Azja Plan podróży Tajlandia

Tajlandia praktycznie – plan podróży, organizacja, ceny.

2 grudnia 2019
Nasz pierwszy raz w Azji!

Już od dawna planowaliśmy nasz pierwszy wspólny wyjazd poza Europę. Choć w dzisiejszych czasach zorganizowanie wycieczki do Azji nie jest trudne, to tak naprawdę zeszło nam sporo czasu żeby się do tego zabrać. Wszystko przez tą Europę, która stale kusi nas tanimi biletami i masą ciekawych miejsc, których jak na złość nam nie ubywa. 😉 Zawsze też była jakaś okazja, której nie chcieliśmy przepuścić. A to wygrana wycieczka na Kretę, a to znajomi w Hiszpanii tymczasowo, których trzeba szybko odwiedzić póki tam są, itp. W końcu pojawiła się okazja, która wręcz zmusiła nas do wychylenia czubków nosa poza stary kontynent. Niespodziewanie staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami biletów do Tajlandii. 🙂 Ile nas kosztowały? Jak zorganizowaliśmy swój dwutygodniowy pobyt? O tym i o innym dowiecie się z tego właśnie wpisu. Tajlandia praktycznie to zestaw niezbędnych informacji do zaplanowania kilkunastodniowej wycieczki po jednym z najpopularniejszych azjatyckich kierunków. 

Bilety do Tajlandii

Początkowo plan był taki, że mieliśmy pojechać gdzieś poza Europę. Czekaliśmy na jakieś dobre promocje, aż tu nagle koleżanka pochwaliła się, że kupiła Emirates z Krakowa przez Dubaj do Bangkoku za 2000 tysiące złotych. Choć Tajlandię brałam pod uwagę od samego początku, to nie ukrywam, że decyzja koleżanki także wpłynęła na mój wybór. 😉 Kilka dni po rozmowie z nią na temat Tajlandii, także byłam szczęśliwą posiadaczką biletów. Z tym, że my kupiliśmy loty Qatarem z Warszawy i przesiądką w Doha za 1850 zł na środek listopada.

W tym samym czasie, może o 200 zł taniej były jeszcze loty ukraińskimi liniami. Całe szczęście, że się na nie nie zdecydowaliśmy, bo cała masa lotów była odwołanych (prawdopodobnie Ukraińcy wycofują się z tej trasy). W naszym przypadku wszystkie loty odbyły się zgodnie z planem, a podróż Qatarskimi liniami na pewno zaliczymy do udanych. Choć tutaj też dużo zależy od samolotu, bo o ile z Doha do Bangkoku i z powrotem lecieliśmy w miarę komfortowymi maszynami, o tyle już z Doha do Warszawy było wyjątkowo mało miejsca na nogi. Jedzenie też trafiało nam się różne, ale ogólnie nie można narzekać w tym aspekcie. System rozrywki pokładowej także zaliczamy na plus, pomimo braku polskiego języka. Dużym atutem jest 30 kg bagaż rejestrowany – w drodze powrotnej można zrobić szalone zakupy! 🙂

Karta Sim – AIS 12 GB

Po przylocie do Bangkoku, odebraniu bagaży i wbiciu wszystkich pieczątek do paszportu, rozpoczynamy rejs po w lotnisku w celu znalezienia odpowiedniej karty SIM. W Internecie przeczytaliśmy, żeby pod żadnym pozorem nie kupować karty turystycznej która jest zwykłym zdzierstwem. Na stronie tajlandiafaq jest cały artykuł poświęcony kartom sim. Próbowaliśmy znaleźć w sklepach 7eleven na lotnisku, taką jak polecają, ale niestety okazało się, że takich kart nie mają. Zrezygnowani, udaliśmy się do jednego z największych w Tajlandii operatorów – AIS. Zdecydowaliśmy się na zakup 12 GB Internetu bez możliwości wykonywania połączeń i sms za 899 BTH. Na naszą dwójkę okazał się to nawet zbyt duży limit, ale mniejszy pakiet za 5 GB był dość ryzykowny w naszym mniemaniu. W sumie zużyliśmy nieco ponad 6 GB bez większego oszczędzania. 

