Azja Krabi Podróże Tajlandia

Co warto zobaczyć w Ao Nang/Krabi?

25 lutego 2025

Krabi vs Phuket

Odwieczny dylemat w południowej Tajlandii gdy czas jest ograniczony: Phuket czy Krabi? Zapewne każdy się nad tym zastanawiał planując wyjazd w te rejony. Jeszcze te kilkanaście lat temu zapewne wybrałabym Phuket, ale teraz nie potrafię się przekonać do tego regionu. Sami Tajowie są zrozpaczeni jak masowa turystyka zniszczyła ten piękny zakątek ich kraju, a gangi z kraju wschodnich oprawców sprawiają, że miejsce to staje coraz mniej bezpiecznie. Niestety, na Krabi/Ao Nang jest tylko odrobinę lepiej. Też jest tu mnóstwo kiczu, niezbyt czysto, ale na szczęście – wciąż trochę mniej ludzi i jeszcze nie aż tak imprezowo. Dlatego podczas obydwu pobytów w Tajlandii wybierałam właśnie tę stronę zatoki, choć bardzo kusiły mnie Symilany, na które wypływa się właśnie z Phuket. Może kiedyś się zdecyduje, ale na razie zapraszam Was po garść inspiracji co warto zobaczyć w Ao Nang/Krabi!

Jak dostać się do Krabi?

W Krabi znajduje się międzynarodowy port lotniczy, ale nie wiem czy są tutaj jakieś bezpośrednie loty z Europy. Na pewno są z okolicznych państw, bo jest to lotnisko międzynarodowe, jednak nas będzie czekała przesiadka, najprawdopodobniej w Bangkoku. My także lecieliśmy tutaj z Bangkoku – co ciekawe Viet Jetem. Zazwyczaj loty z bagażem rejestrowanym kosztują ok 80-100€ w jedną stronę, a przelot trwa godzinę. Wybór linii lotniczych z Bangkoku jest spory. Ja omijam Lion Air, który choć obecnie jest największym przewoźnikiem w tej części Azji, to niestety ma też sporą liczbę wypadków lotniczych. 

Phuket ma pod tym względem przewagę, bo sporo lotów z Europy ma bezpośrednie połączenie z największą, tajską wyspą. 

Krabi – Ao Nang

Przylatując do Krabi, należy pamiętać że miasto jest nieco oddalone od wybrzeża i plaży. Oczywiście niektórzy zatrzymują się w Krabi i mają tutaj bazę wypadową, ale zdecydowanie lepiej jest w sąsiednim Ao Nang. Jest to miejscowość z plażą, organizowane są stąd także wycieczki, jest sporo sklepów i restauracji – zdecydowanie lepiej się tutaj ulokować. My także tutaj stacjonowaliśmy. Z lotniska dojedziecie tutaj Uberem/Boltem (polecam pobrać aplikację przed wyjazdem). Jedzie się ok 40 min, a koszt jest stosunkowo niewielki.

Gdzie Nocować?

Wyjazd najlepiej podzielić na noclegi w Ao Nang i Railay Beach. Dlaczego tak? Bo z Ao Nang kursują wszystkie wycieczki i zawsze wyjdzie to trochę taniej. Na Railay Beach można się dostać tylko drogą wodną, choć jest część lądu, ale skutecznie oddzielona dżunglą. W Ao Nang nocowaliśmy w dwóch hotelach:

  • Monotel Aonang – klasyczny hotel, ale niestety przy ruchliwej ulicy i dość głośny. Stosunek ceny do jakości też mocno zawyżony jak na Tajlandię. Smaczna kawiarenka śniadaniowa.
  • Sea Seeker Krabi Resort – SHA Extra Plus – hotel o dużo wyższym standardzie, z dobrym bufetem śniadaniowym w cenie. Cicho i przyjemnie. 

