Afryka Tunezja

Tunezja – Sousse – all inclusive nie taka zła!

17 lutego 2017
Tunezja Sousse all inclusive nie taka zła!

Tunezja w porównaniu do swoich sąsiadów, to państwo niezwykle małe. Jej powierzchnia to zaledwie połowa powierzchni Polski. Mimo to, kraj cieszył się ogromną popularnością wśród zagranicznych turystów, ze względu na niskie ceny i gwarantowaną piękną pogodę. Wbrew pozorom, to nie jedyny atut tego małego państwa arabskiego. Tunezja ma naprawdę wiele do zaoferowania. Niestety rozwój turystyki zahamowały ataki terrorystyczne w Muzeum Bardo i w Sousse. Pomimo, że ja swój wyjazd zrealizowałam w 2012 roku, to z przerażeniem czytałam i oglądałam relacje z miejsc zamachu. Sama byłam w tym muzeum i niemal dwa tygodnie spędziłam na plaży w Sousse. W głowie mi się nie mieściło, że coś takiego mogło się tam stać i jak wiele szczęście miałam. Jednak, tylko w ten sposób można było odciąć ten kraj od dopływu europejskiej gotówki – zastraszając potencjalnych turystów – i tym samym starać się przeciągnąć Tunezję na stronę ISIS. Jednak, nie o tym będzie ten post. Mam zamiar przedstawić Wam piękno tunezyjskiego kraju. Tak jak zapamiętałam. Mam też nadzieję, że niebawem Tunezja znów stanie na wysokości zadania i będzie bezpieczna oraz gotowa na zagranicznych turystów jak było to w 2012 roku.

Tunezja

Co Was czeka w tym poście?

Ze względu na długość posta, przedstawiam Wam krótki spis treści, żeby każdy wiedział, czego może się dowiedzieć po tym wpisie 🙂

  • Koszty wyjazdu
  • Hotel Samara w Sousse
  • Informacje o Sousse
  • Port El Kantaoui
  • El Jem
  • Kairuan
  • Sahara
  • Thermal Oasis Hotel w Naftah
  • Hodowla Daktyli
  • Przez Saharę na Wielbłądach
  • Tunis
  • Sidi Bou Said
  • Kartagina
  • Muzeum Bardo
Tunezja Sousse – Cena wyjazdu

Jak już wyżej wspomniałam, w Tunezji byłam w drugiej połowie sierpnia 2012 roku. Miałam wówczas 20 lat i o samotnym podróżowaniu nie wiedziałam jeszcze wiele. Poza tym, perspektywa zwiedzenia kraju arabskiego z drugą koleżanką w podobnym wieku na własną rękę, również nie była szczytem moich marzeń.

Niestety, nie pamiętam z jakim biurem podróży wyjechałyśmy. Była to oferta last minute, którą zakupiłyśmy na około 5 dni przed wyjazdem. Loty realizowane były z wielu polskich miast (ze względu na dogodną dla nas datę wybrałyśmy przelot z Katowic). Za dwa tygodnie, w 3 gwiazdkowym hotelu z opcją All Inclusive w Sousse zapłaciłyśmy 2000 zł. Na miejscu wydałyśmy 500 zł na wycieczki fakultatywne i drobne pamiątki. Także, cena całego, dwu tygodniowego wyjazdu (hotel + loty + kieszonkowe) zamknęła się w kwocie 2500 zł. To chyba całkiem niezły wynik? 🙂

Nieistniejący już Hotel Samara w Sousse, Tunezja
  • pokój

Umówmy się, że mając taką cenę z all inclusive, nawet w Tunezji, nie można wymagać za wiele. Świetnie zdawałyśmy sobie z tego sprawę pakując nasze walizki, ale przecież to nie w hotelu spędza się wakacje! Dzięki temu, nie miałyśmy wygórowanych oczekiwań jak rzesza innych klientów, która wylewa swoje smutki i żale na forach 😀