Pierwszy przejazd taxą

Do Bangkoku przylecieliśmy późnym popołudniem, a nasz plan zakładał jak najszybszy przejazd na północ Tajlandii. Niestety, tego samego dnia nie było już lotów, więc zdecydowaliśmy się na wylot dopiero następnego dnia. W tym celu zarezerwowaliśmy nocleg w Sloth Hostel Don Mueang, który znajduje się tuż obok drugiego lotniska (Don Mueang) Bangkoku. Przejazd komunikacją miejską zająłby nam tutaj niemal 2 godziny, więc zdecydowaliśmy się na przejazd taxówką. Zeszliśmy na dół (parking) lotniska i tam zamówiliśmy taxę. Podjechał oznaczony żółto-zielony wóz i zaczęła się nasza pierwsza podróż przez ulice Bangkoku. Dla pewności wręczyliśmy Panu kierowcy kartkę z adresem naszego hotelu, a jedno z nas sprawdzało na Google Maps, czy kierowca nie robi nadprogramowej trasy. Na szczęście wszystko przebiegło zgodnie z planem i 40 minut później byliśmy u celu. Za ok 44 km przejazd taxówką zapłaciliśmy 630 BTH. 

Sloth Hostel Don Mueang

Nasz pierwszy nocleg to najskromniejsze wydanie w całej podróży. Mieliśmy tu spędzić zaledwie kilka godzin, dlatego też zdecydowaliśmy się niemal na najtańszą opcję. Wybraliśmy 2-osobowy pokój za 114 złotych w Sloth Hostel Don Mueang. Warunki bardzo skromne, bo pokój był tak wąski, że ledwo nam się plecaki zmieściły! 😀 Mimo to, nie mamy większych zastrzeżeń. Łazienki choć ogólnodostępne były czyste i zadbane, podobnie zresztą jak cały hotel. Ponadto, w cenie były też ręczniki, żele pod prysznic, szampony, suszarka itd. Jedynym problemem jak się okazało było dojście do lotniska – czyli to na czym nam najbardziej zależało. Choć hotel rzeczywiście był na przeciwko budynku lotniska, to obok przebiegała bardzo ruchliwa trasa, którą nie sposób było przejść. Musieliśmy dojść (około 15 minut) do miejsca, w którym jest kładka nad drogą. 

Nok Air – czyli nasz pierwszy wewnętrzny lot

Na drugi dzień, z samego rana mieliśmy lot do Chiang Rai. Wielu z Was pewnie zastanawia się teraz, czemu nie polecieliśmy do Chiang Mai. Otóż wszystko ze względu na czas i koszty. Chiang Rai było dla nas bardzo ważnym przystankiem, gdyż ogromnie zależało nam na zobaczeniu Białej i Niebieskiej Świątyni. Obydwie atrakcje są do ogarnięcia w jeden dzień, więc w sam raz na jednodniową wycieczkę z Chiang Mai. Problem jest tylko taki, że przejazd z Chiang Mai do Chiang Rai trwa aż 4 godziny, co daje w sumie 8 godzin w autobusie, jeśli zdecydowalibyśmy się na taką wycieczkę. Inną kwestią był też fakt, że naszym kolejnym przystankiem był Park Narodowy w Khao Sok, do którego można było dolecieć wyłącznie z Chiang Mai. Stąd też zdecydowaliśmy się najpierw na lot do Chiang Rai z Bangkoku linią Nok Air, za który zapłaciliśmy 197 zł z bagażem rejestrowanym. Bilety kupowaliśmy z trzy miesięcznym wyprzedzeniem. Wszystko odbyło się zgodnie z planem – nie mamy większych zastrzeżeń zarówno do linii jak i samego lotu! 🙂

Chiang Rai – warto wiedzieć

Z lotniska Chiang Rai dojechaliśmy miejskim autobusem za 20 BTH do dworca głównego. Różowe autobusy łatwo znaleźć, a po wyjściu z lotniska naklejki informują nas, w którą stronę trzeba iść.