Jak już wspomniałam, polecam też zatrzymać się na Railay Beach, gdzie można poczuć prawdziwie wyspiarski klimat! Nam się tam tak podobało, że spontanicznie zostaliśmy na dwie noce. Musieliśmy jednak zmienić hotel, bo obłożenie było tak duże, że w pewnym momencie myśleliśmy, iż wrócimy do Ao Nang. Większość hoteli była wyprzedana, dlatego polecam rezerwować z wyprzedzeniem. Warto też dogadać się w hotelu Ao Nang i zostawić część bagaży, a na Railay tylko z małym plecakiem płynąć.

  • Avatar Railay Resort – bardzo fajny i przyjemny hotel. Pokoje premium z basenem, ale nie polecam ich brać – po resorcie gania bardzo dużo małp, potrafią siedzieć na balkonie, a chyba nie muszę mówić jak niebezpieczne są małpy? W dodatku na balkonie nie można zostawić nawet ubrań, bo potrafią je wyrzucić do basenu! Mimo wszystko polecam ten obiekt!
  • Railay Princess Resort and Spa – ogromny hotel, wręcz aż za duży, ale musieliśmy się tu przenieść bo w naszym nie było miejsc. Niestety tutaj za nocleg grubo przepłaciliśmy, a jakby tego było mało – kawa w bufetowym śniadaniu to jakieś siki. Za kawę z ekspresu trzeba było dodatkowo zapłacić… niby nic, ale jednak wkurzył mnie ten szczegół.

Internet

Na wyjazdach poza UE korzystam z e-Sima Roamless. Z tego co wiem jest nieco droższy niż Airalo, ale ma lepszy zasięg. Używałam go już w wielu miejscach na świecie, m.in. w Chinach (nie ma żadnych blokad i wszystko normalnie śmiga) czy w Pakistanie!

Jeśli użyjesz tego kodu T7HQN, to dostaniesz 5$ na start i ja też otrzymam 5$ za polecenie.

Co warto zobaczyć w Ao Nang/Krabi? Khao Phing Kan (James Bond Island)

Po przyjeździe do Ao Nang jedną z pierwszych rzeczy jakie chciałam zrobić była wycieczka na wyspę James Bonda! Na tle słynnej skały przypominającej naszą Maczugę Herkulesa nagrywano Człowieka ze złotym pistoletem. Już podczas pierwszej wycieczki do Tajlandii chciałam zobaczyć to miejsce, ale logistycznie nie udało się tego ogarnąć.

Na Khao Phing Kan najlepiej jechać z Phuket (jest trochę bliżej), ale z Ao Nang także organizowane są niemal całodniowe wycieczki. My taką właśnie kupujemy przez Internet. Niestety, nie jest to coś co mogę Wam polecić…

Kajaki

Po odebraniu nas z hotelu pojechaliśmy do portu oddalonego jakieś 1,5h drogi. Następnie wsiedliśmy na niewielką łódź i po kilkunastu minutach zatrzymaliśmy się pomiędzy skałami gdzie przycumowany był duży statek. Tutaj dla chętnych, za dodatkową opłatą były kajaki. Szczęśliwie się na nie nie zdecydowaliśmy więc, musieliśmy w spokoju poczekać aż inni skończą. Nie mam nic do kajaków, ale tutaj naprawdę nie było nic nadzwyczajnego – szczerze powiedziawszy wolałabym ten czas przeznaczyć na wyspie Jamesa Bonda…

James Bond

Następnym przystankiem była wyspa Jamesa Bonda. Po dobiciu do brzegu usłyszeliśmy, że mamy nieco ponad godzinę. Fakt, wyspa jest malutka, ale jak się domyślacie – mega zatłoczona. Godzina czasu na zrobienie zdjęć i nacieszenie się tym miejscem, to strasznie mało. Możecie się śmiać ze mnie, ale wiecie zanim zrobisz zdjęcie, zanim odczekasz aż inni je zrobią, potem jeszcze trzeba było kawałek przejść do łódki… Byłam ogromnie rozczarowana tym faktem, bo szczerze powiedziawszy te pozostałe przystanki z tej wycieczki były naprawdę bez sensu i naciągnę – nikt by się nie obraził jakby nam dali tutaj dwie godziny! Jak dotarliśmy do łódki, to też jeszcze nikt tego organizacyjnie nie przypilnował, bo wszystkie siedzenia z przodu były zajęte i musieliśmy po burcie przechodzić żeby dostać się na koniec łódki. Wiedziałam wtedy, że to był mój pierwszy i ostatni raz na takiej zorganizowanej wycieczce w Tajlandii…

