Główny powód mojego powrotu!
Nigdy nie sądziłam, że wrócę do Tunezji. Po pierwszym razie w 2012 roku wydawało mi się, że zobaczyłam wszystko co chciałam. Dość długo żyłam w tym przekonaniu aż zobaczyłam zdjęcia z Tatawin. Mam słabość do arabskich klimatów, a Tatawin miało w sobie tę nutkę orientalizmu. To ono stało się właśnie głównym motywatorem powrotu do Tunezji, choć tak naprawdę na moim koncie była jeszcze cała lista miejsc do zobaczenia. Jednak to właśnie do Tatawin chciałam najbardziej przyjechać i nie zawiodłam się! To moje ulubione miejsce w Tunezji, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Chodźcie! Pokażę Wam gdzie nakręcono Gwiezdne Wojny.
To właśnie tu nagrywano sceny do Gwiezdnych Wojen!
Już w latach 60-ych ubiegłego wieku Tunezja postanowiła otworzyć się na masową turystykę, co dziś stawia ją w szeregu pionierów z tego regionu. Nic więc dziwnego, że gdy George Luca szukał idealnego miejsca pod swój film zdecydował się właśnie na gościnną Tunezję!
Tunezja miała wszystko co mogła zaoferować obca planeta – pustynny krajobraz, podziemne domy Berberów i brak nowoczesnej zabudowy. Na cześć tego miejsca powstała właśnie Tatooine, planeta Luka Skylwakera, która tylko trochę zmieniła pisownię, by brzmiała bardziej „kosmicznie”.
Za mało się o tym mówi…
Podczas pisania tego tekstu mija już niemal 50 i 30 lat od kręcenia Gwiezdnych Wojen w tym rejonie, to jednak biorąc pod uwagę jak wielką sławę zdobyły te filmy, aż ciężko uwierzyć, że Tunezja tak mało wykorzystuje ten fakt! Zwłaszcza, że w obecnych czasach coraz więcej filmów powstaje w studiach, na green boxach, więc tutaj można naprawdę wiele zaoferować z turystycznego punktu widzenia. Dla nas, pojedynczych turystów był to jednak pozytywny aspekt, bo gdy przyjechaliśmy tutaj pod koniec grudnia mogliśmy w spokoju delektować się Tatawin bez zbędnego zgiełku!
Tatawin
Nocleg w spichlerzu
Do Tatawin przyjechaliśmy po niemal 4 godzinnej drodze z El Jem. Sporym zaskoczeniem jest fakt, że w tak pięknym miejscu, w którym na dodatek kręcono Gwiezdne Wojny, baza noclegowa jest dość uboga. My zdecydowaliśmy się na jeden z droższych noclegów tym regionie, gdyż zależało mi na noclegu w… spichlerzu! Dlatego wybraliśmy Ksar Ouled Debbab będący tradycyjnym, ufortyfikowanym ksarem. Ksar to berberyjska konstrukcja składająca się z wielu komór służących dawniej do przechowywania zbóż i zapasów. Berberowie zazwyczaj w nich nie spali, także dziś byłaby to dla nich niezła abstrakcja podczas gdy dla nas to atrakcja!
Jednak Ksar Ouled Debbab to miejsce, które zostawiło w nas trochę niesmaku. Już sam fakt, że musieliśmy tutaj zapłacić za nocleg gotówką budzi sporo zastrzeżeń, zwłaszcza że hotel też nie informuje o tym wcześniej. Nie jest to mała gotówka, bo nocleg w tym miejscu przeciętnie kosztuje 130€. To dość sporo jak na Tunezję, a warunki są bardzo przeciętne. Ksar chwali się, że działa tu restauracja, ale gdy chcieliśmy coś zjeść w restauracji to nie dało się od tak, bo trzeba zamówić wcześniej i to też jeszcze nie jest pewne czy zrobią ten posiłek. Wracając jednak jeszcze do tych warunków, to nie mam nic przeciwko niskiemu standardowi dopóki jest czysto i adekwatnie cenowo. Tutaj tej adekwatności właśnie zabrakło i to mnie bardzo drażniło, bo samo miejsce jest niezwykłe i tak naprawdę wystarczyłoby po prostu obniżyć cenę do standardu!
Widać też jaki ogrom pracy został włożony w ten Ksar, podczas gdy większość z nich stoi opuszczona i nawet nie wiadomo do końca co z nimi zrobić.

