Europa Positano Włochy

Positano – włoski raj czy piekło?

20 czerwca 2019
Włoska wersja Santorini (albo Santorini to grecka wersja Positano)

Choć liczy zaledwie 4 tysiące mieszkańców, znane jest na całym świecie! Dla wielu to obowiązkowy punkt do zameldowania się w Mediach Społecznościowych, dla innych spełnienie podróżniczych marzeń, a dla nielicznych po prostu luksusowe wakacje na prawdopodobnie najpiękniejszym wybrzeżu we Włoszech. Dla nas Positano było obowiązkowym punktem do zobaczenia w Campani. Można więc powiedzieć, że zaliczamy się do drugiej grupy podróżników, ale w pierwszej też nas nie zabrakło. Pod względem położenia i zabudowy, miasteczko przypominało nam grecką wizytówkę – Santorini. Choć to zupełnie odmienne miejsca, nie sposób dostrzec w nich pewnych podobieństw. Z tym, że na Santorini chętnie jeszcze byśmy wrócili, a do Positano już niekoniecznie. Jasne, bardzo się cieszymy, że mieliśmy okazję zobaczyć tą część wybrzeża, ale tyle nam chyba wystarczy. Pozwólcie, że opowiemy Wam o tym z naszego punktu widzenia! 🙂

Gdzie spać?

Nasza podróż rozpoczyna się w Neapolu, do którego przylecieliśmy Easy Jetem z Krakowa. Następnie wsiedliśmy do pociągu Circumvesuviana, którym dojechaliśmy do Sorrento. Sorrento było naszą bazą wypadową. Niestety, noclegi na Wybrzeżu Amalfi nie należą do najtańszych i ciężko o tanie miejscówki. Nawet nasze Sorrento nie było aż tak tanie, jakbyśmy sobie tego życzyli.

Jak się dostać do Positano?

Z Sorrento mniej więcej co 30 minut odjeżdża autobus, który docelowo jedzie do Amalfi. Po drodze ma mnóstwo przystanków, z czego większość jest na żądanie. Warto też dać znać wcześniej kierowcy dokąd jedziemy, bo nie raz byliśmy świadkami jak zirytowani pasażerowie wciskali przycisk stop bez skutku. Podróż do Positano trwa godzinę i w tym przypadku polecam Wam udać się na przystanek początkowy. Nawet w maju, kiedy autobus zgarniał nas z dalszych przystanków zdarzało się, że musieliśmy całą godzinę stać. To naprawdę niefajna sprawa, zwłaszcza, że droga też nie jest przyjemna. Choć widoki zapierają dech w piersiach, to dla kierowców to prawdziwy koszmar. Drogi są tak wąskie, że na zakręcie nawet osobówki mają problem żeby się zmieścić. Dlatego odradzamy Wam wypożyczanie auta, bo nie dość, że droga ciężka, to jeszcze problem z parkowaniem. Bilety w zależności od trasy kosztują 3 – 4 euro w jedną stronę. Jeśli planujecie dużo przesiadek, polecam zaopatrzyć się w bilet 24 godzinny za 10 euro. Szczegóły znajdziecie tutaj.

A takie widoki towarzyszą po drodze 🙂
W Positano nie ma co zwiedzać, to po prostu trzeba zobaczyć!

Positano to jedno z tych pocztówkowych miasteczek, które zamiast zabytków, oferuje wspaniałe widoki. Główną rolę odgrywają tutaj kolorowe domki, które nierzadko służą jako luksusowe hotele i wille oraz otaczające je turkusowe morze. Tarasowe ukształtowanie miasta dodaje niepowtarzalnego uroku, w którym tak bardzo zakochał się świat. Zanim zejdziecie na plaże, polecam obejść miasto w poszukiwaniu najlepszych widoków!

Pierwszym z nich jest widok na miasto od strony wschodniej (od strony Amalfi). Tutaj też znajduje się przystanek autobusowy, więc jeśli przyjedziecie tu autobusem, to i tak jesteście skazani na tą trasę!

