Las Palatynacki – Tuż przy granicy z Francją!
Już nie raz spotkałam się z opinią, że Nadrenia Palatynat to jeden z najpiękniejszych krajów związkowych w Niemczech! Podpisuje się pod tym stwierdzeniem obydwoma rękami! Za każdym razem gdy wybieram się do tego regionu, jestem nim zachwycona i oczarowana. Nie inaczej było w przypadku wycieczki do Lasu Palatynackiego, o której chce Wam opowiedzieć w tym wpisie! Przyjechaliśmy tutaj w pewien upalny, czerwcowy weekend. Choć mogliśmy ogarnąć wycieczkę jednodniową (z Frankfurtu jedzie się tutaj niecałe 2 godziny), to postanowiliśmy jednak wynająć pokój i spędzić tu 2 dni! Co udało nam się zobaczyć i jak można zagospodarować czas? Dowiecie się z tego wpisu!
Noclegi
Nocowaliśmy w Forsthaus Merzalben Hostel za 55€ od 2 osób. To skromny obiekt, a konkretnie duży dom z wieloma pokojami i dzieloną łazienką. W budynku jest też dodatkowo płatna sauna oraz wyposażona kuchnia. Hostel przyjmuje też psy za niewielką opłatą. Polecamy!
Las Palatynacki – to warto wiedzieć!
Las Palatynacki to największy zwarty obszar Leśny Niemiec! Wraz z francuskim Regionalnym Parkiem Przyrody Wogezów Północnych tworzy rezerwat biosfery UNESCO o łącznej powierzchni 3105 km². To jeden z nielicznych obszarów Europy Zachodniej, na którym można spotkać Rysie. Ponadto tereny te są zamieszkiwane przez Wilki. Las Palatynacki to także pasmo górskie, a najwyższy szczyt wznosi się na 673 m n.p.m. Góry, wraz z Alzacją są terenem o największym zagęszczeniu zamków obronnych na świecie!
Las Palatynacki – Pirmasener Felsenwald!
Naszą przygodę z Lasem Palatynackim rozpoczynamy od ścieżki Pirmasener Felsenwald. Jest to pętla licząca ok. 14 km, o raczej łagodnym przebiegu. Polecam jednak buty turystyczne, gdyż jest kilka wymagających podejść. Ścieżka zaliczana jest jako premium, gdyż na całej jej długości jest wytyczony szlak i oznaczenia na drzewach. Praktycznie nie potrzeba mapy, choć my posiłkowaliśmy się aplikacją Komoot, gdyż na koniec dołożyliśmy sobie kawałek trasy. W trakcie wycieczki można podziwiać przepiękne formacje skalne, dzięki którym zasłynął właśnie Las Palatynacki. Są mniej i bardziej ciekawe miejsca, ale ogólnie cała trasa jak i miejsce godne polecenia. Po drodze znajdziecie też restauracje, ale my na obiad pojechaliśmy do Pirmasens. Warto też wspomnieć, że większość trasy przebiega na terenie zacienionym, więc jest to fajna propozycja na spędzenie upalnego dnia.

Hikado Pirmasens – Sushibar & Vietnamesische Küche
Jak już wyżej wspomniałam na obiad zjechaliśmy dopiero po pokonaniu naszej trasy. Wybór padł na Sushi i naprawdę nie spodziewałam się, że w takiej niepozornej miejscowości zjemy tak fantastyczne Sushi! Jedno z lepszych w życiu! Mega Wam polecamy Hikado Pirmasens! Za poniższy zestaw dla 2 osób zapłaciliśmy 35€.
Las Palatynacki – Salzwooger Teufelstisch
Obiad skończyliśmy po godzinie 16! Na szczęście dzień w Niemczech latem jest bardzo długi, dlatego ze spokojem zaplanowaliśmy sobie jeszcze dwa miejsca do zobaczenia. Nogi też już powoli dawały o sobie znać, ale na szczęście do kolejnych dwóch miejsc prowadziły już krótkie 20-30 minutowe trasy!
Najpierw pojechaliśmy do Salzwooger Teufelstisch! To bardzo podobna skała do słynnej Teufelstisch (diabli stół), ale że jest nieco bardziej ukryta od swojej siostry, to mało kto tutaj dociera. Ja polecam zobaczyć obydwie skałki. Wystarczy dojechać do samego końca (dopóki droga pozwala), a następnie z parkingu czeka krótki, ok. 20 minutowy spacer wraz ze stromym, ale krótkim podejściem. Polecam odpalić aplikacje Komoot, bo na ostatnim etapie można łatwo ominąć wejście pod samą skałę.

