Azja Cat Ba Wietnam

Cat Ba – co warto zobaczyć? Jak spędzić dwa dni?

16 marca 2020
Wbrew pozorom nie jest to wyspa kotów!

Cat Ba to największa z pośród kilkuset wysp archipelagu Cát Bà, położona w południowo-wschodniej części zatoki Hạ Long w północnym Wietnamie.  Jej powierzchnia to 285 km² i choć administracyjnie należy do Hajfongu,  to w głównej mierze rywalizuje z miastem Ha Long. To dwa najpopularniejsze kierunki na zwiedzanie słynnej zatoki. Miasto Ha Long zdaje się być popularniejsze, ale nie da się ukryć, że Cat Ba wdziera się przebojem na listy podróżnicze! Nas także przekonała do odwiedzin, choć pozostawiła lekki niedosyt. Przede wszystkim okazało się, że nie jest to wyspa kotów jak na początku myślałam. Prawda jest zupełnie inna, ale myślę, że zarówno kobiety jak i mężczyźni będą zadowoleni. Kobiety docenią ze względu na fakt, że to naszej płci poświęcono ten niewielki skrawek lądu. Legenda głosi, że wiele wieków temu trzy kobiety z dynastii Tran zostały zabite, a ich ciała płynęły aż na wyspę Cat Ba. Każde ciało zostało wyrzucone na inną plażę, a wszystkie trzy zostały znalezione przez lokalnych rybaków. Mieszkańcy Cat Ba zbudowali świątynię dla każdej kobiety, a wyspa wkrótce stała się znana jako Cat Ba.

Przejazd na Cat Ba

Do Cat Ba przyjechaliśmy dzień wcześniej niż to początkowo planowaliśmy. Wygoniła nas fatalna pogoda z Sapa i pomimo panującej zimy w Północnym Wietnamie, nad morzem znaleźliśmy słońce i 20 kresek na termometrze. To o niebo lepiej niż w zamglonym i wilgotnym Sapa, gdzie było zaledwie 9 stopni. Przejazd kosztował nas 575 000 VND. Z Sapa wyjechaliśmy po 21 i na Cat Ba byliśmy ok. 8 rano. Niestety mieliśmy też przesiadkę (nie pamiętam czy w Ha Long czy Hajfong) podczas której trzeba było odczekać ok. 40 minut na kolejny autobus. W trakcie podróży był tylko jeden postój na toaletę.

Hotel CatBa Sunrise

Początkowo na Cat Ba planowaliśmy zostać tylko jedną noc: pierwszego dnia zwiedzanie wyspy na rowerze, a drugiego rejs po zatoce i przejazd popołudniowym autobusem do Ninh Binh. Prawie się udało, bo okazało się, że autobus następnego dnia był już wypełniony po brzegi i mogliśmy pojechać dopiero nazajutrz. Pomimo, że przez Booking zarezerwowaliśmy tylko jeden nocleg w CatBa Sunrise, to na miejscu bez problemu udało przedłużyć się pobyt o jeszcze jedną noc. Całość wraz ze śniadaniem wyniosła nas zaledwie 24$ za dwa noclegi!! W hotelu wynajęliśmy też rowery na cały dzień za 100 000 VND od osoby. Co ciekawe, rowery były droższe od skuterów, które kosztują 80 000 VND za dzień. Ta różnica spowodowana jest małą dostępnością rowerów na Cat Ba, co było widać – nie spotkaliśmy żadnych cyklistów po drodze! 😀 

W hotelu mieliśmy też okazję po raz pierwszy spróbować prawdziwej wietnamskiej kawy. Zamówiliśmy kawę z mlekiem, a kiedy Pani przyniosła nam czarną kawę bez mleka, stwierdziliśmy, że to nieporozumienie. Poprosiliśmy o mleko jeszcze raz i dopiero wtedy Pani pokazała nam, że jest na spodzie filiżanki, tylko trzeba dobrze zamieszać! Rzeczywiście, dostrzegliśmy różnicę w warstwach, a Panią za swoją gafę obdarowaliśmy uśmiechem. Wietnamska kawa z mlekiem jest bardzo słodka, ale mimo to bardzo przypadła nam do gustu! 🙂

Cat Ba – co warto zobaczyć? Fort Cannon!