Po przyjeździe do hotelu poradzono nam, by do paszportu włożyć kilka dolarów kiedy będziemy meldować się w recepcji, jeśli chcemy otrzymać lepszy pokój. Darowałyśmy sobie jednak ten zabieg. Nie wyszłyśmy na tym tak źle. Dostałyśmy pokój na parterze i był on naprawdę bardzo w porządku. Trochę daleko na stołówkę i recepcję, ale nie był to wielki problem. Największym minusem były mrówki, które często maszerowały po naszej podłodze, ale nie były na tyle uciążliwe, żeby zgłaszać je w recepcji (z resztą i tak nic nie zrobiliby z tym). Póki nie wchodziły nam do łóżka, było ok. Poza tym, w pokoju nie było też wifi, więc za każdym razem gdy miałyśmy potrzebę skorzystać, musiałyśmy udać się na recepcje.

Pokój zawsze miałyśmy dobrze wysprzątany, ponieważ codziennie zostawiałyśmy drobny napiwek dla sprzątaczek! Nie były to duże kwoty, ale opłacało się!

  • wyżywienie

Wyżywienie w tym hotelu to chyba najgorsze co mogło nas spotkać 😛 Pomimo all inclusive, jedzenie było bardzo monotonne, był mały wybór i często bez smaku lub zimne. Nie ukrywam, że przez to miałam też problemy żołądkowe i nie byłam jedyną osobą z tym przypadkiem. Restauracja była otwarta codziennie, z małymi przerwami (śniadanie, wczesny lunch, lunch, kolacja).

Bar otwarty był do 23 albo do 24. Już nie pamiętam dokładnie. Woda była dostępna non stop w butlach na recepcji. Jeżeli chodzi o alkohol, to wiadomo jak z nim jest w tamtym regionie. Generalnie kiepsko. Także drinki często były słabe i ciężko było się nimi upić. Najlepiej smakowała whisky z colą, ale jak się ładnie uśmiechnęło do Pana za ladą, albo ciekawie zagadało, to był on też w stanie wyczarować nawet całkiem niezłego drinka. Bar dostępny był też na plaży, ale z mniejszym wyposażeniem.

  • animacje

Program animacyjny to zdecydowanie duży plus dla hotelu. Zapewne to zasługa super personelu, który naprawdę potrafił świetnie umilać czas gościom. Od wodnych aerobików, po mecze siatkówki czy też wieczorne tańce! Było w czym wybierać i można było się świetnie bawić. My namiętnie korzystałyśmy z wieczornych tańców i siatkówki na plaży.

  • dodatkowe informacje

Z dodatkowych informacji, to warto wspomnieć, że w hotelu głównie przebywają polscy turyści. Można też spotkać Niemców, Anglików, czy osoby innej narodowości, ale nasi są zdecydowanie górą (dlatego też jeden z animatorów był Polakiem).

Z hotelu na plażę szło się 10 min. Wystarczyło przejść przez ulicę, a potem krótkim zejściem schodziło się na plażę!

Hotel ma też własną plażę, która jest w pewnym sensie zagrodzona… Niestety, leżaki były dodatkowe płatne (takie to all inclusive), ale nie trzeba było z nich skorzystać. Prywatna plaża chroniła przed natrętnymi sprzedawcami, którzy nie mogli tam wejść. Jedyny uprzywilejowany był ten, który oferował przejażdżki na pontonie, bananie itp.

pomimo, że hotel już nieistnieje to zachowuje tą sekcje, żeby uświadomić Was, czego można się spodziewać w Afryce, za takie pieniążki. 😊

Sousse – miasto o wielu obliczach

Sousse to trzecie co do wielkości miasto w Tunezji. Ze względu na swoją historię i zabytki, wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jest też jednym z największych kurortów wypoczynkowych w kraju. Mnie zdecydowanie najbardziej oczarowała linia brzegowa tego miejsca. Dla mnie, to plaże są największym skarbem tego miasta, a nie jego zabytki.

