Azja Sapa Wietnam

Sapa – trekking wśród pól ryżowych

13 marca 2020
Sapa czy Ha Giang?

Wybierając się do Wietnamu, pierwsze co usłyszałam od znajomych to: Jedź na Północ! Tam są najpiękniejsze pola ryżowe jakie widziałam! Taki był też plan, zwłaszcza że nigdy takich pól nie widzieliśmy. W Północnym Wietnamie największą popularnością cieszą się dwie miejscówki: Pętla Ha Giang i Sapa. Ta pierwsza polecana jest szczególnie ze względu na mniejszą liczbę turystów, bardziej spektakularną i wymagającą. Wspomniana pętla to trasa, którą zazwyczaj pokonuje się motorze/skuterze w 3-4 dni. Sapa natomiast to bardziej turystyczna miejscówka z trasami trekkingowymi, a nawet kolejkami linowymi, przez co nie wszystkim się podoba i nierzadko nazywana jest “komerchą” (w szczególności miejscowość Cat Cat). 

Najlepsza pora na podziwianie tarasów to późne kalendarzowe lato (początek września). Jest to okres tuż przed zbiorem i wówczas tarasy prezentują się najokazalej. Nasz termin wycieczki przypadał na środek lutego, a w tym okresie w tej części Wietnamu temperatura oscyluje w granicach 20 stopni. W miejscowościach takich jak Sapa czy Ha Giang, jeśli nie ma słońca to termometry wskazują zaledwie 10 stopni. W obawie przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi i zerowym doświadczeniu w jeździe na skuterze, wybraliśmy Sapę.

Przejazd do Sapa

Do Sapa przyjechaliśmy prosto z lotniska w Hanoi. W Internecie wyczytaliśmy, że są bezpośrednie autobusy z lotniska, ale nie przywiązywaliśmy zbytniej uwagi do rozkładu jazdy. Z doświadczenia wiemy już, że godziny podane w Internecie nie zawsze mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Na szczęście okazało się, że autobus będzie za godzinę, więc udało nam się jeszcze złapać coś do jedzenia. Za 5 godzinną podróż w sypialnym autobusie zapłaciliśmy 415 000 VND od osoby. Ku naszemu zaskoczeniu na lotnisko podjechał najpierw Van (w którym okropnie cuchnęło durianem), ale na szczęście podrzucił nas tylko na przystanek z którego odjeżdżał autobus.

Koronawirus atakuje!

Sapa Vista Hotel

Po przyjeździe do Sapa zamówiliśmy Graba (40 000 VND), który dowiózł nas do hotelu. Mieszkaliśmy na obrzeżach, co miało swoje plusy, bo byliśmy tuż przy wyjściu na szlak. Zależało mi na hotelu z widokiem na pola ryżowe i rzeczywiście, wszystko byłoby super gdyby nie fatalna pogoda! Niestety, ale w zimie jeśli nie ma słońca to w Sapa termometry pokazują 10 stopni. Do tego deszcz i potworna mgła, która skutecznie zniechęciła nas do pozostania w Sapa, ale o tym za chwilę. Mimo to, Sapa Vista Hotel to godny polecenia obiekt – za dwie noce ze śniadaniem zapłaciliśmy 1 530 000 VND

Pogoda w lutym

Niestety nie poszczęściło nam się w kwestiach pogodowych. Pomijam już niską temperaturę, bo na nią byliśmy przygotowani, ale mgła była już nie do przejścia! Momentami było tak gęsto, że ciężko było cokolwiek zobaczyć. Mimo to, udało nam się uchwycić kilka pięknych kadrów, ale to nie było to czego oczekiwaliśmy. Szkoda, bo jeśli w tym okresie na niebie dominuje słońce, to jest wówczas bardzo przyjemnie. Nam nie było dane tego doświadczyć.

Jak ubrać się na zimowe zwiedzanie Sapa?

Wybierając się o tej porze w te rejony, koniecznie zabierzcie ze sobą ciepłe ciuchy. Podczas naszego spaceru mieliśmy na sobie t-shirty, bluzy, ciepłe kurtki i peleryny przeciwdeszczowe. Na nogach miałam legginsy i na nich spodnie ortalionowe – dzięki temu nie zmarzłam i nie przemokłam. Na stopy polecamy gumiaki, albo buty trekkingowe z membraną. Spodziewajcie się kałuż i dużej ilości błota!

Wybór trasy

W hotelu podjęliśmy ostateczną decyzje dotyczącą wyboru trasy. Na początku sprawdziliśmy co oferuje hotel, a potem przeszukaliśmy Internet. Zgodnie stwierdziliśmy, że przejdziemy 10 km trasę z naszego hotelu przez Lao Chai do Ta Van. To chyba najpopularniejsza i jedna z najbardziej widowiskowych tras w Sapa. Od początku też wiedzieliśmy, że zrezygnujemy z przewodnika i będziemy posiłkować się wyłącznie Maps Me i Google Maps. Gdybyście jednak chcieli mieć asystę, to nie martwcie się – na pewno znajdziecie kogoś “po drodze”. Zawsze też możecie sprawdzić na grupach na Facebooku, czy nie ma jakiejś polecanej osoby. Przewodnikami są zazwyczaj kobiety z lokalnych plemion.

Wejście na teren pól ryżowych kosztuje 75 000 VND.