Na dworcu głównym, ku naszemu zadowoleniu, okazało się, że w końcu uruchomili tu przechowalnię bagaży!! We wszystkich wpisach jakie natrafiłam w Internecie, ludzie pisali, że zostawiali bagaże w pobliskich restauracjach za drobną opłatą. Teraz przechowalnia jest także na dworcu i kosztuje 20 BTH od bagażu.

Dojazd z Dworca Głównego do Białej Świątyni także kosztuje 20 BTH. Jest ona trochę oddalona od centrum, więc chcąc nie chcąc trzeba wydać te parę groszy na dojazd. Nieco lepiej jest w przypadku Niebieskiej Świątyni, która jest oddalona zaledwie 3 km od Dworca. Postanowiliśmy do niej dość na nogach w jedną stronę, ale z powrotem skorzystaliśmy już z aplikacji GRAB. To azjatycka wersja naszego UBERA, która (co jest bardzo przydatne) pokazuje ceny za przejazdy na danym odcinku. Czasami posiłkowaliśmy się nią, żeby zobaczyć jak kształtują się ceny na danej trasie, a potem próbowaliśmy jeszcze coś z miejscowymi wytargować. Jak się nie dało, albo nie było możliwości, to po prostu zamawialiśmy z aplikacji. ZŁOTA RADA: nie róbcie płatności online!! My tylko raz zrobiliśmy taką w Chiang Rai i Pan nie chciał nas wypuścić z auta. Twierdził, że on nie widzi tej płatności na koncie i mamy mu zapłacić. Tak więc zapłaciliśmy za przejazd podwójnie… Od tamtej pory, zawsze dawaliśmy gotówkę.

Chiang Rai – Chiang Mai 

Po przyjeździe do Chiang Rai jedną z pierwszych rzeczy jaką zrobiliśmy był zakup biletów autobusowych do Chiang Mai. Przed przyjazdem sprawdzałam w Internecie jak kształtują się ceny i o której mniej więcej odjeżdżają autobusy. Rozkład z neta pokrywał się mniej więcej z tym co powiedziała mi Pani w kasie, z tym że nie udało nam się dostać najtańszych biletów. Pani twierdziła, że już wszystkie były wyprzedane i został im jedynie autobus VIP, który oczywiście był znacznie droższy. Nie wiem ile w tym prawdy, że wszystkie tanie zostały wyprzedane, ale z braku laku kupiliśmy przejazd VIP za 280 BTH od osoby. Plus był taki, że rzeczywiście podjechał bardzo komfortowy autobus, w którym było tyle miejsca na nogi, że 4 godzinna podróż była naprawdę czystą przyjemnością!

Sira Boutique Hotel Chiang Mai

Do Chiang Mai dotarliśmy przed godziną 22. Niestety, okazało się, że miejsce w którym zatrzymują się autobusy jest jeszcze spory kawałek od centrum miasta. Zamówiliśmy Graba, ale tym razem ustawiliśmy już na płatność gotówką, a nie online. Dojazd do naszego hotelu kosztował nas 100 BTH.

W Sira Boutique Hotel spędziliśmy dwie noce, za które zapłaciliśmy 271 złotych. W cenie było też śniadanie w formie English Break fest. Pobyt na plus, mieliśmy bardzo przestronny pokój i zadbaną łazienkę. Jedynym mankamentem był brak windy, co szczególnie odczuliśmy przy wejściu po schodach z plecakami.

Air Asia – lot do Surat Thani

Jak już wiecie, naszym kolejnym przystankiem był Park Narodowy Khao Sok. Z Chiang Mai jest codziennie jeden lot o dość niefortunnej godzinie, bo w południe. Czyli ani nic nie dało się zrobić w Chiang Mai, ani w Kha Sok! 😀

W Internecie wyczytaliśmy, że do lotniska w Chiang Mai za 20 BTH jeździ autobus co 20 minut, który na dodatek ma przystanek tuż obok naszego hotelu. Podczas śniadania widzieliśmy nawet jak przemknął po ulicy, co oczywiście nas uszczęśliwiło, bo oznaczało to, że autobus kursuje. Szkoda tylko, że my staliśmy na przystanku ponad 40 minut i aż dwa kursy się nie pojawiły. Zrezygnowani złapaliśmy Song Taew – taksówka pick up, który za 40 BTH od osoby zawiózł nas na lotnisko.

