Europa Grecja Korfu

Październikowe Korfu – pogoda, ceny i inne porady

13 października 2019
Grecja poza sezonem

Początkowo, 2019 rok zapowiadał się bez greckich planów. Może zabrzmi to śmiesznie, ale trochę mnie to martwiło, że Grecja nie znalazła się w naszym podróżniczym kalendarzu. Odkąd pierwszy raz odwiedziłam ten kraj w 2017 roku, pokochałam go tak bardzo, że zapragnęłam tu być każdego roku, choćby przez jeden dzień! Dla chcącego nic trudnego, bo w październiku udało się wygospodarować kilka dni wolnego i znaleźć przyzwoite czartery na jedną z wysp, na której jeszcze nie byliśmy! Choć Korfu jest najdalej wysuniętą na północ grecką wyspą, która tym samym powinna być najchłodniejsza o tej porze roku, to i tak zaskoczyła nas bardzo pozytywnie. Jak było? Ile kosztuje Korfu poza sezonem? Jak zorganizować kilkudniowy wypad na wyspę? Czy to ma jeszcze sens o tej porze roku? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedzi w tym tekście! Zapraszam na Październikowe Korfu! 🙂

Loty

Ostatnio sezon wakacyjny znacznie się wydłużył. Co to oznacza? Wyższe ceny wycieczek, nawet w takich miesiącach jak wrzesień! Z przerażeniem obserwowaliśmy jak wrześniowe wyjazdy, nawet na dzień przed wylotem były stosunkowo drogie. Nasz mankament był taki, że mieliśmy sprecyzowany urlop: od 02.10 do 06.10. Jak widzicie, to raptem 5 dni, co wcale nie sprzyjało lepszym cenom od tygodniowych wakacji. Było wręcz przeciwnie, bo wybór był ograniczony, a ceny takie jak za co najmniej tygodniowe wakacje. W grę wchodziły takie kierunki jak Turcja, Malta, Majorka, bądź Kreta. Tak naprawdę z góry skreślona była tylko Kreta, na której przecież byliśmy w zeszłym roku. 

Na szczęście Darkowi udało się też znaleźć czartery Smartwings z Warszawy na Korfu, które idealnie wpisywały się w nasz urlop. Wylot w środę o godzinie 6;25 i powrót w sobotę o 17:00. Niestety, nie było możliwości powrotu w niedzielę, ale tak bardzo napaliliśmy się na to Korfu, że chyba już nie było odwrotu. Barierą była tylko zaporowa cena 800 zł. Na szczęście, na dwa dni przed wylotem udało nam się kupić bilety za 460 zł. Cena obejmowała także bagaż rejestrowany. Nie udało nam się kupić całej oferty z hotelem i transferami. 

Dojazd na lotnisko

Ze względu na wczesną porę wylotu, zdecydowaliśmy się przyjechać na lotnisko samochodem i zostawić go na jednym z parkingów. Miejsce zarezerwowaliśmy za pośrednictwem tej strony. a koszt jaki ponieśliśmy to 84 złote. Po przyjeździe na parking czekamy aż zbierze się kilka osób, a następnie bus zawozi nas na lotnisko. Trzeba mieć na uwadze, że całość trwa około 30 minut, więc warto zarezerwować dodatkowy czas na takie kwestie.

Na lotnisku byliśmy około 1 godzinę i 15 minut przed odlotem. Nie planowaliśmy tego, bo to trochę ryzykowny czas, ale tak wyszło! Po przyjeździe przeżyliśmy mały zawał, bo na tablicy odlotów widniał napis Corfu Cancelled. Ja miałam już łzy w oczach, a Daro pocieszał mnie, że najwyżej pojedziemy na Mazury. 😀 Nie, żebym miała Mazury za gorsze, ale wiecie – byłam już nastawiona na greckie ciepełko. Udaliśmy się pośpiesznie do Itaki, za pośrednictwem której kupowaliśmy loty. Szybko się okazało, że to jakiś dziwny błąd pojawił się na tablicy i lot odbędzie się zgodnie z rozkładem. Jak powiedzieli, tak było. Na Korfu dolecieliśmy bez opóźnień.