Z Sapa przez Lao Chai do Ta Van

Po przejściu miejsca, w którym pobierane są opłaty, pierwszy odcinek drogi jest po asfalcie. Dopiero po kilkunastu minutach jest odbicie na wąską, polną ścieżkę. Podczas naszej wędrówki pokrywało ją błoto, a każdy nieostrożny ruch groził upadkiem. Mijające nas grupy nierzadko miały na sobie ślady licznych gleb! 😉

Już od samego początku droga rozpieszcza nas pięknymi widokami. Nie zawsze były one w pełni odsłonięte. Wyglądały tak, jakby wstydziły nam się wszystko pokazać. Mgła otulała wyższe partie tarasów, nadając miejscu nieco tajemniczości. Sporadycznie skrapiał nas też deszcz, ale my byliśmy na to gotowi. 

W Lao Chai dla spragnionych odpoczynku, kilka chatek było otwartych. Zatrzymaliśmy się w jednej na herbatę z imbirem. Będąc w ciągłym ruchu nie czuliśmy zimna, ale teraz po krótkim spoczynku ciężko było nam się znowu rozgrzać. Po opuszczeniu lokalu musieliśmy przyspieszyć kroku, żeby bardziej rozgrzać nasze zmarznięte organizmy.

Oryginalny wystrój naszego baru

Podczas trekkingu nie zawsze mieliśmy możliwość podziwiania tarasów. Czasami mgła zakrywała wszystko, innym razem gęsta roślinność. Kiedy jednak byliśmy na “przedmieściach” Ta Van, naszym oczom ukazały się najpiękniejsze widoki podczas marszu. Nawet mgła się nieco podniosła, odsłaniając skarby Sapa! To był idealny moment na wskoczenie do sukienki i zrobieniu chociaż kilku ładnych zdjęć. 🙂

Ku naszemu zaskoczeniu, Ta Van okazała się całkiem sporą wioską. Było tu mnóstwo domów, restauracji, barów, homestayów, a nawet sporych rozmiarów szkoła. Na pobliskich polach pasło się bydło, a mieszkańcy zachęcali nas do kupna swoich ręcznie robionych pamiątek. Ceny jednak nie zawsze zachęcały, a lokale świeciły pustką. W końcu dotarliśmy do miejsca, w którym trasa się kończyła. To tu przewodniczki przyprowadzały swoje grupy. Dla jednych zamawiały busa, który odwoził ich z powrotem do Sapa, a inni szli spędzić czas z wybraną przez siebie rodziną w Homestayu. My natomiast przez 20 minut próbowaliśmy zamówić Graba. Kiedy wydawało nam się, że już na zawsze utkniemy w Ta Van, udało nam się zamówić kierowcę. 200 000 VND później byliśmy w centrum Sapa.

Hello Vietnam

Nie zdecydowaliśmy się na obiad w Ta Van. Ceny wydawały nam się nieco wygórowane, a lokale także nie wyglądały zachęcająco. Dlatego po przyjeździe do Sapa, od razu poszliśmy do restauracji – Hello Vietnam. Wybraliśmy ten lokal ze względu na dobre opinie, ale ceny także były mocno wygórowane. Pomimo małej nadzwyczajności posiłku zapłaciliśmy za naszą dwójkę 440 000 VND. Był to nasz najdroższy obiad w Wietnamie, ale co by nie powiedzieć – bardzo smaczny!

Good Morning Vietnam

Wieczorem przed kilkunastogodzinną podróżą autobusem, poszliśmy jeszcze do restauracji tuż obok naszego hotelu – Good Morning Vietnam. Właściciel restauracji pomimo niemałego ruchu każdych gości witał z nieprzesadnym ceremoniałem. Kilkanaście minut później mieliśmy już dania na stole. Choć nie tak wystawne jak z Hello Vietnam, ale także smaczne. Za naszą dwójkę zapłaciliśmy 250 000 VND. Polecamy! 🙂

Przejazd na Cat Ba

Zimny i deszczowy dzień dał nam tak porządnie w kość, że mieliśmy już dość Sapa. Obawialiśmy się o swoje zdrowie, a w dobie koronawirusa żadne objawy nie były pożądane! Kolejny dzień także nie zapowiadał się ciekawie, więc postanowiliśmy uciec z Sapa. Zeszliśmy na recepcję naszego hotelu zapytać się czy jest jeszcze dzisiaj jakiś autobus na Cat Ba. Ku naszemu zaskoczeniu był i to za 3 godziny. Niewiele myśląc spakowaliśmy się, wzięliśmy prysznic i zamiast w wygodnym łóżku, kolejną noc spędziliśmy w autobusie sypialnym. Przejazd kosztował nas 575 000 VND. Z Sapa wyjechaliśmy po 21 i na Cat Ba byliśmy ok. 8 rano. Niestety mieliśmy też przesiadkę (nie pamiętam czy w Ha Long czy Haipong) podczas której trzeba było odczekać ok. 40 minut na kolejny autobus. W trakcie podróży był tylko jeden postój na toaletę.

Podsumowując:

Sapa okazało się nieco pechowe dla nas. Pogoda nam zupełnie nie dopisała, dlatego też musieliśmy się ewakuować i skróciliśmy nasz pobyt. Nie do końca natomiast rozumiem, dlaczego niektórzy odradzają Sapa. Naszym zdaniem tutejsze tarasy są naprawdę piękne i warto dla nich przyjechać. Zwłaszcza jeśli ktoś nie czuje się na siłach by pokonywać na skuterze pętle Ha Giang. 

Zobaczcie też pozostałe wpisy z naszej podróży po Azji:

Informacje praktyczne o podróży

Doha

Cat Ba

Bangkok

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! 🙂 <3

No Comments

Leave a Reply