  • Serce miasta

Centrum miasta znajdowało się bardziej w głąb lądu, więc z naszego hotelu było dość daleko. Jednak spokojnym spacerem byłyśmy wstanie tam dojść w kilkadziesiąt minut. Niestety, prywatnych zdjęć z tego miejsca również nie posiadam, ale szczerze powiedziawszy nie urzekło mnie ono jakoś specjalnie. Główną atrakcją jest medina, która została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W jej obrębie, po atakach z 1943 r., zachował się Ribat i Wielki Meczet. Ribat, to klasztor, który miał bronić przed atakami chrześcijan. Niestety, nigdy nie weszłyśmy tam do środka. Zazwyczaj kręciłyśmy się po okolicznym placu, gdzie wieczorem tętniło życie, a kupić można było niemal wszystko. W Tunezji zmrok zapada dość szybko, więc nawet jeśli starałyśmy się wyjść wcześniej z plaży, umyć się i potem zjeść kolację, to i tak nigdy nie udało nam się dotrzeć do Mediny przed zachodem słońca (cóż, widać nie zależało nam aż tak bardzo na niej). Za dnia było tak gorąco, że największym wyzwaniem było dojście do plaży. Nie zniechęcam Was do odwiedzenia miasta, zwłaszcza, że po takich artykułach jak ten z UNESCO, mam ochotę tam wrócić i zobaczyć Medinę jeszcze raz! 😀

  • Złociste plaże i ciepłe Morze

Duże miasta i przyległe do nich plaże wraz z Morzem, często ze sobą nie współgrają ze względu na możliwość zanieczyszczenia. Na szczęście Sousse nie dotyczył ten problem. Było wręcz przeciwnie. Miasto (jak z resztą większość Tunezji) może pochwalić się pięknym, piaszczystym wybrzeżem. Plaża wokół naszego hotelu była naprawdę rewelacyjna. Złoty piasek (najpewniej naniesiony z Sahary), ogromne plaże, a do tego ciepłe i również czyste (bez glonów i meduz) morze! To było jedyne miejsce, w którym do wody wchodziłam z marszu, nie mając żadnych ciarek czy gęsiej skórki. Tak więc jeżeli waszym głównym kryterium do wyjazdu jest jakość plaży i temperatura morza, to dla Tunezji duże TAK!

P.S. Polecam kremy z dużym filtrem. Nawet wtedy ładnie się opalicie. Ja na początku używałam 30, żeby potem zejść do 20, a efekty oceńcie sami 🙂

Najlepiej!

😊😊

Takie tam zabawy! 😊

Piasek bajka!

  • Życie nocne

Tunezja wbrew pozorom posiada wiele klubów i dyskotek, gdzie można się wyszaleć w nocy. Ale no właśnie. W nocy. Imprezy zazwyczaj zaczynają się najwcześniej o 00;30, a rozkręcają jeszcze później. Kluby otwierane są dopiero o 00:00. Do dyskoteki, która znajdowała się tuż za rogiem hotelu wybraliśmy się raz. Niestety, to oczekiwanie na rozpoczęcie imprezy, potrafiło zniechęcić, zwłaszcza, że barek w hotelu był już zamknięty. No i też ciężko było odpędzić się od natrętnych zaczepek miejscowych. Pomimo, że w naszym gronie mieliśmy mężczyznę, to i tak często to nie wystarczało. Choć ani razu nie znalazłyśmy się w niebezpiecznej sytuacji, to niestety zdarzyło się kilkakrotnie, że nawet podczas zwykłego spaceru na promenadzie dostało się klapsa w tyłek… byłyśmy wygwizdywane… itp. Dlatego też zabawa w klubie, gdzie kobiety były mniejszością nie była do końca przyjemnym doświadczeniem. Muzyka też nie nadrabiała – najczęściej były to utwory w stylu techno.

Rozkręcam imprezkę

Za to bardzo miło wspominamy wyjście na Shishe do pobliskiego baru. Warto spróbować Shishy w takim miejscu, zwłaszcza, że mało zapłacimy i nie zawiedziemy się na jakości!

