospad Marinca
Po porannym oglądnięciu ptaków wróciliśmy do hotelu trochę się zrelaksować i zjeść śniadanie, a następnie pojechaliśmy zobaczyć najpiękniejszy wodospad w Mince – Marinca!
Do centrum Minci doszliśmy na piechotę, a potem podjechaliśmy sobie moto-taxa. I tak jeszcze ostatnie, strome podejście trzeba było pokonać na piechotę. Wejście na teren wodospadu jest płatne, ale tu przynajmniej znajduje się jakaś infrastruktura – jest restauracja, toalety, przebieralnie, schody, jakieś ławeczki… Niestety, cena za wejście też rośnie w zastraszającym tempie – w ostatnim roku chyba aż o 100%! My za wejście płaciliśmy już 20 000 COP (4.5€).
Marinka to w rzeczywistości kilka kaskad wodnych, z których każda tworzy małe naturalne baseny. Najniższy wodospad jest największy i ma głęboki basen, w którym można się kąpać. Wyżej znajduje się drugi, mniejszy wodospad ukryty wśród drzew. Woda jest oczywiście lodowata! To bez wątpienia najpiękniejszy wodospad w Mince!

I to już wszystko!
I to już wszystko co dla Was przygotowałam z Minci! W ogóle Minca dały mi trochę Bali vibe, choć jeszcze nie tak skomercjalizowany. Na pewno jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Kolumbii!
Pozostałe wpisy z tej wycieczki:
Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! 🙂 <3

Brak komentarzy