Ksar Ouled Soltane
Z naszego ksaru pojechaliśmy do kolejnego ksaru. Podobno w całej Tunezji jest ich ponad 100, a najwięcej można zobaczyć właśnie w południowej Tunezji. Już w drodze do Ksar Ouled minęliśmy sporo ksarów. Nie wiem czy jest sens wszystkie zwiedzać – zwłaszcza, że tutaj najczęściej rozchodzi się o stan zachowania i czy nagrywano w nim Gwiezdne Wojny.
W przypadku Ksaru Ouled Soltane mamy do czynienia z bardzo dobrze zachowanym spichlerzem, który powstał ok. XV wieku. Składa się z dwóch dziedzińców otoczonych wielopoziomowymi ghorfami – pomieszczeniami do przechowywania żywności i zbóż. Całość stoi na wzgórzu, co pomagało chronić zapasy przed rabusiami i pustynnymi warunkami. Struktura była gruntownie restaurowana w latach 90. XX w., więc dziś jest jednym z najlepiej zachowanych ksarów regionu.
Ksar Ouled Soltane został wykorzystany w Star Wars: Episode I – The Phantom Menace (1999) jako część kwartału niewolników w Mos Espa, gdzie dorastał młody Anakin Skywalker.
Co ciekawe, wejście na teren ksaru jest darmowe!

Pozostałe ksary w okolicy
Jak już wspomniałam w okolicy znajduje się mnóstwo ksarów! Więc gdybyście mieli niedosyt, to można jeszcze zobaczyć:
- Ksar Beni Barka
- Wiele innych mniejszych ksarów, które są oznaczone na Google Maps 🙃
Douiret
Na szczęście Tatawin to nie tylko Ksary! Można tu też zobaczyć dawne wioski berberyjskie, a jedną z nich jest właśnie Douiret! Wioska jest już dziś w głównej mierze opuszczona, choć podobno latem niektórzy mieszkańcy pobliskiej wioski wciąż szukają tu ochłody!
Douiret założono ok. XI wieku i oprócz ksarów można tu zobaczyć cały system osadniczy. Wioska jest naprawdę ogromna i gdyby ktoś chciał ją w całości poeksplorować, to zapewne trzeba byłoby poświęcić z pół dnia. Warto jednak trochę pobawić się w Indianę Jonesa i zaglądnąć tu i ówdzie – wciąż można tu znaleźć stare amfory czy maszyny gospodarcze!

Chenini
Kolejną wioską berberyjską, którą warto odwiedzić jest Chenini. Jest tu zdecydowanie bardziej turystycznie niż w Douiret. W przeciwieństwie do wspomnianej wioski, Chenini nie jest też kompletnie opuszczona.
Centralnym elementem Chenini jest ksar – dawny spichlerz z ghorfami, w których przechowywano zboże, oliwę i kosztowności całej wspólnoty. Z jego murów roztacza się szeroki widok na pustynne doliny.
Polecam wspiąć się do meczetu Siedmiu Śpiących, a następnie zejść na dół wioski kompletnie z drugiej strony – dzięki temu będzie mogli zobaczyć wioskę z różnych perspektyw!