Yummy! 😊

Port el Kantaoui (Marsa al-Kantawi)

To zdecydowanie najbardziej elegancka i turystyczna dzielnica Sousse, położona 10 km na północ od centrum miasta. Tunezja wybudowała w tym miejscu piękny ośrodek turystyczny, z nowoczesnym portem, który może pomieścić nawet 300 jachtów. Znajdują się tu także wysokiej jakości hotele i ośrodki sportowe. Z naszego hotelu jedyną możliwością dostania się do tego miejsca była podróż taxówką. O cenę trzeba było się targować. Nie umiem już teraz powiedzieć jaka była rozsądna stawka, ale na miejscu w hotelu warto dopytać o takie szczegóły. Warto też przygotować odliczoną kwotę, gdyż kierowcy nie zawsze wydają resztę 😊.

W porcie znajduje się też wesołe miasteczko. Jest kilka fajnych karuzeli, z których warto skorzystać. W tym miejscu znajdziecie też dużo restauracji, które serwują owoce morza.

Fontanny

Tunezja i jej największe atrakcje!

Biuro podróży oferowało całkiem szeroką i interesującą gamę wycieczek. Z pośród nich wybrałyśmy dwu dniową wycieczkę na Saharę oraz jednodniową wycieczkę do stolicy – Tunisu. Koszt wycieczek był całkiem przyzwoity. Jak pisałam wyżej cały wyjazd zamknął się w kwocie 2500 zł, więc za wycieczki trzeba liczyć około 300 zł. Biorąc pod uwagę ilość przejechanych kilometrów i inne dodatkowe atrakcje, nasze wycieczki były naprawdę bardzo tanie.

 El jem

Zaczynamy od mocnego uderzenia. Choć jedziemy stosunkowo krótko, to wierzyć nam się nie chce bo wysiadamy pod Koloseum! I to nie byle jakim, tylko naprawdę olbrzymim i najlepiej zachowanym na świecie. Przyznam szczerzę, że przed przyjazdem do Tunezji nie zdawałam sobie sprawy, że są inne Kolosea, a tym bardziej, że jedno z nich jest w Tunezji! El jem zrobił na mnie spore wrażenie. Zwłaszcza, że jest to budowla starożytna, gdyż została wybudowana w III wieku n.e..  Jej twórcą był prawdopodobnie cesarz Gordian I. To najbardziej spektakularna rzymska budowla w Afryce Północnej i trzecie co do wielkości Koloseum na świecie. Małe tunezyjskie miasteczko ma naprawdę wielki skarb, dzięki któremu ściąga spore ilości turystów. Na nich czekają też miejscowi sprzedawcy najróżniejszych rzeczy (dosłownie, wszystko są wstanie sprzedać). Do tej pory pamiętam, jak przepychali się pod naszym autokarem żeby kupić od nich mapkę Tunezji (całkiem fajną, mam ją do dzisiaj na pamiątkę) za 1 dinara (ok. 1,8 zł)

Handel, handel i jeszcze raz handel!

Prawie jak Rzym, ale to El-jem

Niesamowity widok!

Niesamowity widok!

Podziwiam 🙂

Kairuan

Naszym drugim przystankiem było małe miasteczko, oddalone około 57 km. na południe od Sousse – Kairuan. To niezwykle ważny ośrodek gospodarczy Tunezji, który wyróżnia produkcja dywanów. My także odwiedziliśmy miejsce, w którym taki dywan mogliśmy kupić. Nie umiem powiedzieć w jakich cenach były dywany, ale każdy powinien znaleźć coś na swoją kieszeń. Tkalnia dywanów miała jeszcze jeden dodatkowy atut, który skutecznie zachęcał turystów do odwiedzenia właśnie tego zakładu. Z jego dachu rozciągał się piękny widok na Wielki Meczet, zwany również Meczetem Sidi Okba, od imienia fundatora i założyciela Kairuanu, powstały ok. 670 r. Meczet wpisany jest na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO na co oczywiście zasługuję. Co ciekawe w mieście liczącym ledwo 130 tys. mieszkańców jest aż ponad sto meczetów :O To naprawdę niezły wynik! Zdaję sobie sprawę, że Rzym ma znacznie więcej kościołów, ale jest też większy, więc proporcjonalnie Kairuan można porównać do wiecznego miasta. Niestety, nasz program kończył się tylko na Wielkim Meczecie i tkalni dywanów, więc nie mieliśmy okazji zobaczyć w całości tego niezwykle interesującego miasta.