Zdecydowanie bardziej przypadł nam jednak widok od strony zachodniej (Sorrento). Tutaj także znajduje się przystanek autobusowy, na którym polecam wysiąść. Zupełnie inny widok na miasto i zdecydowanie mniej ludzi.

Plaża

Muszę przyznać, że do plaży w Positano mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony roztaczają się z niej fantastyczne widoki – jak widać Positano z każdej strony piękne – z drugiej zaś nie ma tu zbyt dużo miejsca, a plaża to szara kupa żwiru i kamieni. Oczywiście ma to swoje plusy (przy kamienistych plażach zazwyczaj morze jest bardziej przejrzyste) i minusy (ale kamienie są takie niewygodne i nie prezentują się tak dobrze jak piasek). 😀 Na kąpiel tego dnia było zdecydowanie za zimno, więc w tej kwestii się nie wypowiem. Napiszę Wam tylko tyle, że nie chciałabym tu być w okresie wakacyjnym bo skoro na początku maja, przy niezbyt dobrej pogodzie jest tu tak tłoczno (może nie na plaży, ale w samym miasteczku), to ja naprawdę nie chciałabym tu być w szczycie sezonu.

Obiad? Byle nie w Positano!

Akurat tak się złożyło, że po wyczerpującym spacerze na Ścieżce Bogów wylądowaliśmy w Positano – nie dość, że okrutnie zmęczeni to jeszcze strasznie głodni! Znalezienie lokum z przystępnym cenowo jedzeniem graniczyło z cudem. Zdecydowaliśmy się w końcu na obiad w Restaurant L’Incanto. Zamówiliśmy dwie Margherity i dwa Aperole. Niby nic wykwintnego, a kosztowało nas to 45 euro…

No to raj czy piekło?

Pomimo wielu wspaniałych, pocztówkowych widoków Positano nie zrobiło na nas aż tak dużego wrażenia jak to sobie na początku wyobrażaliśmy. Przede wszystkim to zniesmaczyły nas tłumy ludzi. Jak widać, nawet początek maja nie był aż tak dobrym okresem do zwiedzania tych terenów jak wstępnie zakładaliśmy. Nie mówię tu tylko o tłumach w mieście, ale także o mocno natężonym ruchu na drodze. Korki przed południem to tutaj norma, o której wcześniej nie wiedzieliśmy.

Drugą kwestią są ceny. Dla przeciętnego podróżnika potwornie wygórowane. Z drugiej strony doceniam dużą ilość lokalnych/regionalnych butików, sprzedających nie tylko pamiątki, ale także ubrania, biżuterie czy ceramikę (pomijam już kwestię, że na większość z nich mało kogo stać). Pomimo dużej ilości turystów z Azji, nie ma tu zbyt wiele chińskich pamiątek, ale jeśli ktoś ma ochotę na Suschi lub jakieś chińskie makarony, to takowe się i tu znajdą!

Bardzo chciałam zobaczyć Positano i ogromnie się cieszę, że mi się to udało. Jednak, nie mam tak, że „WOW! Kurczę, chciałabym tu wrócić„. To zbyt małe miejsce na takie ilości turystów. Zwłaszcza, że byliśmy tu na początku maja! Naprawdę nie spodziewałam się, że będę stała w kolejce, żeby wsiąść do autobusu (tak, też nam się zdarzyło czekać godzinę do autobusu, bo do pierwszego się nie zmieściliśmy). Niestety, ale tak wygląda drugie oblicze masowej turystyki w tak popularnych miejscach jakim są zresztą w gruncie rzeczy całe Włochy.

Zapraszam też na pozostałe wpisy z Amalfi: Sorrento, Amalfi, Sentiero Degli Dei, Ravello i co warto zobaczyć na Wybrzeżu Amalfitańskim.

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na Facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz