Azja Hunza Pakistan Podróże

Gilgit-Baltistan – w górskim regionie Pakistanu!

4 czerwca 2024

Wciąż pięknie!

Jeśli sądziliście, że po Fairy Meadows nie zobaczycie już nic pięknego w Pakistanie, to grubo się myliliście. Sama sądziłam, że wraz z Fairy Meadows minie najfajniejsza część wyjazdu, ale już teraz mogę Wam zdradzić, iż ten moment nigdy nie nadszedł! Po zejściu z gór i pokonaniu 2 najniebezpieczniejszej drogi po raz drugi, rozpoczęliśmy dalsze zwiedzanie regionu Gilgit-Baltistan. Jest to region obejmujący 73 tys. km2 , w którym mieszka tylko nieco ponad milion osób! Jego stolicą jest miasto Gilgit liczące raptem nieco ponad 200 tys. mieszkańców. Region ten jest domem dla aż 14 ośmiotysięczników, w tym K2 i ponad 50 siedmiotysięczników! Zanim krajem zawładnął islam, Gilgit było ostoją buddyzmu, którego historia na tych ziemiach sięga aż czasów przed naszą erą. Co więc udało nam się zobaczyć w tym regionie? Dowiecie się z tego i następnego wpisu poświęconemu Skardu!

Gilgit-Baltistan: Punkt widokowy Juglot!

Po pokonaniu Fairy Meadows znów czekało nas sporo jazdy w naszym busiku. Żeby jednak trochę urozmaicić sobie ten czas, zrobiliśmy kilka przystanków na podziwianie wspaniałych widoków. Pierwszym z nich był punkt widokowy nieopodal miejscowości Juglot – stąd można podziwiać 3 największe na świecie górskie łańcuchy: Himalaje, Karakorum i Hindukusz.

Przerwa na obiad

W Gilgit zrobiliśmy dłuższą przerwę na obiad. Pod hasłem „dłuższa” należy rozumieć fakt, że na jedzenie w Pakistanie trzeba czekać bardzo długo. Nie wiadomo z czego to wynika, ale czekanie na posiłek ponad godzinę nikogo już nie dziwiło! Nie obywało się także bez przypałów. Tutaj np. zamówiliśmy pizzę na 3 osoby, bo mieliśmy problemy z żołądkami, więc nikt nie był wstanie zjeść dużo. Nasz pierwszy wybór okazał się nietrafiony, bo akurat wybrana przez nas pizza się skończyła. Poprosiliśmy więc o rekomendację pizzy, która nie jest ostra. Kiedy w końcu ją dostaliśmy to i tak była ostra, bo jakiś sos był ostry… także to wygląda w Pakistanie, wszystko jest często bardzo ostre i przez to traci smak. Pakistańczycy też nie do końca to rozumieją, bo choć zareklamowaliśmy tę pizzę, to i tak to nie przyniosło żadnego skutku!

Gilgit-Baltistan: Tyrolka z widokiem na Rakaposhi!

O zachodzie słońca dojechaliśmy na punkt widokowy Rakaposhi! Szczyt ten słynie z największej (naziemnej) deniwelacji na świecie – zachodnia flanka wznosi się prawie 6000 metrów ponad korytem opływającej szczyt rzeki Hunza! Jego wysokość to 7788 m n.p.m. 

W tym niesamowitym punkcie widokowym znajduje się druga najdłuższa tyrolka w Pakistanie! Początkowo nie byłam przekonana czy chce z niej zjechać, bo nigdy wcześniej nie jechałam na tyrolce i kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Zawsze jednak chciałam spróbować, a gdzie jak nie tu, skoro w Pakistanie jest to jeszcze względnie tania sprawa! Wyciągnęłam więc 3000 Pakistańskich Rupii (ok. 45 zł) i po chwili miałam na sobie uprząż.

Przejazd podzielony był na dwa etapy. Najpierw zjazd w dół, gdzie od razu zaskoczyła mnie duża prędkość zjazdu! Na szczęście spodobało mi się, bo czekał mnie jeszcze drugi przejazd, ale tym razem po przekątnej w stosunku do pierwszego zjazdu. Pod względem widokowym nie było tutaj dużej różnicy, w obydwu przypadkach było pięknie! 

Niestety miejsce to nie jest przygotowane na tak średnie grupy jak nasza. Na zjazd zdecydowało się ok. 10 osób i dla 3 zabrakło uprzęży. Musieli czekać aż zjedzie pierwsza grupa, przez co jechali w ciemności na koniec i niewiele widzieli. 

Nocleg w hotelu Legend

Po tyrolce nie pozostało nic innego jak udanie się na spoczynek w hotelu o wymownej nazwie „The Legend”. Początkowo nic nie wskazywało na epicki nocleg w tym miejscu! Po otwarciu drzwi do pokoju naszym oczom ukazał się przestronny z dwoma łóżkami, w tym jednym małżeńskim, wraz z łazienką w której był zarówno prysznic jak i wanna. Fakt, nie było za czysto, wciąż były włosy w łazience po poprzednich właścicielach pokoju, ale no to jest Pakistan…

W tym hotelu czekaliśmy na kolację 1,5 godziny. Czemu tak długo? Nikt nie wie co się tam wydarzyło… W każdym razie obsługa też rozbawiała nas do łez. Np. nasza koleżanka zamówiła zupę i zresztą nie tylko ona jak się później okazało. Po godzinie wyszedł pan z kuchni i dał jej łyżkę i pustą miskę… za chwilę wyszedł znowu i koledze obok podał już normalnie zupę, żeby za 15 min wyjść ponownie z całym garem zupy i resztą miseczek! Czemu koleżance zaserwował tylko pustą miskę z łyżką? Cóż, tego się już nie dowiemy!

U nas w pokoju natomiast w pewnym momencie zabrakło wody pod prysznicem. Gosia poleciała od razu na recepcję, że nie ma wody w pokojach. Po chwili przyszła obsługa i przyniosła nam zapas wody butelkowanej… 😆 

Mimo to z sentymentem będę wspominać ten hotel, zwłaszcza że widok z niego był oszałamiający!

Gilgit-Baltistan: Wiszący most Hussaini 

Następny dzień rozpoczęliśmy z kopyta, bo od wizyty w jednym z najciekawszych miejsc podczas wycieczki! Mowa o moście linowym Hussaini, będącym jednym z najniebezpieczniejszych mostów na świecie. Ja widzicie na zdjęciach deski są tutaj zbudowane w dość dużych odstępach, a brak lin podtrzymujących może prowadzić do niezłego bujania!

Obiekt powstał w 1968 roku i łączy wioskę Hussaini z Zarabadem. Podobno wciąż jest wykorzystywany przez mieszkańców, choć mi byłoby łatwiej pokonać chyba znajdujące się na dole jezioro Borit. Udało mi się pokonać tylko kilka desek, bo potem mój błędnik zaczął świrować. Nie czułam się też jakoś mega bezpiecznie, pomimo że most był remontowany w 2023 roku.

Dlatego zdecydowałam się po raz kolejny na przejazd tyrolką w dwie strony, co kosztowało mnie 2000 Rupi (mniej niż 30 zł). Mając już doświadczenie z poprzedniego dnia ten przejazd dał mi dużo więcej radości! 

Gilgit-Baltistan: Passu

Przed wyruszeniem w podróż do kolejnego punktu, która miała nam trochę zająć, robimy jeszcze krótki postój przy punkcie widokowym z napisem Passu. Passu to wioska słynąca właśnie z takich boskich  widoków, a najczęściej fotografowanym tutaj miejscem jest Tupopdan mający ponad 6 tys. m.

Gilgit-Baltistan: Granica Pakistańsko-Chińska – przełęcz Khunjerab

Nigdy nie przypuszczałam, że swój kolejny rekord wysokości pobije na… przejściu granicznym. Przed przyjazdem do Pakistanu najwyżej byliśmy na Kitzsteinhorn w Austrii, który miał nieco ponad 3 tys. metrów. 

Teraz czekała nas wizyta na 4693 m n.p.m., czyli najwyżej położonej, utwardzonej granicy  na świecie, która znajduje się między Chinami a Pakistanem. 

Po drodze można zobaczyć różne ciekawe zwierzątka

Droga powstała tu w latach 80-ych ubiegłego wieku. Przejście jest otwarte dla turystów, ale i tak większość z nich przyjeżdża tu z zamiarem jedynie zobaczenia tego miejsca – tak jak my! Obecnie z przejścia korzystają głównie przewozy handlowe i businessowe, ale podobno jest też trasa rejsowa!

Na tak dużej wysokości powietrze jest już mocno rozrzedzone więc po wyjściu z autokaru trzeba było poruszać się powoli, bo nawet jeden gwałtowny ruch mógł spowodować zawroty głowy i duszności.  Nie każdy jest wstanie tutaj od razu spacerować, więc od razu widać jak ważna jest aklimatyzacja w takim miejscu. Ponadto jest tutaj mega zimno, a pogoda potrafi się zmienić w każdej chwili! 

Z jeszcze innych ciekawostek- na przejściu granicznym jest także bankomat, a Internet śmiga tutaj jak szalony! Przejście graniczne znajduje się na terenie Parku Narodowego, więc należy tu uiścić opłatę za wstęp w wysokości 20$.