Guermassa
Guermassa to jedno z najbardziej tajemniczych miejsc południowej Tunezji i bez wątpienia miejsce, które najbardziej przypadło mi do gustu. Dawna berberyjska wioska obronna, położona wysoko w górach Dahar, dziś jest niemal całkowicie opuszczona i sprawia wrażenie miejsca zatrzymanego w czasie!
Osada powstała prawdopodobnie w średniowieczu i pełniła funkcję naturalnej twierdzy. Domy, magazyny i spichlerze były wbudowane w skałę lub dosłownie z niej wykute, a wąskie przejścia i strome podejścia utrudniały dostęp nieproszonym gościom. Nad całością czuwał ksar, w którym przechowywano zboże i najcenniejsze dobra wspólnoty.
W przeciwieństwie do bardziej znanego Chenini, Guermassa jest surowa i cicha. Nie ma tu straganów, tłumów ani wyraźnie wytyczonych ścieżek. Są za to ruiny domów, zawalone stropy, skalne korytarze i rozległe widoki na pustynne doliny, które uświadamiają, jak strategiczne było to miejsce.
Mieszkańcy opuścili Guermassę głównie w XX wieku, przenosząc się do nowszych osad u podnóża gór. Pozostała po nich kamienna struktura, która powoli stapia się z krajobrazem – granica między architekturą a naturą praktycznie tu zanika.
Uwaga! Google Maps pokazuje błędną drogę do Guermassy. Tak naprawdę, to w ogóle jej nie widać na mapie, a tam gdzie Was doprowadzi Google to będzie to raptem ścieżka do wioski, którą trzeba zdobyć wtedy pieszo i na pewno chwilę czasu to zajmie. Nie każdy ten czas ma, nie każdy chce się wspinać w upale, więc jeśli chcecie podjechać tam autem, to musicie skręcić w tę drogę i jechać aż po lewej stronie będzie znak do Guermassy.


Gdzie zjeść w Tatawin
O tym, że Tatawin to wciąż niezbyt turystyczne miejsce świadczy także ilość restauracji… Pierwsze dwie, które wybraliśmy były zamknięte. Ostatecznie zjedliśmy w Resto Castello, która miała też jakieś opinie od turystów. Niestety menu było tylko po arabsku, a obsługa mówiła ewentualnie po francusku. Zamówienie składaliśmy przez pokazanie zdjęcia w opiniach Google… 😃 W ten sposób zjedliśmy całkiem smacznego kurczaka z rożna z sałatką i frytkami. Całkiem spoko jak na ograniczone możliwości Tatawin.
Ksar Haddada
Rzutem na taśmie, już w drodze do Matmaty zatrzymaliśmy się jeszcze w Ksarze Haddada. Tu także w 1997 roku nagrywano Gwiezdne Wojny. Dziś spora część ksaru została zaadaptowana na hotel, ale tak naprawdę znaczna część jest zachowana w oryginalnym stanie. To daje też fajny kontrast i moim zdaniem to dobrze, że część tych ksarów jest odnawiana, a niektóre zachowują swój oryginalny stan.
Nie będąc gośćmi hotelowymi musieliśmy zapłacić drobne 2 TND za wejście.

Matmata
Dwie i pół godziny jazdy samochodem na północ leży Matmata – niemniej słynne miejsce od Tatawin i wciąż nie aż tak turystyczne.
Matmata słynie z podziemnych domów troglodytów, które są jednym z najbardziej niezwykłych przykładów ludzkiej adaptacji do pustynnego klimatu. Zamiast budować w górę, mieszkańcy kopali w głąb ziemi, tworząc domy niemal niewidoczne z daleka.
Podstawą takiego domu jest okrągły dziedziniec wykopany w ziemi, często na głębokość kilku metrów. W jego ścianach drążono pomieszczenia mieszkalne: sypialnie, kuchnie, magazyny i zagrody dla zwierząt. Taki układ zapewniał naturalną izolację – latem panował przyjemny chłód, a zimą ciepło, nawet gdy na powierzchni warunki były skrajne.
Domy troglodytów pełniły także funkcję ochronną. Były niewidoczne dla obcych i odporne na silne wiatry oraz burze piaskowe. Ich konstrukcja nie wymagała drewna ani kamienia – wystarczała ziemia i wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Co ważne, Matmata nie jest skansenem. Część rodzin nadal mieszka w takich domach, łącząc tradycyjny styl życia z nowoczesnością. Inne zostały przekształcone w małe muzea, pensjonaty lub miejsca spotkań z turystami – jak Dar Khadija czy Ksour Troglodyte Museum.
Touring Club MARHALA MATMATA
Jeśli chcesz poczuć się jak Troglodyta, to koniecznie zatrzymaj się w Touring Club Marhala Matmata. To bardzo prosty i surowy hotel wykuty w skale/ziemi. W pokojach nie ma żadnych udogodnień – jest tylko łóżko, ewentualnie mały stolik i jeden kontakt. Łazienki są dzielone, a zimą na korytarzu jest po prostu zimno bo nie ma dachu. Nie każdemu na pewno spodoba się taki minimalizm. Nocleg kosztował tutaj 30€ za dwie osoby.