Wejście do tkalni dywanów

Wielki meczet

Widok z dachu tkalni na Wielki Meczet

Widok z dachu tkalni na Wielki Meczet

Sahara

Z biegiem czasu krajobraz stawał się coraz bardziej surowy i mniej różnorodny. Zza okien autobusu dominowały kolory żółte i pomarańczowe. Był to dla nas znak, że po kilku godzinach podróży w końcu zbliżaliśmy się do upragnionej przez wszystkich pustyni. W końcu autokar zatrzymał się, a nam kazano się przesiąść do 6 osobowych jeepów. W środku czekał zawinięty w czarną chustę kierowca, który rozpoczął swój rajd po piaskach Sahary 😀

Wysiedliśmy po kilkunastu minutach w pięknej oazie. Ujrzeliśmy gęsto rosnące palmy, które tworzyły mały las 🙂 Wyglądał nieziemsko! W oazie zaopatrzyliśmy się też w lodowatą wodę(tak, pływały w niej kostki lodu) na dalszą podróż, bo pomimo godzin późno-popołudniowych, upał był ciągle nie do zniesienia.

Widoki z autobusu!

Widoki z autobusu!

Widok na oazę!

Oaza

Tak żeby Was uświadomić co Was czeka na pustyni 🙂

Ostatnią atrakcją zaplanowaną na dzisiejszy dzień był rajd jeepami po wydmach, który miał się zakończyć w miejscu, gdzie kręcili Gwiezdne Wojny!

  • Gwiezdne Wojny

Przejażdżka jeepem po wydmach to świetna sprawa, zwłaszcza jeśli kierowca dodatkowo podkręci atmosferę. Widać, że nasz był już w prawiony w zawodzie, bo wiedział kiedy przyśpieszyć, kiedy zwolnić, kiedy skręcić, żeby nami trochę pobujało! Dla stworzenia jeszcze lepszej atmosfery, puścił nam muzyczkę w arabskim klimacie – Tarkana Kiss kiss. Myślałam, że padnę ze śmiechu wtedy, w końcu Tarkan jest turecki, a my byliśmy przecież w Tunezji. Taka mała różnica, choć flagi mają bardzo podobne 😉

Tymczasem wioska wybudowana na potrzeby Gwiezdnych Wojen była jak… jak wioska 😉 Ogólnie nic specjalnego. Kilka domków ulepionych z gliny i parę skromnych rekwizytów. Mimo to, fajnie było znaleźć się na planie Gwiezdnych Wojen 😛

Witamy na pustyni 😀

Ratuję sytuację…

Na planie filmowym trzeba dobrze się bawić…

Chciałam sprawdzić czy piasek mnie pochłonie 😉

Niestety w takich miejscach zdjęcia z dzikimi zwierzętami są nadal na porządku dziennym. Ten nieodpowiedzialny pan ma w ręku biednego lisa pustynnego – Fenka. Powinien biegać na wolności, a nie być trzymanym jak zabawka. Dlatego zanim zrobicie sobie z nim zdjęcie pomyślcie jak bardzo wspieracie ten okropny biznes 🙁

Pełni wrażeń i zmęczeni upałem wsiedliśmy ponownie do jeepów, które zawiozły nas do hotelu. Po drodze mieliśmy szczęście trafić na stado dzikich wielbłądów! <3

Piękny widok na zwieńczenie cudownego dnia 🙂

Piękny widok na zwieńczenie cudownego dnia 🙂

Thermal Oasis Hotel w Naftah

Zatrzymaliśmy na nocleg w hotelu tuż przy granicy z Algierią. Było to unikatowe miejsce ze względu na fakt, że otaczała nas z jednej strony pustynia, a z drugiej mocno zasolone jezioro (do tego stopnia, że nie było w nim wody, choć Google map sugerują zupełnie co innego). Hotel był przyzwoity. Wieczorem można było się kompać w basenie i podziwiać pięknie rozgwieżdżone niebo!

