Azja Chiang Rai Tajlandia

Biało-niebieskie Chiang Rai!

14 grudnia 2019
Dlaczego Chiang Rai?

Kiedy rozpoczęłam zabawę w planowanie wycieczki po Tajlandii, szybko zrozumiałam, że dwa tygodnie to co najmniej o dwa tygodnie razy kilka za mało. 😉 Niestety, na więcej nie mogliśmy sobie pozwolić, więc trzeba było to jakoś rozegrać. Przede wszystkim, chcieliśmy ugryźć zarówno Północ, jak i Południe Tajlandii. W tak krótkim czasie jaki mieliśmy do dyspozycji, to spore wyzwanie, ale nie niemożliwe do zrealizowania. Trzeba tylko sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie: Co MNIE/NAS interesuje i co JA/MY chcemy zobaczyć. Nas od samego początku fascynowała Wat Rong Khun, znana też jako Biała Świątynia. To dla niej przyjechaliśmy na Północ Tajlandii i na jeden dzień do Chiang Rai. Czy było warto? Oczywiście! To było tak naprawdę nasze pierwsze spotkanie z Azją, Tajlandią i buddyzmem w pełnej krasie. Jedynie czego żałujemy, to że nie zostaliśmy dzień dłużej żeby pojechać do górskich wiosek i zobaczyć pola ryżowe. Wierzę jednak, że to nic straconego i tylko kwestia czasu kiedy nadrobimy! 😉

Nok Air

Do Chiang Rai przylecieliśmy rano z Bangkoku. Wielu z Was pewnie zastanawia się teraz, czemu nie polecieliśmy najpierw do Chiang Mai. Otóż, wszystko ze względu na czas i koszty. Przejazd z Chiang Mai do Chiang Rai trwa aż 4 godziny, co daje w sumie 8 godzin w autobusie, jeśli zdecydowalibyśmy się na taką wycieczkę. Inną kwestią był też fakt, że naszym kolejnym przystankiem był Park Narodowy w Khao Sok, do którego można było dolecieć wyłącznie z Chiang Mai. Stąd też zdecydowaliśmy się najpierw na lot do Chiang Rai z Bangkoku linią Nok Air, za który zapłaciliśmy 197 zł z bagażem rejestrowanym. Bilety kupowaliśmy z trzy miesięcznym wyprzedzeniem. Wszystko odbyło się zgodnie z planem – nie mamy większych zastrzeżeń zarówno do linii jak i samego lotu! 🙂

Dojazd do centrum

Bagaże były szybciej na lotnisku niż my, co chyba zdarzyło nam się pierwszy raz. Przed przyjazdem dowiedzieliśmy się, że z lotniska kursuje różowy autobus za 20 THB do centrum miasta. Rzeczywiście, jak wyczytaliśmy, tak było. Po opuszczeniu hali, na słupach rozwieszone były naklejki, które pokazywały gdzie mamy się kierować. Od razu trafiliśmy do niewielkiego różowego autobusu, którym dojechaliśmy na dworzec w Chiang Rai. Nie pamiętam ile dokładnie jechaliśmy, ale minimum 30-40 minut na przejazd trzeba liczyć.

Przechowalnia bagaży

Nie mieliśmy hotelu w Chiang Rai, gdyż jeszcze tego samego dnia planowaliśmy pojechać do Chiang Mai. Nie uśmiechało nam się zwiedzać z takimi plecakami miasta, więc przed przyjazdem szukaliśmy w Internecie informacji czy w Chiang Rai jest jakaś przechowalnia. Niestety, na forum wyczytaliśmy, że bagaże zostawia się zazwyczaj w pobliskich restauracjach. Niektórzy w ramach wdzięczności przychodzą później do takiego lokalu na obiad, inni zostawiają jakieś drobne w ramach przysługi. Na szczęście, po przyjeździe okazało się, że jest przechowalnia, która zapewne musiała funkcjonować od niedawna. Udało nam się zostawić plecaki na cały dzień za 20 THB od sztuki.