Steki z Yaka – Yak Grill w Passu

Nie będę ściemniać jak napisze, że jedzenie w Pakistanie jest ogromnie problematyczne, ale to co przeżyliśmy w tej knajpie było jednym z fajniejszych kulinarnych doświadczeń! Otóż w tej knajpie specjalizowano się w daniach z Yaka, więc większość zamówiła sobie po prostu steka lub burgera. Ja znalazłam się w gronie tych pierwszych i był to mój pierwszy obiad, który zjadłam w pełni po chorobie! Niebo w gębie, poezja i no cud, miód, malina i orzeszki!

Gilgit-Baltistan: Jezioro Attabad 

Zwieńczeniem dnia była wizyta na Jeziorze Attabad. Tuż przed zachodem słońca mieliśmy zorganizowany krótki rejs rejs łodzią, podczas którego mogliśmy podziwiać piękne widoki za sprawą majestatycznych gór otaczających jezioro! 

Jednak historia tego miejsca nie jest już tak piękna. Jezioro to dowód w sprawie dość świeżej katastrofy, która miała miejsce tylko w 2010 roku! Osunęła się tutaj ziemia, która doprowadziła do powstania zbiornika. Przy okazji zabrała też życie wielu mieszkańcom, a ich domy wciąż znajdują się pod wodą.

Jezioro znacznie lepiej prezentuje się za dnia, gdy słońce wydobywa jego piękny, turkusowy kolor. Dlatego następnego dnia zrobiliśmy tutaj krótki postój na zdjęcia.

Wieczorna kolacja w pakistańskim domu!

Tego dnia naprawdę mieliśmy sporo szczęścia pod kątem jedzenia! Wieczorem pojechaliśmy do przepięknego pakistańskiego domu, w którym zostaliśmy ugoszczeni sytą kolacją. Było naprawdę smacznie, choć wierzcie mi – w Pakistanie to naprawdę rzadkość. Co ciekawe, właściciele mieli też psa – Cocker Spaniela! Pies w domu to niestety także rzadka sprawa w Pakistanie.

Królestwo Hunzy – Karimabad

Zanim wyruszyliśmy w drogę do Skardu (które także leży w tym regionie, ale ze względu na ogromną sympatię chciałabym poświęć mu osobny post), czekało nas jeszcze zwiedzanie Karimabadu.

Karimabad to dziś niewielkie miasto, ale kiedyś była to stolica księstwa Hunza, które pozostawało niezależne aż do niemal końca XIX wieku. Co ciekawe, początki państwowości, podobnie jak pochodzenie Buruszów i języka buruszaski, którym się posługują, pozostają przedmiotem naukowej spekulacji. Najnowsze badania wskazują, że mogą się one wywodzić z regionów Kaukaskich. 

Pamiątką po tamtych czasach są zabytkowe fortece mirów Hunzy – Fort Altit i Baltit. My mieliśmy przyjemność zwiedzać tylko ten drugi, którego historia liczy sobie ok. 700 lat. Jeszcze do 1945 roku mieszkali w nim Mirowie (władcy państwa). 

Ponadto Karimabad słynie też z bazaru, na którym można kupić mnóstwo wspaniałego rękodzieła. Dominuje biżuteria i regionalne ubrania – stroje ludowe i chusty – większość z nich kaszmirowa w atrakcyjnej cenie. Znajdą się też inne towary, ale tych jest tutaj najwięcej. Sama się trochę obłowiłam…

I to już wszystko co dla Was przygotowałam. Jeśli marzy Wam się podróż do Pakistanu, to koniecznie piszcie do Tuk Tuk Tours! Oni się Wami zajmą, a wy przeżyjecie wspaniałą przygodę!

Pozostałe wpisy z Pakistanu:

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje!  <3

Dziękuję, że jesteś! Twoja kawa pobudza mnie do działania i pomaga w prowadzeniu bloga! Moje teksty o podróżach po Niemczech to nierzadko jedyne wpisy po Polsku w Internecie. Jeśli chcesz poznać prawdziwe perełki i wspierać język polski w niemieckiej turystyce, to dobrze trafiłeś! Pomóż mi opisać Niemcy i świat po Polsku!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

2 komentarze

  • Odpowiedz Honorata Mokrogulska 11 lutego 2025 at 14:12

    Świetne opisy, zwłaszcza, że przypomniały mi moja podróż do Pakistanu. (październik 2024). Karakorum higway to kosmos 🙂

    • Odpowiedz womenofpoland 18 lutego 2025 at 12:36

      Dzięki Honorata! Też byłaś z Tuk Tukiem czy z jakimś innym organizatorem? 😍

    Zostaw komentarz