Widok z naszego okna ❤

Dzień 2

Hotel opuszczamy jeszcze o zmroku żeby podziwiać wschód słońca na pustyni. Niestety, nasz przewodnik się pomylił i zamiast z pustyni, podziwialiśmy wschód słońca z drogi (nie zdążyliśmy dojechać na miejsce). I tak było pięknie 😊

Wschód słońca na drodze pośrodku pustyni 😊

Następnie zatrzymaliśmy w miejscu gdzie prowadzono hodowle daktyli. Miejscowy pracownik pokazał nam jak wygląda zbieranie daktyli. W kilka sekund (dosłownie mógłby konkurować z małpami 😂 w szybkości) wdrapał się na sam czubek palmy i pozbierał daktyle, które potem można było kupić za 1 dinara. Daktyle mają długi termin ważności, więc pomimo, że w Tunezji byłam jeszcze tydzień udało mi się przywieźć część do domu 😊

Tak się zbiera daktyle 😊

Po dłuższej przerwie, ruszyliśmy w dalszą drogę. Widoki były niesamowite i pomimo lekkiego zmęczenia, nie pozwalały nam zasnąć. Droga przez pustynie była zupełnie pusta. Rzadko kiedy mijaliśmy inne auta. Od czasu do czasu zatrzymywaliśmy na krótkie postoje do zrobienia zdjęć.

Pustkowie

Choć jezioro głównie ma postać stałą, to miejscami można też znaleźć kałuże 😉

Tylko 150 km od Algierii (ale byliśmy bliżej) 🙂

Wielbłądami przez Saharę!

Gwoździem dzisiejszego programu była wycieczka na wielbłądach przez Saharę! Brzmi niesamowicie, ale nie wyobrażajcie sobie też zbyt wiele 🙂 Mimo wszystko, jeśli robicie to pierwszy raz, to gwarantuje Wam moc wrażeń!

Po przyjeździe w wyznaczone miejsce, czekała na nas grupa miejscowych z wielbłądami. Odziali nas w specjalne stroje, a na głowach zawinęli chusty żeby chronić nas przed parzącym słońcem. Następnie, krótkie zapoznanie się z wielbłądem no i hop! Przejażdżka na wielbłądzie jest zupełnie inna niż ta na koniu. Najgorszy moment jest zaraz na samym początku kiedy wielbłąd wstaje. Wynika to z faktu, że najpierw prostuje on tylne nogi, a dopiero potem przednie co sprawia, że ma się wrażenie, iż zaraz przeleci się wielbłądowi przez głowę 😀 Ale jeśli będziecie trzymać się mocno, to nic Wam się nie powinno stać!

Kiedy już sobie siedzimy wygodnie, właściciele wielbłądów zabierają nas w głąb pustyni. Niestety, jak to z biurem podróży bywa nie zapuszczamy się zbyt daleko. Nie wiem już, ile ta wycieczka w sumie trwała, ale jak dla mnie zdecydowanie za krótko. Tunezja taka już jest – wszystko w niej trwa za krótko 😛

Takie tam z wielbłądem 😀

Bezkres pustynii

Podróżniczki 🙂

Powrót

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w gospodarstwie domowym, żeby przyglądnąć się jak wygląda życie miejscowych. Całkiem ciekawe doświadczenie i na pewno dobry pieniądz dla rodzinki, która udostępnia swój dom turystom. Pytanie tylko, jak daleko można wejść w strefę komfortu tych osób? Z jednej strony ciekawe doświadczenie zobaczyć jak wygląda życie u podstaw, ale z drugiej nie wyobrażam sobie jakby to do mojego domu miała wejść grupa turystów z Afryki…

Na kilkanaście km przed naszym hotelem „dorwał” nas zachód słońca. Wtedy to przewodnik kazał zatrzymać się kierowcy i zarządził przerwę na zdjęcia (uroczo) 😉 Tunezja odkryła przed nami swoje skarby!

Zachód słońca

Tunis w jeden dzień

To była nasza druga i ostatnia wycieczka na którą mogłyśmy pojechać! I bardzo się z niej cieszymy, bo podczas tak krótkiej wizyty udało nam się zobaczyć całkiem sporą i piękną część miasta.

Tunezja + Santorini = Sidi Bou Said

Właściwie to trudno stwierdzić czy to Tunezja powieliła styl z Santorini, czy było też zupełnie na odwrót. W każdym razie miejscowość do złudzenia podobna do widoków jakie możemy uświadczyć na wyspie greckiej, ale podobno w trochę gorszej odsłonie. Osobiście w tej kwestii jeszcze się nie wypowiem, ponieważ Santorini ciągle pozostaje tylko moim planem. Jak się pewnie już domyślacie, w Sidi Bou Said królują dwa kolory biały i niebieski. Miejsce jest magiczne i położone na wzgórzu, stąd w odpowiednich miejscach możemy podziwiać piękne widoki na Morze. W mieście znajdziemy też mnóstwo kwiatów, które idealnie komponują się w styl miasta.

Wszędzie kwiaty 🙂

Jest pięknie!

🙂

Mamy też piękne widoki 🙂

Mamy też piękne widoki 🙂

Carthage/Kartagina

Każdy kto uważał na historii to na pewno kojarzy to fenickie miasto. Zostało ono założone w IX wieku p.n.e., ale jak wiemy z historii, już w III w. p.n.e. w dało się w wojny z Rzymem. Rzym zdobył Kartaginę w 146 r. p.n.e. całkowicie niszcząc to piękne miasto. Skąd wiadomo, że piękne? Cóż, choć dzisiaj możemy podziwiać zaledwie ruiny tego miasta, to i tak robią one niesamowite wrażenie. Wystarczy wyobrazić sobie, że pojedyncze kolumny stanowiły kiedyś część ogromnych budowli i wtedy obraz Kartaginy przedstawia się zupełnie inaczej. Powrót do przeszłości gwarantowany 🙂 Mimo to wiele osób postrzega Kartaginę jako zwykłe ruiny i nie warte odwiedzenia miejsce. Nie zupełnie tak jest, dlatego każdemu polecam odwiedzenie tego fenickiego miast! Obecnie Kartagina wpisana jest na listę Światowego Dziedzictwa Unesco i za drobną opłatą jest powszechnie dostępnym miejscem.

Witamy w Kartaginie 🙂

Kartagina 🙂

Kartagina 🙂

Kartagina 🙂

Tunis

Ze względu na bardzo napięty program, w Tunisie stolicy Tunezji, nie mieliśmy zbyt dużo czasu. Pozostawiono nas na łasce wolnego czasu, więc przez godzinę biegaliśmy po targu. Dlatego o samym Tunisie nie napiszę Wam zbyt wiele, bo tak naprawdę to nie wiele w nim widziałyśmy 😛 Z takich internetowych wiadomości przekażę kilka ciekawostek: Tunis ma obecnie milion mieszkańców, co czyni go największym miastem Tunezji. W stolicy Tunezji znajdziemy dość sporo średniowiecznych zabytków, w tym meczety i pałace. Gdybym tylko miała okazje, z chęcią zostałabym dłużej w Tunisie.