Przejazd autobusem VIP do Chiang Mai

Zanim jeszcze ruszyliśmy na świątynny podbój, ustawiliśmy się w kolejce do kasy biletowej. Przed przyjazdem sprawdzałam w Internecie jak kształtują się ceny i o której mniej więcej odjeżdżają autobusy do Chiang Mai. Rozkład z neta pokrywał się mniej więcej z tym co powiedziała mi Pani w kasie, z tym że nie udało nam się dostać najtańszych biletów. Pani twierdziła, że już wszystkie były wyprzedane i został im jedynie autobus VIP, który oczywiście był znacznie droższy. Nie wiem ile w tym prawdy, że wszystkie tanie zostały wyprzedane, ale z braku laku kupiliśmy przejazd VIP za 280 THB od osoby. Plus był taki, że rzeczywiście podjechał bardzo komfortowy autobus, w którym było tyle miejsca na nogi, że 4 godzinna podróż była naprawdę czystą przyjemnością!

O Chiang Rai warto wiedzieć…

Że jest to najdalej wysunięte na północ Tajlandii duże miasto. Zamieszkuje je ok. 78 000 osób, co rzeczywiście odczuwa się po przyjeździe ze stolicy. Historia Chiang Rai sięga 1262 roku, kiedy to miasto zostało założone przez króla Phaya Megrai. Przez chwilę było nawet stolicą królestwa, ale jeszcze w tym samym wieku utraciło ten status na rzecz Chiang Mai. Na pocieszenie, dopiero na początku XX wieku, Chiang Rai stało się stolicą prowincji. Bujna historia miasta i położenie sprawiły, że Chiang Rai stało się wrotami do Złotego Trójkąta, czyli pogranicza tajlandzko-birmańsko-laotańskiego. Tereny te znane są na całym świecie ze względu na największy obszar produkcji i przemytu opium.

Wat Rong Khun (Biała Świątynia)

Biała Świątynia oddalona jest od Chiang Rai około 7 km. Nie ma zatem innej możliwości jak dojazd do miejsca Taxą lub Song Taew – taksówką pick up (chyba, że macie jakiś swój wynajęty pojazd). My decydujemy się na drugą opcję, która kosztuje nas 20 THB. Song Taew odjeżdżają z dworca i przejazd trwa około 20-30 minut.

O ile centrum Chiang Rai wydało nam się względnie ciche i spokojne, o tyle już okolice Wat Rong Khun były głośne i zatłoczone. Widać było, że zbliżamy się do słynnej atrakcji po ilości autokarów z wycieczkami. Wokół świątyni wyrosło już pełno restauracji i straganów z najróżniejszymi rzeczami. Jakby się jeszcze dobrze rozglądnąć, to pewnie jakieś hotele w pobliżu też są. No cóż, chodźmy kupić bilety!

Obecnie wejście do świątyni kosztuje 100 THB. Pamiętajcie o odpowiednim ubiorze, gdyż roznegliżowane osoby nie mają wstępu! 😉

Najdziwniejszy budynek na świecie?

Nie sposób uwierzyć, że Wat Rong Khun to świątynia współczesna. Jej budowa rozpoczęła się w 1997 roku i prawdopodobnie będzie trwała do ok. 2070 roku. Tak naprawdę, dopiero jej detale po zobaczeniu z bliska zdradzają jej młody wiek. Świątynia jest realizacją tajlandzkiego artysty Khun Chalermchai Kositpipat, który finansuje ze środków własnych jej budowę.

Z daleka świątynia wygląda niewinnie, ale im bliżej podchodzimy, tym większe ogarnia nas zdziwienie. Okazuje się, że te misternie wykonane elementy, to ludzkie dłonie, dziwne stwory, zdeformowane czaszki itp. Są one uosobieniem chciwości, z którą człowiek mierzy się każdego dnia, a musi pokonać by osiągnąć równowagę. Biały kolor świątyni, także nie jest przypadkowy. Ma on symbolizować czystość Buddy. Ponadto, Kositpipat uważa że złoto, którego jest pełno w innych świątyniach, jest kolorem dla ludzi, którzy nie opierają się złym uczynkom.