Jeśli chodzi o lot Air Asia to odbył się on bez zarzutów. Wszystko na czas, wszystko zgodnie z planem. Za bilety, które kupowaliśmy w sierpniu zapłaciliśmy 375 zł z bagażem rejestrowanym

Dojazd z Surat Thani do Khao Sok

Dotarcie do Surat Thani to połowa sukcesu w drodze na Khao Sok. Park oddalony jest ponad godzinę jazdy z lotniska. Tuż po wyjściu z terminala jesteśmy atakowani przez milion pięćset sto dziewięćset Tajów, którzy oferują nam przejazd do Khao Sok. Jest ogromny chaos, pada milion ofert, a my czujemy się zagubieni. Chcieliśmy jechać autobusem, ale w sumie nikt nie wiedział, gdzie dokładnie był jego przystanek końcowy i o której będzie autobus. Zmęczeni tym całym zamieszaniem, wraz z inną parą z Polski, wzięliśmy taxówkę, która zawiozła nas pod sam hotel za 450 BTH od osoby. 

Bamboo Family Inn

W Khao Sok spędziliśmy w sumie 3 noce. To całkiem sporo, ale jeśli chcecie się wybrać na dwudniową wycieczkę nad jezioro Cheow Lan, to jest to konieczność. Zarezerwowaliśmy mało Instagramowy hotel Bamboo Family Inn, który kosztował nas 456 złotych za 3 noce. Zdecydowaliśmy się na ten obiekt, głównie ze względu na brak insektów. W większości drewnianych chatek często bywali nadprogramowi lokatorzy, z którym do czynienia miała między innymi moja koleżanka. Dwa razy musiała prosić o pomoc obsługę, żeby pozbyła się pająka giganta. W naszym hotelu takich przygód nie było, a dodatkowo jego właściciele byli niezwykle pomocni! Przede wszystkim, okazało się, że gość prowadzący hotel mieszkał przez kilka lat w Australii, dzięki czemu można było z nim spokojnie pogadać po angielsku. 🙂 

Dwudniowa wycieczka nad Jezioro Cheow Lan

W tym przypadku straciliśmy trochę pieniędzy, bo z jednego noclegu nie skorzystaliśmy, choć mieliśmy opłacony. Warto to przemyśleć, jeśli wybieracie się na taką dwudniową wycieczkę nad Cheow Lan. Część ludzi jechała nad jezioro z bagażem i zostawiali go w zorganizowanych przez operatora wycieczki miejscach, ale byli też tacy co jechali z całym dobytkiem do domków na wodzie. My, jak wiecie zostawiliśmy część bagaży w naszym hotelu Bamboo Family Inn.

W naszym hotelu zakupiliśmy też wspomnianą wyżej wycieczkę. Cena od osoby to 2500 BTH i obejmuje: przejazd łodzią do domków, obiad, wycieczkę do jaskini, kolacje, nocleg, poranną wycieczkę w poszukiwaniu zwierząt, śniadanie, kolejną wycieczkę po jeziorze i obiad. Warunki w domkach na jeziorze to bardzo niski standard, ale da się przeżyć. Warto mieć ze sobą więcej ręczników do położenia na łóżko, gdyż podobno pościel nie jest zmieniana! 😀 Tak wyczytaliśmy na forum i lekko uprzedzeni tym faktem, postanowiliśmy spać na ręcznikach. Oczywiście, potraktowaliśmy to jako pewnego rodzaju atrakcje, bo wszystko było w porządku – nic nas nie pogryzło, nie dostaliśmy żadnego uczulenia, a wycieczkę uważamy za przygodę życia! 🙂

Tak wyglądają domki na wodzie – Smiley House

Przejazd z Khao Sok na Koh Phi Phi

Powrót z Cheow Lan przypada na wczesne godziny popołudniowe. Niestety, dla nas to już za późno żeby jechać tego dnia na Koh Phi Phi, więc spędzamy leniwe popołudnie w barze. Pomaga nam w tym pogoda, która po raz pierwszy od naszego przyjazdu pokazała inne oblicze niż patelnia i ponad 30 stopni. Deszcz był tak gwałtowny, że aż musieliśmy się przesiąść w głąb baru, bo przy miejscach zewnętrznych ostro zacinało. 