Wynajem Samochodu

Po przylocie na Korfu, czekał na nas samochód, który wynajęliśmy od lokalnej wypożyczalni za pośrednictwem tej strony. Wynajem auta najniższej klasy (biały Fiat Panda) na 4 dni kosztował nas 66 euro. Przejechaliśmy w sumie ok. 230 km. Benzyna wyniosła nas 39 euro, ale niestety podczas drugiego tankowania wzięliśmy trochę za dużo. Inną kwestią są też wysokie ceny paliw. Podobnie jak na Krecie w 2018 roku, tak i na Korfu ceny wahały się pomiędzy 1.64 a 1.66 euro za litr. Nie było reguły, gdzie było taniej. Te wyższe jak i niższe ceny spotykaliśmy zarówno w stolicy wyspy jak i w kurortach. 

Warto też wspomnieć o jakości dróg na Korfu. Większość z nich to stary, dziurawy asfalt, na którym ledwo co mieściło się jedno auto. Tylko w okolicy stolicy wyspy wyglądało to jako tako. Reszta wyspy to kręte, wąskie drogi, które u początkowych kierowców mogą wywołać traumę! 🙂 Mimo to, większość aut, które będziecie mijać są z wypożyczalni, bo Korfu bez auta nie da się zobaczyć.

Nasza Panda

Hotel Athina

Wybór hotelu na dwa dni przed przylotem nie był taki łatwy. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, a już zwłaszcza kobieca część bloga, która na dzień przed wyjazdem była jeszcze na paznokciach i u fryzjera! Stąd wybór hotelu spadł wyłącznie na Darka, z czego wywiązał się znakomicie!

Największe atrakcje wyspy znajdują się w jej północnej części, stąd też szukaliśmy hotelu w tej części Korfu. Trafiliśmy na sympatyczny obiekt – Hotel Athina w Agios Stefanos, który wydał nam się bardzo atrakcyjny. Za cztery noclegi ze śniadaniem zapłaciliśmy 645 złotych. Zarezerwowaliśmy pokój z widokiem na taras, który był nieco tańszy, ale po przyjeździe spotkała nas bardzo miła niespodzianka! Dostaliśmy upgrade na pokój z widokiem na morze, co było fantastyczne! Pobliska plaża była niezwykle szeroka i głęboko wcięta w ląd, a jakby tego było mało, to właśnie z tej strony zachodziło słońce. Czego chcieć więcej? 🙂

Widok na nasz hotel z drona

Widok na plażę z drona

Widok na naszą plażę z pobliskiego wzgórza

Październikowe Korfu – pogoda
  • Słońce

O ile październikowy Zakynthos wyszedł nam bez zarzutów, o tyle już październikowe Korfu okazało się bardziej kapryśne. Pierwszego dnia przywitała nas pełnia lata! Kolejny dzień z życia plażowicza – ciepła woda, mocne słońce i 28 stopni, a do tego względnie mniej ludzi. Na zwiedzanie nawet trochę za ciepło, ale nie narzekaliśmy!

  • Burza

Niestety, jeszcze tego samego dnia wiedzieliśmy już, że następny dzień nie będzie taki sam. Niebo zaciągnęło się chmurami, a zamiast błyszczących gwiazd, błyskało się całe niebo. I tak właściwie było całą noc, aż do rana gdzie przywitał nas grad i pioruny. Burza trwała trzy godziny – pierwszy raz widziałam tak długie i intensywne zjawisko. Dopiero koło godziny 13 uspokoiło się na zewnątrz, co natychmiast wykorzystaliśmy. Udało nam się trochę pozwiedzać, ale około godziny 17 nastąpiła powtórka z rozrywki. Tym razem było nieco krócej i jeszcze udało nam się zobaczyć jedno miejsce. Niestety, po tak burzowym dniu na całej wyspie padło zasilanie. W hotelach działały agregaty, ale i tak nie było Wi-Fi czy ciepłej wody. Na drugi dzień nie działały też terminale płatnicze. 

