Piękna i różnorodna!
Choć Tunezja w porównaniu do swoich sąsiadów (Algierii i Libii) wygląda bardzo niepozornie, to stosunkowo na tym niewielkim terenie można naprawdę dużo zobaczyć! Moim zdaniem to właśnie południe Tunezji jest jej kwintesencją i to właśnie południe kraju urzekło mnie najbardziej! Przez dwa dni naszą bazą był Tozeur, w którym też przywitaliśmy Nowy Rok. Nie spodziewaliśmy się nawet, że znajdziemy tu tyle życia w tej części Tunezji. Być może mieszkańcy tego kraju nie witają Nowego Roku z takim zapałem jak my, ale i tak naprawdę świetnie spędziliśmy tutaj czas podziwiając niesamowite krajobrazy i smakując genialnej kuchni. Co warto zobaczyć w Tozeur i w najbliższej okolicy? Zapraszam na tekst!
Hotel Dar Saida Beya
Gdy już ułożyliśmy nasz plan podróży po Tunezji i pod koniec października zaczęliśmy rezerwować hotele, byliśmy w szoku jak okazało się, że 80% hoteli w Tozeur jest już niedostępnych xD! Przyznaję, że szczena mi wówczas opadła do ziemi, bo w życiu bym nie przypuszczała, że będzie tylu chętnych na Sylwestra. Ostatecznie źle nie trafiliśmy, bo nocowaliśmy w 5* hotelu Dar Saida Beya. Nie był to jednak hotel pierwszego wyboru, ale te które mieliśmy na oku już dawno były wyprzedane! Także jeśli przyszłoby Wam do głowy spędzać Sylwestra w Tunezji, w Tozeur – to rezerwujcie hotel z wyprzedzeniem!
Nasz hotel był naprawdę w porządku – mieliśmy ciepły i przestronny pokój, rano czekało na nas pyszne śniadanie. Jedynym mankamentem był brak ciepłej wody pod prysznicem. Ok, ta woda też nie była zimna, tylko taka letnia, co jednak przy niższych zimowych temperaturach w Tunezji było lekkim wyzwaniem. Latem czy w cieplejszych miesiącach raczej nie powinno Wam to sprawiać problemu. Podobno sporo hoteli w Tunezji nie ma takiej ciepłej wody, co rzeczywiście w chłodniejszych okresach może być irytujące.
Wydmy – Hard Sand Dunes
Jeśli czytaliście nasze poprzednie wpisy z Tunezji, to zapewne wiecie, że przyjechaliśmy do Tozeur z południa – a dokładniej z Matmaty. Droga zajęła nam około 2 godzin do słynnego solniska Chott el Jerid. Zanim jednak wjechaliśmy na nie, zatrzymaliśmy się jeszcze na szybkie espresso w Cafe George. Mało turystyczne miejsce, ale można na spokojnie wypić dobrą kawkę.
Następnie podjechaliśmy do miejsca oznaczonego na mapie jako Hard Sand Dunes, czyli jak sama nazwa wskazuje – jakieś twarde, piaskowe wydmy. I rzeczywiście takowe tu były! Nic specjalnego, ale pare fotek można było tu wyczarować.

Chott el-Jerid i droga P16
Kawałek dalej był nasz główny highlight dnia! Chott el Jerid po raz pierwszy zobaczyłam latem 2012 roku! Miałam wówczas 20 lat, jeszcze niewiele widziałam, więc gdy moim oczom ukazała się sucha powierzchnia, a dzień wcześniej na mapie widziałam jezioro, to byłam nieźle zaskoczona!
Pewnie dlatego o tym największym słonym zbiorniku na Saharze mówi się, że jest to najbardziej zaskakujące miejsce w Tunezji! Przez większość czasu jest niemal całkowicie wyschnięte, a jego powierzchnia tworzy hipnotyzujący krajobraz białych i różowych kryształów soli, popękanej ziemi oraz miraży, które sprawiają wrażenie wody na horyzoncie. Latem temperatury potrafią tu przekraczać 45–50°C, a zimą i po opadach deszczu w niektórych miejscach pojawia się płytka woda, odbijająca niebo jak lustro.
My właśnie znaleźliśmy całkiem sporo tej wody, co raczej nie było zaskakujące pod koniec grudnia. Widać, że ziemia o tej porze jest tu mocno wilgotna i nie ma też tych kryształków soli, które powstaną gdy wyparuje woda.
Jak zwiedzać jezioro? Najlepiej przejechać się właśnie drogą P16, która usypana jest na grobli. Dzięki niej będziecie mogli podziwiać niezapomniane widoki. Po drodze możecie zatrzymywać się przy różnych instalacjach. Według Internautów najciekawszy jest opuszczony szkielet autobusu oznaczony na mapie – już całkiem blisko wylotu z grobli. Latem można przejść do niego o suchej nodze, ale teraz stał na wodzie.
Polecam też wybrać się nad jezioro o wschodzie lub zachodzie słońca!
P.S. Jeśli kręcą Was tego typu solniska, to koniecznie wybierzcie się do Siwy w Egipcie!