Ksour Troglodyte Museum
Zwiedzanie Matmaty rozpoczęliśmy od wizyty w domu Troglodytów. Wejście kosztowało nas 10 TND, ale w zamian otrzymaliśmy też mały poczęstunek – ciepły chlebek i herbatkę. Miejsce to jest tradycyjnym, owalnym domem wykutym w skale. Zobaczymy tu proste eksponaty z życia domowego i tradycyjne wnętrza.

Dar Khadija Museum
Takich domów w Matmacie jest kilka, ale my zgodnie stwierdziliśmy, że zobaczymy dwa dla porównania i tyle nam wystarczy. Dar Khadija Museum był urządzony bardzo podobnie, zawierał też w sobie elementy etnograficzne (można tu zobaczyć regionalne stroje), ale szczerze powiedziawszy to ten pierwszy podobał mi się dużo bardziej – miał więcej do zaoferowania i dostaliśmy w nim poczęstunek.

Hotel Sidi Idriss
Tuż obok znajduje się legendarne miejsce w Matmacie – Hotel Sidi Idriss! To tradycyjna berberyjska budowla troglodytowa — kompleks podziemnych domów drążonych w ziemi, z pięcioma wewnętrznymi „dziurami” (tzw. pit dwellings) połączonymi tunelami. Budynek pochodzi z lat 60. XX wieku, kiedy został zaadaptowany na hotel, ale sama konstrukcja bazuje na stuleciach lokalnej tradycji troglodytowej.
Hotel Sidi Idriss odegrał kluczową rolę w filmie Star Wars: Episode IV – A New Hope (1977), gdzie wnętrza jednego z podziemnych dziedzińców posłużyły za Lars Homestead — dom rodzeństwa Larsa (ciotki Beru i wuja Owena), w którym dorastał Luke Skywalker.
To kolejne miejsce dla wielbicieli słynnych filmów, bo tak naprawdę do zobaczenia są dwa miejsca, w których jest kilka malunków, zdjęć z planu i parę kosmicznych instalacji. Reszta została zaadaptowana na hotel. Nie radzę tu specjalnie przyjeżdżać, to takie miejsce przy okazji lub po drodze! Jeśli nie jesteście gośćmi hotelowymi, to należy zapłacić drobną sumę za wejście na teren obiektu.

Bye bye Matmata
Po Matmacie naszym kolejnym celem był przejazd przez drogę P16, czyli dokładnie przez środek słynnego solniska Chott el Jerid. Jeśli także skierujecie się w tamtą stronę, to będziecie przejeżdżać obok napisu Matmata. Warto się tam na chwilę zatrzymać gdyż roztaczają się stąd ciekawe widoki na okolice.

I to już wszystko!
I to już wszystko z tej części podróży co dla Was przygotowałam. Nie wiem jak Wy, ale mnie ten region Tunezji bardzo się podobał! Naszym następnym przystankiem było Tozeur.
Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! <3

Brak komentarzy