Las Palatynacki – Teufelstisch
Ostatnim przystankiem pierwszego dnia była słynna skała Teufelstisch! Na tyle słynna, że tutejszy parking jest płatny do godziny 18, dlatego my byliśmy tutaj tuż po 18! Zakładam jednak, że płatny parking i popularność skałki, to nie zasługa samej skały, której jak już wiecie można znaleźć w okolicy odpowiedniki, ale też parku linowego. To pewnie sprawiło, że osoby przyjeżdżające do parku idą też przy okazji zobaczyć słynną skałkę i tak się interes i „fejm” kręci.
Nie zmienia to faktu, że skałka jest naprawdę piękna i widać ją nawet z pobliskiej autostrady jak się wie gdzie patrzeć. Oczywiście najlepiej prezentuje się z bliska. Podobno jest to bardzo popularne miejsce, ale jak przyjechaliśmy tu po 18, to przez chwilę byliśmy nawet sami!


Zamek Gräfenstein
Następny dzień rozpoczynamy od szybkiej wizyty na zamku Gräfenstein! To obiekt, który znajdował się tuż obok naszego noclegu i na dodatek był po drodze do naszego kolejnego miejsca, więc jakoś tak żal byłoby nie wstąpić.
Wejście na ruiny Gräfenstein jest darmowe. Podczas naszej wizyty byliśmy przez moment nawet sami, co też nie dziwi – zamek znajduje się na ponad 400 metrowym wzniesieniu więc trzeba się na niego wspiąć!
Został wybudowany przez lokalną szlachtę na początku XII wieku, a ruiną stał się już w trakcie Wojny Trzydziestoletniej w XVII wieku.

Las Palatynacki – Dahner Rundwanderweg!
Na zamku spędzamy około 40 min, a następnie ruszamy na ścieżkę Dahner Rundwanderweg! Ta trasa liczy prawie 19 km i jest już bardziej wymagająca od Pirmasener Felsenland. Być może to odczucie było spotęgowane faktem, że mieliśmy już za sobą intensywny dzień i było znacznie cieplej, ale no po prostu – było nam ciężej. Dlatego też nie pokonaliśmy całej trasy i skróciliśmy ją do około 12 km. Takie rozwiązania sugeruje też aplikacja Komoot, którą posiłkowaliśmy się w trakcie spaceru, choć o ta trasa była naprawdę bardzo dobrze oznaczona.
W przeciwieństwie do Pirmasener Felsenwald, tutaj też spotkaliśmy znacznie więcej ludzi. Szczególnie na odcinkach w pobliżu wejścia na szlak bywało naprawdę gęsto. Mimo to, po obydwu trasach chodziło się naprawdę super, nie było dużo ludzi i na obydwu podziwialiśmy wspaniałe formacje skalne.