Droga P16 w stronę Algierii
W Tozeur spędziliśmy w sumie dwa dni! Pierwszy dzień to przejazd z Matmaty, postój na wydmach, zwiedzanie Chott El Jerid i obiado-kolacja w Tozeur. Może się wydawać mało, ale warto pamiętać, że zimą w Tunezji dzień niestety kończy się już po godzinie 17.
Następnego dnia, z samego rana znów ruszyliśmy drogą P16, ale tym razem na północ, w stronę Algierii, w stronę Kanionu Midas! Dla mnie P16 to chyba najciekawsze trasa w Tunezji pod kątem turystycznym!
Zanim opiszę Wam kolejne punkty godne uwagi, to warto wspomnieć, że to właśnie na tej trasie możecie często wypatrzeć dzikie wielbłądy! Nam udało się trafić na całkiem spore stadko, a poza tym aż 4 razy spotykaliśmy wielbłądy! Poświęćcie im chwilę czasu gdy się na nie napatoczycie!

Kanion Midas
Jadąc dalej drogą P16 dotrzecie do malowniczego Kanionu Midas! To miejsce położone jest tuż przy granicy z Algierą, niedaleko gór Atlasu Saharyjskiego. Tu także nagrywano sceny do Indiany Jonesa czy Angielskiego Pacjenta.
- Na początek polecam pojechać do miejsca oznaczonego jako Canyon de Midas – znajdują się tu ruiny starej, opuszczonej wioski. Można też zejść w dół kanionu na jakiś dłuższy spacer/trekking. My przespacerowaliśmy tylko po górnej części kanionu – nie schodziliśmy na dół.
- Kawałek dalej zobaczycie kolejną opuszczoną wioskę Tamaghza.
- Sporo osób zatrzymuje się też przy tutejszym wodospadzie, ale szczerze powiedziawszy to nic specjalnego. Jak pominiecie, to się nic nie stanie.
- Warto też zatrzymać się na wysokości tego sklepiku, skąd po obu stronach macie genialne widoki na okolicę.

Oaza Chebika
Przy drodze P16 znajduje się też jedno z najpopularniejszych miejsc w Tunezji – oaza Chebika! To jedna z najbardziej znanych i fotogenicznych oaz górskich w Tunezji, położona u podnóża gór Atlasu Saharyjskiego. Chebika leży w wąskim, skalistym wąwozie, gdzie ze źródeł wypływa woda tworząca niewielkie strumienie i kaskady, naturalne baseny między skałami i pasma zieleni z palmami daktylowymi i trzciną.
Chebika była niegdyś rzymską osadą znaną jako Ad Speculum. Po powodzi w 1969 roku mieszkańcy przenieśli się do nowej wioski, a stara Chebika została opuszczona. Dziś ruiny są jedną z głównych atrakcji – spacer po nich daje poczucie podróży w czasie.
Chebike także można zobaczyć w wielu produkcjach filmowych tj. wspomniane wielokrotnie Gwiezdne Wojny czy Angielski Pacjent.
Na zwiedzanie Chebiki polecam zarezerwować ok. 2 godzin. Przydadzą się dobre buty, bo jest ślisko i są wystające kamienie. Chebike najlepiej zwiedzać kierując się po prostu wyznaczoną trasą. Przed wejściem na teren oazy jest sklepik, w którym można kupić jakieś drobne przekąski i uzupełnić zapas płynów!