Zwiedzanie wyspy rozpoczynamy od podróży do Fortu Cannon. Ustawiamy cel w Google Maps i ruszamy przed siebie. Niespodziewanie dojechaliśmy do portu, z którego startuje większość wycieczek na Ha Long Bay. Okazało się, że w Google Maps Fort Cannon był wgrany w złym miejscu. Na szczęście podeszła do nas jakaś kobieta, która wskazała nam właściwą drogę. Udało się, choć łatwo nie było! Musieliśmy się wspiąć pod stromą górkę, która nie pozostawiła na nas suchej nitki. 

Przed naszym przyjazdem na Cat Ba w Internecie krążyły plotki o zamknięciu Fortu Cannon. Rzeczywiście, od jakiegoś czasu nie funkcjonuje już bar, ale nadal można wejść na teren fortu za 40 000 VND.

Fort został wybudowany w 1942 roku przez Japończyków, ale wykorzystywano go też w trakcie wojny wietnamskiej. Dziś można zobaczyć na jego terenie pozostałe pomieszczenia z małowartościowym wyposażeniem (stare mapy, telefony, zdjęcia, makiety itp.) oraz makiety używanych tu broni. To co jednak najbardziej przyciąga do Fortu, to wspaniałe widoki na zatokę! Podobno najlepiej przyjechać tu przed zachodem słońca, ale nawet w południe zachwycą Was przepiękne widoki!

Little Leaf

Podjazd i zwiedzanie Fortu Cannon wycisnęły z nas resztki zapasów węglowodanów. Dobrze, że chociaż zjazd z górki był przyjemny! Dlatego też przed następnym przystankiem poszliśmy coś zjeść. Padło na gustowną restauracyjkę Little Leaf z wysokimi ocenami na Google. Obiad dla dwóch osób z napojami to wydatek około 250 000 VND. Smacznie i cenowo także rozsądnie – polecamy!

Cat Ba – co warto zobaczyć? Cat Co Beach!

Po obiedzie okazało się, że mamy jeszcze całkiem sporo czasu, żeby pojeździć po wyspie. Postanowiliśmy poszukać plaży, co okazało się nie lada wyzwaniem. Na Google dość zachęcająco wyglądała Cat Co Beach, którą obraliśmy za pierwszy cel. Jak wiecie, luty to nie jest nawet początek sezonu na wyspie, więc to co zastaliśmy tam, to jeden wielki Sajgon! Tuż przy plaży budowano monumentalny hotel, przez co było mnóstwo kurzu, brudu, a o huku to już nawet nie wspomnę. Parking zawalony był skuterami, tak że ledwo dało się dojść do schodów prowadzących na plaże. Nasz spokój dodatkowo zakłócił Pan, który chciał opłatę za zostawienie rowerów. Chyba mu się w głowie poprzewracało, żeby brać od nas hajsy za rowery, zwłaszcza że nie było nawet informacji o płatnym parkingu. Olaliśmy temat, zrobiliśmy zdjęcia i pojechaliśmy dalej. Nie będziemy przecież wdychać pyłu z budowy, a na dodatek baliśmy o rowery.

Cat Ba – co warto zobaczyć? Panoramę miasta!

Postanowiliśmy znaleźć inną plażę i w tym celu skierowaliśmy się w stronę Hotelu Perle D’Orient. Liczyliśmy na to, że uda nam się wejść na jakąś plażę w pobliżu hotelu. Niestety i tym razem mieliśmy pecha, bo nie było takiej możliwości. Wszystko było zagrodzone, więc jeśli nie było się gościem hotelowym to sayonara! Nasz wysiłek został jednak nagrodzony, bo okazało się, że w drodze do hotelu jest świetna panorama wyspy.