Na tym zakończyła się nasza przygoda w Lesie Palatynackim, ale to tylko dwie propozycje na pędzenie czasu w tym miejscu, a jest ich znacznie więcej! W poleceniach na Facebooku przewinęła się też miejscowość Eppenbrunn i Altschloss-Felsen, która częściowo biegnie już po terytorium Francji.
Nie wykluczam jeszcze powrotu w te rejony, bo bardzo nam się tu podobało, a ja uwielbiam spacerować pośród takich krajobrazów. Na pewno jest to też fajny kierunek na jesienną wyprawę, gdy natura mieni się największą ilością kolorów.
Mam nadzieję, że ten wpis zainspiruje Was do zorganizowania wycieczki w te rejony. Jeśli znacie jeszcze jakieś fajne trasy z regionu (także we Francji), to koniecznie dajcie znać w komentarzu!
Jeżeli lubisz podróżować po Niemczech tak jak my i chcesz być z nami na bieżąco, albo może chcesz pochwalić się swoimi odkryciami w tym pięknym kraju, to zapraszamy do grupy: Podróże po Niemczech
Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! <3
Dziękuję, że jesteś! Twoja kawa pobudza mnie do działania i pomaga w prowadzeniu bloga! Moje teksty o podróżach po Niemczech to nierzadko jedyne wpisy po Polsku w Internecie. Jeśli chcesz poznać prawdziwe perełki i wspierać język polski w niemieckiej turystyce, to dobrze trafiłeś! Pomóż mi opisać Niemcy i świat po Polsku!

2 komentarze
Cześć, a ja tu dokładnie mieszkam, w tej wiosce, gdzie jest ten najbardziej znany Teufeltisch. Tu ogółem sporo jest w okolicy formacji skalnych tak samo nazwanych 😉 Widzę, że zwiedziliście fajne miejsca, niektórych nawet ja nie widziałam, a mieszkam tu 1,5 roku i wcześniej 4,5 naprzeciw Hikado w Pirmasens 😀 Ale też widzę, że sporo ominęliście fajnych miejsc, ale i to rozumiem, ja nadal wiele nie widziałam, a niektóre zwiedziłam przypadkiem. Teraz zwykle zwiedzam przy okazji podjechania do piekarni po bułki i wyjścia z psem, czasem nieplanowanie zahaczymy o coś, po czym odpadają mi nogi ;p Jak podjeżdża się na parking pod Grafenstein, zamek jest po prawej stronie, a gdyby podążyć ścieżką od parkingu w lewo, ta ścieżka obiega wzniesienie i na końcu jest fantastyczny punkt widokowy Winschertfelsen, chyba 535 m.n.p.m. To tzw. Colorado między Eppenbrunn a francuskim Ropeviller naprawdę warto zobaczyć, ale też warto podjechać np. do miasta francuskiego znajdującego się zaraz po przekroczeniu granicy z Niemcami – Wissembourg. Obleganym miejscem, ale dość ciekawym, są ruiny zamku Drachenfels oraz zamek Berwartstein (ten można zwiedzać za 7e, można podążać za przewodnikiem lub samodzielnie). Drugi z tych obiektów na mnie nie zrobił specjalnego wrażenia w środku, choć tam akurat można coś zobaczyć, natomiast ja lubię go z wyglądu, z daleka. Ma coś w sobie, co kojarzy mi się z zamkami Transylwanii. W Pirmasens i wielu miejscowościach mozna spotkać polskie rodziny, dlatego korzystając z okazji, podpowiem, że Polacy prowadzą restaurację w Vorderweidenthal, nazywa się Bethof 🙂 Wilków prawdopodobnie u nas nie ma, kiedyś napotkali ślad, ale wilk zniknął. A czy to się nie zmieni, nie wiadomo, natomiast ja zapraszam na pogaduszki, gdybyście jeszcze zawitami w te rejony 🙂
Pozdrawiam, Ola
Cześć Ola, dzięki za miły komentarz! To fakt, nie udało się zobaczyć wszystkiego, ale tam jest po prostu za dużo miejsc do zobaczenia, choć nie wykluczam, że jeszcze kiedyś tu nie wpadniemy! W końcu daleko nie mamy. W fajnym miejscu mieszkasz 🙂 pozdrawiam!