Deglet Nour
Zwiedzając okolice jak i samo miasto Tozeur na pewno rzucą Wam się w oczy daktyle! To duma regionu, a tutejsza odmiana Deglet Nour – nazywana „palcem światła”, uważana za jedną z najlepszych na świecie: jasna, półprzezroczysta i bardzo słodka!
Wokół Tozeur znajduje się kilka gajów palmowych! Warto przystanąć w jednym na chwile. Gdy byłam w Tunezji za pierwszym razem to w ramach wycieczki także pojechaliśmy do takiego gaju, w którym mogliśmy degustować daktyle i zobaczyć jak pan wspina się na palmę by je zebrać. Oczywiście daktyle dostaniecie też w centrum Tozeur. My nie kupowaliśmy, ale kosztowaliśmy na śniadaniu u nas w hotelu.

Zwiedzanie Tozeur
Historia Tozeur sięga czasów starożytnych. Już Rzymianie znali to miejsce i doceniali jego strategiczne położenie na szlakach karawanowych łączących Saharę z północą Afryki. Miasto rozwijało się dzięki rozbudowanemu systemowi nawadniania, który – w zmienionej formie – działa do dziś.
Przez kolejne stulecia Tozeur było ważnym centrum regionu Dżerid, słynącego z uprawy palm daktylowych i handlu. W czasach arabskich i osmańskich miasto zachowało swoją autonomię kulturową, a jego charakter ukształtowały zarówno pustynne warunki, jak i dostęp do wody.
Nie byłoby Tozeur bez oazy. Gaj palmowy Tozeur to jeden z największych w Afryce Północnej – liczy ponad 400 tysięcy palm daktylowych. Tworzy on zielony pas, który dosłownie oddziela miasto od pustyni.
Stare miasto Ouled el Hadef zachwyca unikatową zabudową z jasnej, żółtawej cegły. Geometryczne wzory na fasadach domów układane są bez zaprawy i tworzą charakterystyczny styl, spotykany tylko w Tozeur. Polecam przespacerować się uliczkami Tozeur, które na pewno zachwycą Was swoim klimatem!

Gdzie i co zjeść w Tozeur?
- Cafe Berbere – chyba najpopularniejsza kawiarnia i palarnia shishy w Tozeur! Właściciel chwali się, że była u niego nawet Joanna Jabłczyńska, dzięki której miejsce stało się popularne wśród naszych rodaków. My biliśmy tu na herbatce i shishy. Następnego dnia wróciliśmy jeszcze na kawę, ale niestety właściciel zaspał, a my nie mogliśmy zaczekać!

- Restaurant Tisouros – jeśli macie ochotę na lokalną kuchnię, to koniecznie się tutaj wybierzcie i zamówcie steka z wielbłąda. Wielbłąd serwowany jest także w formie gulaszy, ale wersja ze stekiem jest naszym zdaniem lepsza.

- Le Minaret Ferkous – mam bardzo mieszane uczucia co do tego miejsca, bo z jednej strony piękne miejsce, ciekawa kuchnia – jedliśmy tutaj m.in. Molokhi! Podstawą tej potrawy są suszone i bardzo drobno mielone liście jutowca. Pierwszy raz coś takiego jedliśmy i ciężko nam porównać to do czegoś innego. Choć Darek stwierdził, że ten sos smakował mu trochę jak herbata. No więc co było nie tak? Cena! Mocno wygórowana w stosunku do wielkości porcji. Rozumiem, że Dania te przygotowuje się kilka godzin, ale wierzcie mi – to było bardzo drogie doświadczenie.

I to już wszystko z tej części podróży co dla Was przygotowałam. Tak, wiem pominęliśmy słynne Mos Espa i Saharę. Czemu tak? Bo niestety nie starczyło czasu. Jak już wspomniałam dzień w Tunezji był dość krótki, my też mieliśmy tylko 7 dni, a wyprawa na Saharę moim zdaniem ma sens jak się zostaje chociaż jedną noc na pustyni. Co do Mos Espa – to zwiedziliśmy już sporo miejsc w Tatawin i Matmacie związanych z Gwiezdnymi Wojnami. Poza tym byłam w Mos Espa w 2012 roku i już wtedy było to mocno zepsute miejsce.
Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! <3

Brak komentarzy