Muzeum Bardo

To największe muzeum archeologiczne w Tunezji. Istnieje nieprzerwanie od 1888 roku. W czasie protektoratu francuskiego, część ekspozycji została przekazana do Paryskiego Louvru. Zdecydowanie do najcenniejszych zbiorów należy kolekcja rzymskich mozaik. Będąc tam w 2012 roku większość z nich ciągle była niedokończona ze względu na brak materiału lub stale przeprowadzane konserwacje. Niestety wydarzenia z 2015 roku na pewno nie poprawią tego stanu rzeczy.

Muzeum Bardo

Muzeum Bardo

To by było na tyle z moich tunezyjskich wspomnień. Tunezja nie rozczarowała nas, było wręcz przeciwnie! Mam nadzieję, że wyprawy do Tunezji znów będą bezpieczne i popularne jak dawniej, gdyż jest to piękny kraj, który ma wiele do zaoferowania na każdą kieszeń. Bo Tunezja, to piękne państwo 🙂

A Wy byliście w Tunezji? Jakie są Wasze wspomnienia? A może wybieracie się teraz? Dajcie znać!

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! 🙂 <3

8 komentarzy

  • Odpowiedz Ewka Wilinska 30 października 2017 at 23:45

    Pięknie opisane,czytałam i miałam wrażenie że znowu tam jestem.
    W TN byłam w 2014,15 i 16 roku. W 2015 następnego dnia po przylocie doszło niestety do ataku w Sousse. Na szczęście ja byłam w Riadh Palm a do zamach doszło w pobliżu portu więc byłam bezpieczna. Mimo takich przeżyć wróciła bym tam bez wahania, bo Tunezję albo się kocha albo nienawidzi. Nie ma nic po środku…
    Pozdrawiam Ewka 😊

    • Odpowiedz womenofpoland 30 października 2017 at 23:51

      Bardzo dziękuje za miłe słowa. To przykre co się wydarzyło, bo Tunezja to piękny kraj i dużo na tym traci. Mam nadzieję, że nadejdą znowu czasy kiedy wszyscy będziemy ta latać bez martwienia się o bezpieczeństwo. Ja też chętnie bym wróciła! Jeszcze tyle rzeczy zostało do zobaczenia. Nie wspomnę już o pięknej plaży i cieplutkim morzu! Pozdrawiam 😊

  • Odpowiedz DOROTA 27 stycznia 2018 at 20:16

    witam opis cudo -gratuluje
    właśnie dziś wykupiłam wycieczkę do Tunezji 1 wyjazd do tego kraju
    hotel LTI EL Ksar Resort Thalasso- SOUSSE- POZDRAWIAM

    • Odpowiedz womenofpoland 27 stycznia 2018 at 20:55

      Cześć Dorota! Bardzo dziękujemy! Super, że zdecydowałaś się na wakacje w Tunezji! Na pewno będzie super 🙂 pozdrawiamy 🙂

  • Odpowiedz Grześko 11 października 2018 at 15:31

    Tunezja oferuje dwa razy niższy poziom niż Turcja. W Tunezji byłem raz… syf, brud, smród… więcej tam nie wrócę!

    • Odpowiedz womenofpoland 11 października 2018 at 16:30

      Cześć Grzesiek! Cóż przykro mi, że masz takie doświadczenia z tym krajem!! Mnie się wydaję, że to kwestia miejsca do którego się trafi, chociaż sama nie doświadczyłam super warunków! Mimo to, mile wspominam wycieczkę 😊 Pozdrawiam!

  • Odpowiedz Medaloowa 15 października 2020 at 08:16

    Piękne zdjęcia i bardzo ciekawa relacja! Tylko pozazdrościć…Mi w tym roku udało się tylko wyrwać na kilka dni z rodziną do Zatora. Mimo tak krótkiego pobytu w hotelu zdołałam zregenerować siły i odpocząć. Dzieciaki natomiast miały dużą frajdę w pobliskim parku rozrywki EnergyLandia.

    • Odpowiedz womenofpoland 15 października 2020 at 08:53

      Cześć Medaloova. Dziki wielkie, to może za rok Tunezja? 😉

    Zostaw komentarz