Wnętrze świątyni nie jest imponujące, ale na pewno zaskakujące. Jego ściany pokryte się współczesnymi ikonami popkultury. Wśród nich Michael Jackson, Potwór z Obcego, Spiderman, a nawet WTC (niestety w środku nie można robić zdjęć). Można zatem śmiało stwierdzić, że jest to bardziej Galeria Sztuki Współczesnej niż buddyjska świątynia.

Mimo to, największe wrażenie robią detale i wykończenia. Niezwykłe są też srebrne elementy, dzięki którym świątynia błyszczy kiedy padają na nią promienie słońca. Niektórzy zarzucają jej kiczowatość, ale moim zdaniem to krzywdzące stwierdzenie. W obecnych czasach tego typu przedsięwzięcia są mało opłacalne i czasochłonne, stąd też uważam, że trzeba je doceniać jeśli się pojawiają. Prawdą jest, że Biała Świątynia staje się azjatycką Sagradą, co nie zmienia faktu, że obydwie budowle są piękne i wywarły na nas ogromne wrażenie.

Listki modlitewne. Można zakupić na terenie świątyni.
Jednak trochę złota też tu jest! 😉

Co ciekawe, w pobliskim złotym budynku, który wygląda równie imponująco, jest toaleta. Brzmi jak niezły dowcip, ale zamysł artysty nie jest tutaj przypadkowy. Ja już swoją interpretacje tego miejsca mam, ale Wam pozostawię w tej kwestii otwarty umysł. 😉 Oczywiście, z toalety skorzystaliśmy. Nie na co dzień w końcu widzi się takie wychodki!

Zagadką pozostaje druga złota świątynia. Ciężko mi dotrzeć do jakichkolwiek informacji na jej temat. Nie wiem też jak się nazywa. Może ktoś pomoże? 😉

Nasz pierwszy Pad Thai!

Na zwiedzanie kompleksu trzeba przeznaczyć minimum 2-3 godzinki. Szczególnie jeśli tak jak my, zamierzacie wszystko fotografować. Po opuszczeniu świątyni, głód dał nam o sobie znać, więc szybko zasiedliśmy w pobliskiej knajpce. Był to tak naprawdę nasz pierwszy dzień w Tajlandii, więc oczywiście na stół wjechał Pad Thai. Ja, po tych 2 tygodniach w Tajlandii, mogę Wam już śmiało napisać, że właśnie w Chiang Rai zjadłam najlepszego Pad Thai. Co ciekawe, Darek, pomimo że miał dokładnie tego samego Pad Thai, ocenił go tylko przyzwoicie. 😀

Po obiedzie wróciliśmy do centrum Chiang Rai Song Taewem za 20 THB.

Wat Rong Seua Ten (Niebieska Świątynia)

Naszym kolejnym celem w Chiang Rai była Niebieska Świątynia. Google Maps pokazywało nam, że jest ona oddalona ok. 3 km od Dworca. Postanowiliśmy, że przejdziemy się do niej na nogach, a wrócimy już Taxą czy Tuk Tukiem. Podczas tego spaceru chcieliśmy lepiej zapoznać się z miastem, które nie zrobiło na nas dobrego wrażenia. Wkrótce też przekonaliśmy się, że w większości miast ładnymi budynkami są wyłącznie świątynie.

Zazwyczaj 3 km nie są dla nas sporym wyzwaniem, ale szybko też nauczyliśmy się, że w Tajlandii człowiek łatwiej się męczy. Zanim zaczęliśmy zwiedzać świątynie, wstąpiliśmy do pobliskiego baru, żeby się nieco schłodzić.

Wat Rong Seua Ten tak naprawdę nie oznacza Niebieskiej Świątyni, ale Tańczącego Tygrysa. To dość zaskakujące, gdyż głównym motywem są tutaj smoki. Zdecydowanie bardziej adekwatną nazwą jest Niebieska Świątynia, w której rzeczywiście dominującym kolorem jest niebieski. Zakończenie budowy miało miejsce w 2016 roku, dzięki czemu jej kolory są wciąż żywe, a detale pozostają nienaruszone. Wejścia do świątyni strzegą smoki, które przywodzą na myśl Chiny. Nie jest to typowa tajska świątynia, jakie widzieliśmy później w Chiang Mai czy Bangkoku. W jej wnętrzu znajduje się posąg perłowego Buddy (choć Budda jest zazwyczaj złoty), który na tle niebieskich ścian wygląda niesamowicie.