  • Wichura

Trzeci dzień rozpoczął się pochmurnie, ale w miarę stabilnie. Pomimo burz, temperatura wciąż była przyjemna. Ciągle było ponad 23 stopnie, co może na plażowanie trochę za mało, ale na zwiedzanie w sam raz. Choć nie brakowało chętnych do kąpieli w morzu, nawet przy takiej pogodzie! Tego dnia zwiedzaliśmy stolicę wyspy, a kiedy dojechaliśmy do naszego hotelu tuż po zachodzie słońca, zastała nas ogromna wichura. Wiało tak potwornie, że zrezygnowaliśmy z wyjścia do baru i zostaliśmy w hotelu. Miejscowi nie przejmowali się zbytnio tym zjawiskiem. Bardziej przerażają ich gwałtowne burze, niż tak silne wiatry.

Co ciekawe, po naszym wyjeździe zapowiadał się bardzo ciepły i słoneczny tydzień z temperaturą 28 stopni. Jak widać, październikowe Korfu lubi już zaskakiwać.

Burza na horyzoncie!!

Ceny w tawernach/barach

O ile ceny hoteli w tym okresie nieco spadają, o tyle już ceny w barach i tawernach pozostają przez cały rok takie same. Październikowe Korfu w tej kwestii nie jest tańsze. Stołowaliśmy się w różnych miejscach i zazwyczaj były to miejsca polecane przez użytkowników TripAdvisora. Ceny na wyspie są podobne – nie ma zróżnicowania na kurorty i miejsca będące bardziej na uboczu.

Najtańszym daniem są souvlaki, które w zestawie z frytkami, pitą i tzatzikami można już kupić za 7 euro. W podobnej cenie jest przepyszna sałatka grecka. Danie z owocami morza (np. ośmiornica) kosztuje w granicach 13-15 euro. Drinki to wydatek 5-7 euro, a nieco tańsza jest lampka wina (już od 3,5 euro). Frappe, czyli orzeźwiająca kawa na zimno kosztuje około 4 euro. Stosunkowo drogie są desery, które nie rzadko kosztują tyle co souvlaki w zestawie. Dokładne adresy miejsc, w których się stołowaliśmy znajdziecie we wpisie Co warto zobaczyć na Korfu, który niebawem powstanie.

Pamiątki

Kulinarnym symbolem wyspy jest Kumkwat. To niewielki cytrusowy owoc, który nazywany jest złotą pomarańczą. Sprowadzili go tu Brytyjczycy w XIII wieku prosto z Chin. Kto by się spodziewał, że stanie się on symbolem wyspy. Na greckich straganach sprzedawany się pod najróżniejszymi postaciami. My skusiliśmy się na likier i galaretki, ale nie brak też suszonych owoców, czy marmolady. Jeśli ktoś chce spróbować jak smakuje wyspa, to wyroby z kumkwatu będą super pamiątką!

Z bardziej materialnych rzeczy, na naszej lodówce zagościł kolejny magnes. Ich ceny zaczynają się już od 1,5 euro. To jedyna tego typu pamiątka jaką przywieźliśmy z wyspy.

To już wszystko co dla Was przygotowaliśmy. Mam nadzieję, że ten wpis okażę się dla Was pomocny podczas organizacji podróży na królową Wysp Jońskich. Pamiętajcie jednak, że październikowe Korfu to już niezbyt stabilny okres. Wciąż jest spora szansa na plażowanie i ciepłe morze, ale tak jak w naszym przypadku może się też okazać, że wyspa będzie się nadawać wyłącznie do zwiedzania. Dla nas nie był to problem, bo to był nasz główny cel, ale wiem, że nie wszystkim to odpowiada. Jeśli zależy Wam na wyższych temperaturach, to pamiętajcie, że im dalej na południowy wschód, tym cieplej! 🙂

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! 

Brak komentarzy

Zostaw komentarz