Cat Ba – co warto zobaczyć? Tung Tu Beach!

Mówi się, do trzech razy sztuka, więc zlokalizowaliśmy w pobliżu jeszcze jedną plażę i pojechaliśmy sprawdzić jak tam wygląda sytuacja. Tung Tu Beach znajduje się już trochę poza miastem, ale na rowerze to zaledwie 10-15 min. jazdy. Ku naszemu zaskoczeniu, na pobliskim boisku bawiło się mnóstwo dzieci, ale nie brakowało też dorosłych. Jedni grali w piłkę, inni w siatkę. Tymczasem plaża była niemal pusta. W końcu rozsiedliśmy się na leżakach, zostawiliśmy rowery i ruszyliśmy na spacer wzdłuż brzegu. Akurat był odpływ i na piasku zostały ciekawe ślady po glonach. Pierwszy raz widzieliśmy coś takiego!

Niestety, najbardziej w oczy rzucały się śmieci, których było mnóstwo. W piasku znaleźliśmy nawet telefon komórkowy, a o innych dziwnych rzeczach nie będę już wspominać. W każdym razie, nawet przy pięknej pogodzie nie wiem czy chciałabym się tu wykąpać w morzu. 🙁

Tung Tu Beach była naszym ostatnim przystankiem podczas zwiedzania wyspy. Wróciliśmy do hotelu, żeby odpocząć po ciężkiej nocy w autobusie.

Green Trail Travel – 1 dniowy rejs po zatoce Ha Long

Kolejny dzień przeznaczyliśmy na rejs po zatoce. Jednym z polecanych biur na Wietnam FAQ było Green Trail Travel, od których to zdecydowaliśmy się kupić wycieczkę za 500 000 VND od osoby. 

Z centrum Cat Ba zabrał nas autobus i wysadził w znanym nam już porcie, do którego przypadkiem dojechaliśmy dzień wcześniej na rowerze. Nasz przewodnik jak na wietnamskie standardy świetnie mówił po angielsku, dzięki czemu cały czas umilał nam podróż. 

  • Wietnamskie legendy

Pierwsza część rejsu to podziwianie porozrzucanych skał i wysepek na Morzu Południowochińskim. Raz po raz mijamy też osady rybackie, żyjące od pokoleń na morzu. Jedną z nich wkrótce odwiedzimy, więc przewodnik koncentruje się na opowiadaniu nam legend. 

W języku wietnamskim nazwa „Hạ Long”, dosłownie przetłumaczona, oznacza „zstępujący smok”. Według starożytnej mitologii, Wietnamczycy pochodzą od samych smoków. Legenda głosi, że wkrótce po utworzeniu kraju Wietnamczycy musieli walczyć z wrogimi najeźdźcami próbującymi przedostać się przez morze drogą morską. Czcigodny Cesarz Nefrytów, nie pozwalając na pokonanie swojego ludu, wezwał Bogów do wysłania Matki Smoka i jej dzieci, aby pomogły wietnamskiemu ludowi w pokonaniu wrogów.

Matka Smok i jej dzieci nie zawahały się i posłuchały wezwania Cesarza”. Chociaż najeźdźcy byli potężni i bliscy zwycięstwa, smoki zniszczyły ich podmuchem ognia.

Gdy wróg został pokonany, gigantyczne szmaragdy pojawiły się i rozproszyły wzdłuż zatoki. Według legendy te szmaragdy były tak naprawdę zębami Matki Smoka i jej dzieci. Szmaragdy pozostały w tyle, aby stworzyć barierę niemożliwą do przebicia, aby zniechęcić do przyszłych inwazji. Pokój powrócił do kraju i po tysiącach lat te szmaragdy przekształciły się w wyspy i wysepki, które dziś można podziwiać w Zatoce Halong.