Niesamowita!!

Niebieska Świątynia wywarła na nas ogromne wrażenie. Jej niesamowity kolor zapada w pamięć tak głęboko, jak głęboki jest jej niebieski odcień. Niezwykłe, smocze detale sprawiają, że trudno oderwać od niej wzrok i pomimo, że kompleks nie jest duży, to warto poświęcić mu co najmniej godzinę uwagi.

Wejście na teren świątyni jest darmowe, ale nie zdziwię się jeśli wkrótce pod postem pojawią się komentarze, że ta informacja jest już nieaktualna. Jest to nowa atrakcja i wciąż nie wszyscy turyści przyjeżdżający do Chiang Rai o niej wiedzą (co z resztą widać). Jest tu znacznie mniej ludzi, niż we wspomnianej wyżej Białej Świątyni. Nie oznacza to jednak, że Wat Rong Seua Ten jest mniej ciekawa, bo szczerze powiedziawszy podobała mi się bardziej niż Wat Rong Khun.

Nasz pierwszy i ostatni nieudany przejazd GRABEM

Po zrobieniu masy zdjęć (ciężko było mi wybrać na bloga najlepsze) i obejściu świątyni wzdłuż, i wszerz postanowiliśmy wrócić na dworzec. Przejazd Tuk Tukiem wydał nam się za drogi w stosunku do odległości, a Panowie nie skorzy byli do targowania się. Doskonale wiedzieli, że w pobliżu nie jeżdżą żadne autobusy, więc niezmotoryzowani turyści tak czy siak będą zmuszeni do skorzystania z ich usług. Na szczęście można jeszcze zamówić GRABA, którego cena była znacznie niższa. Niestety, z 60 THB zrobiło się 120 THB, bo zrobiliśmy płatność online, a kierowca twierdził, że on żadnych hajsów nie dostał. Pomimo dyskusji, ustąpiliśmy w końcu i daliśmy mu gotówkę. Być może źle zrobiliśmy, że ugięliśmy się, ale już i tak czasu nie cofniemy, a umówmy się – jeszcze majątku nie straciliśmy. Po tej przygodzie za przejazdy GRABEM płaciliśmy już tylko gotówką, co jest bezpieczniejszym rozwiązaniem. Niektórzy zarzucają mi, że źle robię radząc ludziom płatność gotówką, bo nie rzadko jest ona droższa od płatności online. No cóż, nigdy w pełni nikogo nie zadowolimy, takie są nasze doświadczenia, a każdy i tak zrobi jak chce. Poza tym, wielokrotnie korzystaliśmy jeszcze potem z GRABA i nigdy nie mieliśmy żadnej promocji czy zniżki na płatności online. Czemu więc mieliśmy ryzykować? 😉

Podsumowując:

Chiang Rai było wspaniałą przygodą, a tutejsze świątynie wyjątkowe. Nie widzieliśmy już niczego podobnego, więc tym bardziej nie żałujemy, że tu przyjechaliśmy. Niedosyt pozostaje, ale nie ze względu na miasto, a jego okolice. Lokalne biura organizują wycieczki, dzięki którym można zobaczyć jak wygląda życie górskich plemion. Niezwykłe są też zdjęcia z miejsca, w którym stykają się granice Tajlandii, Birmy i Laosu. Jeśli chcecie o nich poczytać, to zapraszam na bloga Kuuk&Travel.

Jeśli natomiast ciekawi Was jak zorganizowaliśmy sobie całą wycieczkę po Tajlandii, to klikajcie w poniższe linki:

Plan podróży

Chiang Mai

Khao Sok

Koh Phi Phi

Ayutthaya

Tymczasem z Chiang Rai to już wszystko. Mam nadzieję, że mimo krótkiego pobytu znajdziecie tu wartościowe dla Was informacje oraz inspiracje do wyjazdu!

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz