Największa katastrofa ekologiczna w dziejach ludzkości
Lata 60 XX wieku – Rosjanie stwierdzili, że zmienią sobie bieg rzek Amu-daria i Syr-daria, które zasilały Morze Aralskie, aby nawadniać pola bawełny i ryżu na pustynnych terenach Azji Środkowej. Bez żadnego namysłu, bez rozeznania terenu.
Pierwsze wyraźne oznaki wysychania Morza Aralskiego zauważono już w latach 70. XX wieku, czyli około 10–15 lat po rozpoczęciu sowieckich projektów irygacyjnych. Być może władze już wcześniej wiedziały o problemie, ale jak to w Rosji – ukrywano skalę problemu. Dopiero w latach 90. zaczęto głośno mówić o problemie i wzrosło zainteresowanie opinii międzynarodowej. W między czasie jedno z największych jezior na świecie rozdzieliło się na mniejsze zbiorniki – część po stronie Uzbekistańskiej pozostała do nieodratowania, dlatego jeśli chcecie ją zobaczyć – śpieszcie się! Wysychanie jeziora doprowadziło do zwiększenia zasolenia, wymarcia ryb, zubożenia społeczeństwa, upadku rybołówstwa, migracji i pustynnienia terenu, a także zmian w pogodzie. Po stronie kazachskiej prawdopodobnie uda się zachować zbiornik wodny, więc jeśli w Uzbekistanie się Wam nie uda, to wiecie gdzie szukać.
Jak zorganizować wyprawę nad Jezioro Aralskie? Zapraszam do lektury!
Nukus – Baza wypadowa na Jezioro Aralskie
Wycieczkę nad jezioro Aralskie najlepiej zorganizować z miejscowości Nukus.
Po przylocie do Taszkientu, dzień później wyruszyliśmy więc samolotem do Nukus linią Uzbekistan Airlines. Koszt przelotu w jedną stronę wyniósł 100€. Oprócz tej linii, do Nukus lata też obecnie Centrum Air, które ma o połowę tańsze bilety (bez bagażu). W trakcie pisania tekstu dostępne są 4 loty dziennie, ale to może ulec zmianie.
Aplikacja Yandex
Po przylocie do Nukus zamówiliśmy taxówkę przez aplikację Yandex (coś jak nasz Uber/ Bolt). Koniecznie pobierzcie ją sobie przed wyjazdem do Uzbekistanu i korzystajcie na miejscu. Niestety, normalni taksówkarze już zwęszyli pismo nosem i życzą sobie wygórowane kwoty za przejazdy.
Jipek Joli Inn
Po przyjeździe do hotelu okazało się, że spora część lecąca z nami samolotem miała tutaj nocleg. Na forach wyczytaliśmy także, że to jeden z najchętniej wybieranych hoteli w Nukus. Za nocleg zapłaciliśmy 50€ za dwie osoby śniadaniem.
Hotel także zorganizował nam wycieczkę nad Jezioro Aralskie. Po zarezerwowaniu noclegu dostaliśmy ofertę wycieczek. Porównaliśmy ceny w Internecie. Hotel dorzucił nam też solo podróżującego Brytyjczyka, dzięki czemu udało się zejść z ceny 290 do 227 USD za osobę.
Jak wygląda wycieczka nad Jezioro Aralskie?
Cena obejmowała kierowcę i jeepa, nocleg w Jurcie, dwa obiady, śniadanie i kolację. Zapraszam w trasę!
Mizdakhan Necropolis
Naszym pierwszym przystankiem, oddalonym zaledwie 20 min jazdy samochodem od Nukus jest nekropolia Mizdakhan. Dość ciekawe miejsce łączące ze sobą struktury miejskie, religijne i pochówki w jednym pejzażu. Miasto zostało założone w IV w. p.n.e. jako część irańskiego/khwarezmiańskiego ośrodka miejskiego. Dziś jest to przede wszystkim miejsce kultu, z monumentalnymi grobowcami – najstarsze mają ponad 2000 lat!
Duchowym sercem Mizdakhan jest tajemniczy Grobowiec Adama. Oficjalnie znany jako „Tomb of Adam” lub „Grób Gayomarda” – czyli mitycznego pierwszego człowieka w wierzeniach zoroastryjskich. W islamie i chrześcijaństwie utożsamiany z Adamem. Grób ma 25 metrów długości, co przywodzi na myśl legendy o pierwszych ludziach – gigantach. Grobowiec w swej formie jest skromny i prosty, co ma też świadczyć o jego wiekowości.

Mujnak
3 godziny później dotarliśmy do Mujnak, nad jezioro Aralskie. Tak by w rzeczywistości było, gdybyśmy się cofnęli z 70 lat… Niegdyś miasto portowe, dziś jeziora nie widać nawet na horyzoncie. Za to po wyschniętym korycie jeziora szaleją trąby powietrzne, na które ja reaguje z podekscytowaniem, a nasz przewodnik i kierowca nawet nie zwracają uwagi.
Dziś Mujnak to przede wszystkim miejsce pamięci i atrakcja turystyczna. Choć droga tutaj jest fatalna (dziury, ubytki itp – nie polecam jechać wynajętym autem), to i tak dociera tu wciąż całkiem sporo osób! Ba, z Nukus lata nawet samolot raz w tygodniu. Przynajmniej tak twierdził nasz przewodnik – ja niestety nie znalazłam tego połączenia.
Na turystów czekają tutaj pomniki… jeden upamiętniający wielkość i pierwotny rozmiar jeziora, drugi w postaci zdjęć i eksponatów przechowywanych w muzeum, oraz trzeci, najbardziej przemawiający do wyobraźni – pozostawione wraki statków na pustyni…
Podczas naszej wizyty odbywał się tam festiwal muzyki elektronicznej. Dość oryginalne miejsce jak na taki festiwal, przypominające klimatem słynnego Burning Mana w USA.
Czym obecnie zajmują się mieszkańcy Mujnak? Nadal istnieje tu mała gałąź rybołówstwa (w niewielkich, pozostałych zbiornikach). Ponadto w okolicy wydobywa się też gaz, mieszkańcy trudnią też się hodowlą, rolnictwem i zbieractwem.


W poszukiwaniu Jeziora Aralskiego
Niektórzy kończą swoją przygodę w Mujnak, inni jadą dalej. My jesteśmy w tej drugiej grupie, gdyż chcieliśmy zobaczyć w końcu jezioro. Tak naprawdę, to właśnie ta podróż uświadamia nam jak ogromna jest skala tej niewiarygodnej wręcz katastrofy ekologicznej.
Podróż do jeziora przez wyschnięte koryto zajęła nam aż 3 godz. To męcząca podróż po wertepach, w ogromnym upale (byliśmy na przełomie maja i czerwca). Towarzyszyły nam trąby powietrzne, jedne mniejsze, inne większe…
Zaskakujący jest jednak krajobraz, bo nie jest to płaski teren ciągnący się przez horyzont. Są popękane kaniony, a nawet kolory jak w amerykańskim kanionie. Bywa też monotonnie, bo jednak odległość do brzegu jeziora jest przecież ogromna…

Jezioro Aralskie…
Nasz obóz dość pozytywnie nas zaskoczył. Składał się on z prostych jurt, w których była elektryczność, wiatrak i dwa łóżka. Całkiem przyzwoicie jak na takie pustkowie. Do tego stołówka, toaleta i prysznice. Szczerze powiedziawszy myślałam, że będą warunki zbliżone do noclegu na pustyni w Egipcie, więc byłam mile zaskoczona. Tutaj możecie zobaczyć krótki filmik z tourem po naszym campie.
Jednak jeszcze bardziej zaskoczył mnie fakt, że w Jeziorze Aralskim kąpali się ludzie… nawet się nie spodziewałam, bo nikt nie pisał o kąpielach, a wręcz przeciwnie – odradzano je. Dlaczego? Bo Uzbekistan nie dopuszcza do sprawdzenia stanu wody. Ze względu na wyschnięcie zbiornika, zwiększyło się zasolenie, które doprowadziło do wymarcia ryb.
Mimo to, zachęcona innymi osobami w wodzie i brakiem stroju, weszłam do wody w bieliźnie. Przeżyłam, nic mi się nie stało, a uczucie podobne do Morza Martwego. Chwilę podryfowałam, a potem wróciliśmy do obozu gdzie natychmiast się umyłam. Nie zachęcam, ale nie zniechęcam. Możliwe, że jednorazowa kąpiel nie jest szkodliwa, ale gdyby ją często powtarzać…

Wioska Urga
Następnego dnia w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w jeszcze jednym, bardzo ciekawym miejscu – z naszej, polskiej perspektywy. Czy wioska Urga coś Wam mówi? Mi kompletnie nic, a nawet w Internecie ciężko znaleźć informacje, że zbudowali ją Polacy! Po wojnie polsko-bolszewickiej, kilkaset Polaków zostało zesłanych w te rejony, gdzie mieli trudnić się rybołówstwem. Podobno w latach 50-60. XX wieku wszyscy wrócili do Polski, choć ciężko mi uwierzyć, że nikt nie zmarł w między czasie… być może mieli na myśli, że wszyscy, którzy pozostali przy życiu.
Niemniej jednak, jest to bardzo ciekawy polski wątek, o którym ciężko znaleźć nawet informacje w Internecie.
Dziś w Ugrze wciąż jest niewielki zbiornik wodny, przy którym chyba można zobaczyć flamingi (były strasznie daleko, stąd niepewność), ruiny kościoła i tablica informacyjna, z której właśnie można wyczytać wzmianki o Polakach.

To już wszystko! Przejazd do Chiwy…
Po zobaczeniu Urgi zatrzymaliśmy się jeszcze na obiad i późnym popołudniem byliśmy z powrotem w hotelu. W hotelu załatwiliśmy sobie transport do Chiwy, gdyż na trasie Nukus-Chiwa nie ma pociągu. Na szczęście można ogarnąć te transport w sensownej cenie. My płaciliśmy ok 35€/510.000SUK, a jechaliśmy w 3 os. Nie są to więc duże koszty!
P.S. tutaj jeszcze krótki filmik z nad Jeziora Aralskiego.
Pozostałe wpisy z tej wycieczki
I to już wszystko co dla Was przygotowałam!
Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! <3
Dziękuję, że jesteś! Twoja kawa pobudza mnie do działania i pomaga w prowadzeniu bloga! Moje teksty o podróżach po Niemczech to nierzadko jedyne wpisy po Polsku w Internecie. Jeśli chcesz poznać prawdziwe perełki i wspierać język polski w niemieckiej turystyce, to dobrze trafiłeś! Pomóż mi opisać Niemcy i świat po Polsku!

Brak komentarzy