Wioska rybacka na wodzie

Do tego punktu wycieczki nie mam zarzutów, bo jeszcze uczciwie muszę przyznać, że miało to jakiś sens, choć było to bardzo smutne doświadczenie. W wiosce na wodzie nieopodal wyspy Jamesa Bonda zatrzymaliśmy się na obiad, a potem mieliśmy chwilę czasu wolnego, by pokręcić się po tej ciekawej strukturze. Widać tu niestety doskonale tzw. ukryte bezrobocie. Chyba każdy mieszkaniec ma tutaj sklepik, w którym sprzedaje pamiątki, bądź inne towary niekoniecznie dla turystów. Niestety biznes aż tak dobrze się nie kręci przecież, kilka sklepików by przecież wystarczyło, ale no cóż… przynajmniej każdy może powiedzieć, że ma pracę… Mimo to bieda jest bardzo widoczna, a jedynie szkoła reprezentuję jako taki poziom. Pytanie tylko czy po niej dzieciaki mają jakiekolwiek szanse na lepsze życie, czy zostają w tej wiosce by prowadzić ten marny sklepikowi handel. Wielu zapewne daje też nadzieję tutejsze boisko do piłki nożnej, które jest także dumą mieszkańców…

Monkey Cave Temple

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w jaskini, w której znajdują się posągi buddy. W sumie nic specjalnego, jakbyśmy pominęli, to nie miałabym nic przeciwko…

Wodospad, który chyba nie był wodospadem?

Ostatnim punktem programu był postój na wodospadzie. Dość śmieszna sytuacja, bo już chyba każdy miał dość tej wycieczki, bo gdy dojechaliśmy na miejsce, to nawet nikt nie chciał wysiąść z auta… zwłaszcza, że wodospadem była jakaś niewielka rzeczka płynąca przez jungle? No śmiech na sali, że w ogóle zatrzymaliśmy się w takim miejscu… nawet szkoda mi pojemności serwera na zdjęcie!

Podsumowując:

Cieszę się, że zobaczyłam słynną skałę Jamesa Bonda, ale na drugi raz zorganizowałabym sobie prywatną wycieczkę, tak żebym mogła posiedzieć na wyspie tyle ile ja chce. Na pewno pominęłabym to całe kajakowanie, niedoszłe wodospady i jaskinie. Po tym doświadczeniu, nasze następne wycieczki wyglądały już inaczej…

Co warto zobaczyć w Ao Nang/Krabi? Wycieczka 4 wyspy (4 Islands Tour)

Nie mam pojęcia ile dokładnie znajduje się wokół Krabi niezamieszkanych wysepek, ale większość z nich można zwiedzić w ramach wycieczki 4 wyspy łodzią! Co więcej, są różne kombinacje tej wycieczki, dlatego w tym celu polecam po prostu zobaczyć w lokalnym biurze podróży jakie są w ofercie, a potem w Internecie sprawdzić, które z nich Wam najbardziej odpowiadają. Do dyspozycji będziecie mieć wycieczki w dużych lub małych grupach, albo wynajmiecie sobie prywatną łódź. W tym celu polecam udać się do prostu i spróbować się z kimś potargować, lub znaleźć na jakiejś grupie na Fb kontakt do takiej osoby. 

Prywatna łódź

My znaleźliśmy namiar na grupie FB Tajlandia Faq. Był tam namiar na „Dziadka” – +66 63 803 7184. Zdecydowaliśmy się skorzystać z jego usług. Za wycieczkę Hong Island i Lagoon, Koh Lao Lading, i Pakbia Island, która trwała mniej więcej od 9 do 16 zapłaciliśmy 4000 THB (ok 113€) za naszą dwójkę. Podobno jakiś czas temu Dziadek liczył sobie za wycieczkę 3,5K, ale u nas w ogóle nie chciał się targować i 4K było ostateczną ceną. Warto też dodać, że te wysepki są nieco bardziej oddalone dlatego są 3, choć Tajowie liczą je jako 4 bo tyle jest postoi (2 postoje są na wyspie Hong – jeden na wyspie, drugi w zatoczce i po jednym na pozostałych).