Po triumfie w Zatoce Halong Matka Smok i jej dzieci nigdy nie wróciły do niebios, z których zostali wezwani. Zamiast tego pozostali i przyjęli postać ludzi, aby pomóc Wietnamczykom w hodowli, odzyskiwaniu ziemi i rozwoju państwa. Aby upamiętnić interwencję Matki Smoka i jej dzieci, Wietnamczycy nazwali zatokę: „Hạ Long” i obszar, w którym wylądowały jej dzieci, „Bái Tử Long”; ten ostatni oznacza „kłaniając się i okazując szacunek dzieciom smoka”.

  • Wioski rybackie

Po około godzinnym rejsie dopływamy do jednej z wiosek rybackich, w której wypożyczamy kajaki. Czeka nas teraz pływanie po jaskiniach. Na stronie organizatora wymienione są trzy jaskinie: Jasna, Ciemna i Nietoperzy, ale my przepłynęliśmy tylko przez dwie. Ciężko mi powiedzieć przez które konkretnie. Wycieczka trwała około godziny i dla niewprawionych kajakarzy może być trochę męcząca! Na szczęście wszyscy bez problemu daliśmy radę!

Po oddaniu kajaków zostajemy jeszcze przez chwilę w wiosce rybackiej. Nasz przewodnik opowiada nam o życiu w tym niezwykłym miejscu. Jak się okazało, w pobliżu Cat Ba mieszka około 4 tysięcy osób w tego typu wioskach. Często są to wielopokoleniowe rodziny. Dzieci codziennie chodzą do szkoły, a pomaga im w tym specjalny tramwaj wodny, który podpływa pod ich dom.

Nie brak też zwierząt domowych, a szczególnie psów. Każdy dom ma przynajmniej ze dwa pupile, które pilnują farmy. W pewnym momencie była to konieczność, gdyż ludzie często wzajemnie się okradali. Dziś dobytku nierzadko pilnują psy i robią to skutecznie. Co ciekawe, w domach zdarzają się też koty!

Sam połów ryb nie jest zbyt opłacalny, dlatego mieszkańcy wiosek prowadzą specjalne farmy. Dopiero gdy ryba osiągnie odpowiednie rozmiary i wagę jest sprzedawana.

To akurat nie jest ta konkretna wioska, ale mniej więcej tak to wygląda

  • Pływanie + obiad

Po wizycie na farmie popłynęliśmy do pobliskiej zatoki gdzie był czas na kąpiel. Po raz pierwszy nie zdecydowałam się wskoczyć do wody. Przede wszystkim pogoda nie do końca zachęcała do tego typu aktywności, gdyż nie było zbyt ciepło. Temperatura powietrza oscylowała w granicach 22 stopni, a woda miała około 16-17. Nie chciałam później płynąć z mokrą głową, zwłaszcza że wiało dość mocno. Zniechęciły mnie też śmieci, które widziałam w wodzie w trakcie rejsu. Z tyłu głowy miałam też widok z wczorajszej plaży. Skutecznie mnie to zniechęciło do krótkiej kąpieli, choć śmiałków i tak nie zabrakło! 🙂

Duża pochwała dla organizatora należy się za obiad. Posiłek był obfity i bardzo różnorodny. Od mięsa, przez ryby i owoce morza po tofu dla wegetarian! 🙂

  • Monkey Island

Gwoździem całego programu była jednak Monkey Island! Dla nas najważniejszy i najciekawszy punkt programu. To tutaj mieliśmy wejść na jeden z punktów widokowych z przepiękną panoramą. Szkoda tylko, że nikt nas nie ostrzegł jak to w rzeczywistości będzie wyglądać. Kazali nam wziąć wygodne buty, ale takie zalecenie nie brzmi jeszcze nadzwyczajnie.