Bilety na Koh Phi Phi kupiliśmy w naszym hotelu. Zapłaciliśmy 750 BTH od osoby. To najtańsza dostępna opcja, na którą składa się: dwugodzinny przejazd do Krabi (300 BTH), przejazd z dworca do portu (50 BTH) i dwugodzinna przeprawa promowa (300 BTH). Niestety, na taki przejazd trzeba liczyć prawie cały dzień. Pomimo, że wyruszyliśmy o 8:00 z Khao Sok, na Koh Phi Phi dotarliśmy dopiero ok. godziny 16:00.

Warto też dodać, że obecnie trzeba zapłacić 20 BTH za wjazd na wyspę. Jest to opłata turystyczna, która rzekomo ma być przeznaczona na walkę ze śmieciami

Phi Phi Sea and Hill Resort

Na Koh Phi Phi także spędziliśmy trzy noce. Jak to na wyspach bywa, wszystko było znacznie droższe niż to co do tej pory mieliśmy. Także ceny w hotelach były znacznie wyższe i pomimo takiego sobie hotelu w cale nie zapłaciliśmy mało. Zarezerwowaliśmy 3 noce za 587 zł w Phi Phi Sea and Hill ResortObiekt oddalony jest około 15-20 minut od portu i położony na sporym wzniesieniu. Jeśli zależy Wam na ciszy i spokoju, to jest to dobry wybór. Co do samego komfortu, to w tym przypadku stosunek jakości do ceny był najniższy. Pokoje były małe, ale wystarczające dla naszych potrzeb. Co ciekawe, w pokoju mieliśmy umywalkę, bo chyba nie zmieściła się w łazience. 😀 Minusem był też brak półek, więc jak ktoś chciałby się rozpakować, to nie było gdzie. W pokoju mieliśmy też dwa karaluchy, ale biorąc pod uwagę, że goniły po całej wyspie, to zakładam, iż w każdym hotelu można je spotkać! 😉

Całodniowy rejs wokół wyspy – Phi Phi Cabana Team

Po przybyciu na wyspę, rozpoczęliśmy polowanie na wycieczki. Od początku wiedzieliśmy, że chcemy popłynąć na całodniowy rejs wokół wyspy. Akurat ktoś na Facebookowej grupie Tajlandia FAQ (którą bardzo polecamy) wrzucił relacje z całodniowego rejsu, który kupił od pośrednika Phi Phi Cabana Team. Jego opis bardzo nam przypadł do gustu i sami skorzystaliśmy z oferty od tego pośrednika. Firma, która organizowała wycieczkę to Rose Hanna i jako jedyna miała w ofercie rejs od 10:00 do 19:00 za 1400 BTH. Mogę tylko powiedzieć, że były to jedne z najlepiej wydanych pieniędzy w Tajlandii i z chęcią popłynęlibyśmy nawet drugi raz! Szczegóły wycieczki znajdziecie we wpisie z Koh Phi Phi.  

Powrót na kontynent – Krabi

Na środę mieliśmy zaplanowany lot z Krabi do Bangkoku. W związku z tym, że miał on miejsce rano, przypłynęliśmy do Krabi ostatnim promem z Koh Phi Phi we wtorek. Koszt transferu to 350 BTH od osoby jeśli zdecydujecie się na wolną łódkę. Wolna łódka płynie około 2 godzin i śmiało możemy ją Wam polecić, jeśli nie chcecie niepotrzebnie wydawać pieniędzy. 

Po przyjeździe do Krabi, niczym chmara komarów rzucili się na nas operatorzy taksówek grupowych (mini busy do kilkunastu osób). Zanim jednak wpadliśmy w ich sidła, porównaliśmy ceny z GRABEM. Okazało się jednak, że oferowane na miejscu taxówki wyjdą nam znacznie taniej, więc zabraliśmy się z nimi. Transfer do naszego hotelu kosztował nas 300 BTH za dwie osoby.