Wyspa Hong

Bez dwóch zdań “highlight” wycieczki! Dla mnie reszta mogłaby nie istnieć, ale dobrze że była, choć dla mnie była tylko dodatkiem do wyspy Hong. 🙂

Hong to przepięknie uformowana wysepka z imponującymi skałami. Na ich szczycie znajduje się platforma widokowa, na którą prowadzi z kilkaset schodów. Warto się pofatygować – widoki przypominały nam te z Wietnamu, z wyspy Cat Ba

Następnie zalecam chwilę relaksu w tamtejszej zatoczce. Niestety pod wodą nie dzieje się za wiele, ale po walce ze schodami relacja na plaży będzie przyjemnym ukojeniem.

Na wyspie znajduje się bar, w którym można zjeść jakieś proste dania, kupić coś do picia itp. Jest także dostępna toaleta.

Po pobycie w tej części wyspy, kolejnym przystankiem jest laguna znajdująca się w środku wyspy. Miejsce to prezentuje się oszałamiająco z perspektywy drona. Niestety nie mam dla Was zdjęć, bo wszędzie były zakazy, a nawet nasz Dziadek ciągle powtarzał „no drone, no drone”. Jednak na Insta znajdziecie parę ujęć z góry. Z dołu też wygląda to fajnie, można tu popływać, a kto nie chce, to po prostu łódką opływa się lagunę, a potem kolejna wyspa!

Wyspa Pakbia

Drugim/trzecim przystankiem jest wyspa Pakbia. Na Google Maps to taki kształt przypominający placek, obok którego jest jeszcze mniejszy kawałek. W rzeczywistości te dwie wysepki połączone są laguną w trakcie odpływu, co sprawia, że są tak uwielbiane przez turystów. Jest tu także zaciszna zatoczka otoczona skałami, ale pod wodą niestety znów niewiele się dzieje.

Koh Lao Lading

Na samym końcu wylądowaliśmy na Koh Lao Lading! Znów przywitało nas dramatyczne wybrzeże – wysokie skały, ale niestety tym razem bez możliwości wejścia na ich szczyt. Na Koh Lao Lading jest całkiem fotogeniczna plaża z dużą ilością cienia dzięki licznym palmom. Tutaj też było najciekawsze jak do tej pory dno, choć też przygnębiające – resztki obumarłej rafy, trochę rybek i sporo jeżowców.

Co warto zobaczyć w Ao Nang/Krabi? Railay Beach!

Na Railay tak nam się spodobało, że spontanicznie zostaliśmy tutaj dwie noce, a nie jedną jak planowaliśmy! To bez wątpienia jedno z takich fajniejszych miejsc na wypoczynek. Żeby się tutaj dostać, musicie wsiąść do łodzi – choć Railay jest częścią lądu, to gęsta dżungla skutecznie go od niego odcięła.

Przyjeżdżając na Railay musicie wiedzieć, że są tutaj różne plaże. Ta, na którą najprawdopodobniej dotrzecie jeśli weźmiecie tu po prostu taxę wodną z Ao Nang, też nazywa się właśnie Railay Beach. Plaża ta jest ładnie położona między klifami, dość duża i szeroka, ale mimo to – nie urzekła mnie ona specjalnie. Dość szybko się zapełnia, a przez liczne łodzie woda nie należy tu do najczystszych! Polecam zobaczyć, porobić foty, ale na plażing radzę się wybrać gdzie indziej! 

Phra Nang Beach

Jeśli chcecie zrozumieć co nas urzekło w tym miejscu, to kierujcie się na Phra Nang Beach! Przepiękna i chyba jeszcze większa plaża, z dużo czystszą wodą i ciekawymi formacjami skalnymi! Naprawdę skały tutaj wyglądają obłędnie. Już sama droga na plażę, częściowo tak jakby przez jaskinie daje temu miejscu niepowtarzalny klimat. Zejście do wody jest bardzo łagodne, a podczas odpływu można nawet przejść do znajdującej się w morzu wielkiej skały. Moim skromnym zdaniem to jedna z najpiękniejszych plaż w Tajlandii.