Po przypłynięciu na wyspę, nasz statek zatrzymał się w odległości kilkuset metrów od plaży.  Do łódki podpłynęli taksówkarze, którzy przewieźli nas na wyspę. Przewodnik zalecił nam zostawienie wszystkich rzeczy na statku, ze względu na małpy, które potrafią zaatakować człowieka nawet z butelką wody. Nie chcąc ryzykować zabraliśmy ze sobą wyłącznie aparat.

Oprócz małp na wyspie było dużo innych wycieczek, co szybko odczuliśmy na szlaku. Już na początku drogi wielokrotnie tworzyły się zatory. Coraz mniej mi się to wszystko podobało, zwłaszcza że trasa z każdym krokiem robiła się coraz trudniejsza. Sytuacji nie ułatwiała ogromna ilość ludzi na szlaku. W pewnym momencie droga się skończyła, a wejście bardziej przypominało wspinaczkę niż trekking. Zrobiło się niebezpiecznie, bo jeden nieostrożny ruch mógł spowodować poważny wypadek. Otaczała nas przepaść, a droga prowadziła przez ostre skały. Do tego ten tłum ludzi, który nie ułatwiał zadania. Poddaliśmy się i nie dotarliśmy na sam szczyt. Już miejsce, w którym zrezygnowaliśmy wyglądało bardzo niebezpieczne. Oczywiście pewnie znajdą się i tacy, którzy stwierdzą, że przesadzam, ale wydaje mi się, że znaczna większość rezygnuje jednak w pewnym momencie. Szkoda, bo na pewno tam z samej góry są lepsze widoki. Mimo to, nie tak to sobie wyobrażałam i czuje lekki zawód. Nie zdziwię się też jak kiedyś usłyszę o wypadku z tego miejsca.

Cat Ba – co warto zobaczyć na wyspie? Zachód słońca!

Po powrocie z wycieczki część osób pojechała ostatni autobusem do Ninh Binh, a Ci którzy się na niego nie załapali – spotkaliśmy się z nimi w pierwszym autobusie kolejnego dnia. 🙂

Na szczęście los nas wynagrodził przepięknym zachodem słońca, który podziwialiśmy z pobliskiej promenady! 

Restauracja Yummy

Oprócz Little Leaf dwa razy stołowaliśmy w restauracji Yummy. Ten lokal także możemy polecić Wam z czystym sercem. Smaczne jedzenie i adekwatne ceny. Przeciętny posiłek z napojami dla dwóch osób to wydatek około 250 000 VND. Szczególnie polecam Wam zupę dyniową, która była nie tylko pyszna, ale też bardzo sycąca. Dobrze, że zamówiłam do niej tylko przystawkę w postaci sajgonek, choć i tak miałam problem, żeby wszystko zmieścić! 🙂

Podsumowując

Jeśli zdecydujecie się zostać na Wyspie Cat Ba jeszcze dłużej niż my, to wówczas możecie zorganizować sobie wycieczkę do Parku Narodowego Cat Ba. Na blogu 101CountriesBefore50 znajdziecie relacje z takiej wycieczki.

Cat Ba pozostawiła w nas lekki niedosyt. Rejs po zatoce w tych okolicach był po prostu nudny. Może się mylę i nie mam racji, ale wolałabym popłynąć na rejs z Ha Long i zobaczyć jaskinię Sung Sot, a w samym Ha Long wspiąć się na górę Bai Tho (oficjalnie zamknięta, ale podobno da się wejść). Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła zweryfikować, która z tych miejscówek jest lepsza.

Z Cat Ba wyjechaliśmy następnego dnia o 8;30, a doTam Coc przybyliśmy ok. 14. Transfer kosztował nas 380 000 VND od osoby. Z centrum Tam Coc zamówiliśmy jeszcze Graba, który zawiózł nas do hotelu za 40 000 VND. 

Zobaczcie też pozostałe wpisy z naszej podróży po Azji:

Informacje praktyczne o podróży

Doha

Sapa

Bangkok

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje!  <3

No Comments

Leave a Reply