Wanarom Residence Hotel Krabi

Ostatnią noc na południu Tajlandii spędziliśmy w nowiutkim Hotelu Wanarom Residence. Jeśli mamy porównać standard do ceny hotelu, to był to nasz najlepszy nocleg! Zapłaciliśmy raptem 136 zł za noc, a dostaliśmy nowiutki, duży pokój i elegancką łazienkę. Dokupiliśmy sobie jeszcze śniadanie za 150 BTH (bardzo dobre). Podejrzewam, że ta atrakcyjna cena wynika z położenia hotelu, wokół którego nic nie ma. Wybraliśmy go ze względu na fakt, że był on blisko lotniska, choć i tak musieliśmy jeszcze zapłacić 250 BTH za taksówkę. 

Thai Airways – lot do Bangkoku

Początkowo powrót do Bangkoku miał nam zapewnić Nok Air, ale niestety miesiąc wcześniej odwołali nam lot. Na szczęście wystarczyło dopłacić kilkadziesiąt złotych i zamiast Nok Air, polecieliśmy dla odmiany Thai Airways. Za bilet z bagażem rejestrowanym zapłaciliśmy 197 złotych. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu, na krótką godzinną trasę do Bangkoku, Thai podstawił wielki, 3-rzędowy samolot. Tego się kompletnie nie spodziewaliśmy, tym bardziej, że samolot był pełniusieńki! Dodam, że nie był to jedyny lot do Bangkoku tego dnia, więc tym większe było nasze zdziwienie. Na pokładzie otrzymaliśmy nielimitowane napoje oraz małą przekąskę. Wszystko było w porządku, choć był to jedyny lot, który miał godzinne opóźnienie.

Prime Hotel Central Station – Bangkok

Z lotniska do naszego hotelu dojechaliśmy metrem i pociągiem naziemnym (SkyTrain). Choć kosztowało nas to 140 BTH, to i tak może się okazać, że jest to najszybsza forma transportu. Bangkok to strasznie zakorkowane miasto i czasem komunikacja miejska jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem. 

Prime Hotel Central Station to obiekt, który także możemy polecić z ręką na sercu! Spędziliśmy tutaj dwie noce, za które zapłaciliśmy 462 zł. Warto jednak mieć na uwadze, żeby przy rezerwacji zaznaczyć, że chcecie dostać pokój z oknem, bo w przeciwnym razie możecie dostać klatkę! 🙂 A okno mieć warto, bo widoki z 9 piętra są naprawdę niezłe! Pokój, który dostaliśmy także spełnił nasze oczekiwania – duży, przestronny i ładnie urządzony. Do tego czysta i zadbana łazienka. Ogromny wybór na śniadaniu, a do tego drink powitalny!

Jako ciekawostkę dodam, że w Prime Hotel Central Station doświadczyliśmy trzęsienia ziemi, które miało miejsce podczas naszego pobytu w Bangkoku. Choć ziemia zatrzęsła się około 1000 km od Bangkoku o sile 6.4, to przez kilkanaście sekund odczuwalne było delikatne kołysanie. 😉

lebua at State Tower

W Bangkoku jedną noc spędziliśmy też w 5 gwiazdkowym hotelu lebua at State Tower, w którym nagrywali Kac Vegas! Chcieliśmy trochę zaszaleć i wyszło nam to całkiem nieźle, bo za nocleg w tym miejscu zapłaciliśmy 576 zł! Wiadomo, że cena w porównaniu do zachodnich hoteli nie jest jakaś kosmiczna, ale był to zdecydowanie nasz najdroższy hotel. Jak było? Fajnie, ale bez fajerwerków. Niby dostaliśmy upgrade i pokój na 25 piętrze, ale nie zachwyciliśmy się jakoś szczególnie. Nasz pokój był tak wielki, że spokojnie moglibyśmy mieć mieszkanie takiej wielkości. Mieliśmy dwa balkony, dwie sypialnie, dwie łazienki, dużą kuchnię i sporych rozmiarów salon. Spokojnie można było pobawić się w chowanego! 😀

Jakby tego było mało, w Skybarze na 65 piętrze wydaliśmy 270 złotych za dwie lampki wina. Przynajmniej dobre było, ale czy warte takich hajsów? 😀 Chyba nawet w Nowym Jorku płaciłam mniej za drinka w Skybarze. 