Nieopodal Princess Cave grasuje sporo małp, więc miejcie to na uwadze. Jeśli odejdziecie od Princess Cave to tam dalej małp już nie powinniście spotkać. Za to po dwóch stronach plaży spotkaliśmy ogromnego warana, który (albo które, bo nie wiem czy to ten sam) tutaj mieszka. Raczej nie są to agresywne stworzenia, ale widać też, że ten osobnik nie boi się ludzi i często chodzi sobie po plaży, bądź pływa! Będąc raz w wodzie pewna para na kajaku zaczęła do mnie krzyczeć żebym uważała, bo tuż obok mnie przepłynął właśnie waran!

Co warto zobaczyć w Ao Nang/Krabi? Lokalny targ

Jako wielka fanka lokalnych targów i znajdującego się na nim pysznego i różnorodnego jedzonka, polecam Wam także odwiedzić ten w Ao Nang. W Ao Nang są aż dwa takie nocne markety, a my odwiedziliśmy ten. Spory wybór Street Food w przystępnych cenach. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jest też kilka miejsc z pamiątkami, więc można tu załatwić 2 w 1!

Co jeszcze warto zobaczyć w Ao Nang/Krabi? Ja już tu nie dotarłam, ale warto wspomnieć…

Wat Tham Suea

Jedna z najsłynniejszych świątyń w Tajlandii, na którą prowadzi prawie 1300 schodów! Została wybudowana w 1975 roku, gdzie według legendy miał mieszkać tygrys. Stąd też jest znana jako Tiger Cave Temple. Przyznaję, że po raz pierwszy kompletnie nie miałam motywacji żeby wspinać się po tych schodach, dlatego odpuściliśmy to miejsce. Trochę mnie boli ten fakt, ale no cóż… 

Szlak na szczyt Dragon Crest Mountain

 Z tego samego powodu (lenistwo, ale też brak odpowiedniego obuwia), nie zdecydowaliśmy się na trekking na Dragon Crest Mountain. Trasa to ok. 2-3 godzinny w jedną stronę (ok. 3.7 km) po dobrze oznaczonym szlaku. Nagrodą są piękne widoki.

Emerald Pool

Miejsce, które kompletnie do mnie nie przemówiło, choć nie odmawiam mu piękna! Każda woda o turkusowym kolorze jest cudowna, ale jakoś po prostu w tym miejscu, otoczona morzem, nie miałam potrzeby odwiedzania tego miejsca. Zostawiam informacyjnie, może ktoś z Was uwielbia takie miejsca, dlatego warto chociaż wspomnieć o jego istnieniu.

Pobliskie wyspy

Z Krabi można też popłynąć na jednodniowe wycieczki – np. wokół Koh Phi Phi. Moim zdaniem Koh Phi Phi jest na tyle akurat fajna, że można tam zatrzymać się na te 2-3 dni. Jeśli zależy Wam na ciszy i spokoju, to wybierzcie spokojne Koh Yao Yai lub Ko Yao Noi!

W Tajlandii omijam też wszystkie atrakcje ze zwierzętami, gdyż są one eksploatowane pod turystykę, a nie kreowane dla dobra zwierząt.

I to już wszystko co dla Was przygotowałam!

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje!  <3

Dziękuję, że jesteś! Twoja kawa pobudza mnie do działania i pomaga w prowadzeniu bloga! Moje teksty o podróżach po Niemczech to nierzadko jedyne wpisy po Polsku w Internecie. Jeśli chcesz poznać prawdziwe perełki i wspierać język polski w niemieckiej turystyce, to dobrze trafiłeś! Pomóż mi opisać Niemcy i świat po Polsku!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

2 komentarze

  • Odpowiedz Seweryn 16 września 2025 at 15:51

    Siema. Można wiedzieć czym robicie zdjęcia? Bardzo ładne. Pozdrawiam!

  • Zostaw komentarz