Niewątpliwe pobyt w 5 gwiazdkowym hotelu był dla nas nowym i niecodziennym wydarzeniem, ale czy wartym tych pieniędzy, to już chyba niekoniecznie. Prawda jest taka, że z całego pobytu najlepiej zapamiętamy wycieczki, a nie hotele w których spędziliśmy czasem tylko kilka godzin.

 

Wycieczka do Ayutthai

Będąc w Bangkoku jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę do Ayutthai. Najfajniejsze jest to, że najtańszy pociąg (3 klasa) do dawnej stolicy Tajlandii, kosztuje zaledwie 15 BTH w jedną stronę!! I wierzcie mi, ta 3 klasa to wcale nie takie zło ostateczne. Podróż trwa dwie godziny i na spokojnie idzie wytrzymać. Powietrze mieszają przymocowane do sufitu wiatraki i otwarte na oścież okna. Dla mnie nawet lepsze rozwiązanie niż wychłodzone do granic możliwości metro. Co jakiś czas przechodzą Tajowie, którzy oferują najróżniejsze przekąski (raczej nie skorzystaliśmy). Są też szybsze i znacznie droższe pociągi, ale czy warto z nich korzystać? Czy różnica jest aż tak znacząca? Tego nie wiemy, ale my z całą pewnością polecamy 3 klasą najwolniejszego pociągu!

Próbowałam znaleźć rozkład pociągów, ale bezskutecznie. Nam się poszczęściło, bo przyszliśmy na dworzec i było zaledwie 25 minut do odjazdu. Pociągi kursują dość często, więc nie powinniście zbyt długo czekać.

Ayutthaye można zwiedzać na dwa sposoby: tuk tukiem, albo rowerem. Ten pierwszy o tyle lepszy, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż zobaczycie znacznie więcej niż na rowerze, a przy tym nie zmęczycie się aż tak bardzo. Wyjdzie zapewne znacznie drożej niż wypożyczenie roweru (podobno 50 BTH), ale dużo będzie zależało od: tego co chcecie zobaczyć, ile Wam to zajmie czasu, jak dobrze potraficie się targować i jak uparty jest Wasz kierowca! My za 2 godziny zapłaciliśmy 570 BTH.

Pamiętajcie też, że za „ważniejsze” świątynie trzeba zapłacić 50 BTH za wstęp.

Dojazd na lotnisko

Pomimo zmęczenia, mojej choroby (tak, rozchorowałam się w trakcie pobytu) i dużej odległości, zdecydowaliśmy się na dojazd Skytrainem i metrem na lotnisko. Zajęło nam to ponad godzinę, ale ze względu na korki, obawialiśmy się, że taxówką możemy nie zdążyć. Startowaliśmy z okolicy hotelu lebua i przejazd kosztował nas ok 150 BTH.

Co przywieźć z Tajlandii?

Co przywieźć z Tajlandii to oczywiście temat rzeka, bo wiadomo, że każdy ma inny priorytety i lubi co innego. Mimo to, poruszamy tą kwestie, a raczej bardziej „chwalimy się” co my przywieźliśmy. Właściwie to postawiliśmy na same niezdrowe rzeczy, bo w głównej mierze to chipsy, słodycze i orzeszki! 😀 Oczywiście postawiliśmy na tajskie smaki, których raczej w Polsce i w Europie nie dostaniemy. Zakupy zrobiliśmy w pierwszym lepszym supermarkecie:

Jeśli tu dotarliście, to bardzo się cieszę! To już wszystko co dla Was przygotowałam! Mam nadzieję, że mój plan podróży choć w minimalnym stopniu przysłuży się do planowania Twojego wyjazdu! Baw się dobrze. 🙂

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz