Europa Grecja Hydra

Hydra – najpiękniejsza wyspa (zatoki Sarońskiej)

6 stycznia 2019
Oaza spokoju

Kilkanaście kilometrów na południe od Półwyspu Argolidzkiego, ok. 2 godzin drogi morskiej od Aten, znajduje się prawdopodobnie najpiękniejsza wyspa zatoki Sarońskiej – Hydra. Choć my 100% pewności nie mamy, że jest to najpiękniejsza wyspa regionu (bo pozostałych nie widzieliśmy), ale to właśnie sami Grecy tak o niej mówią. Pozostaje nam na razie przytaknąć temu werdyktowi z nadzieją, że niebawem będziemy mogli go zweryfikować odwiedzając pobliskie wyspy. Trudno uwierzyć, że tą liczącą obecnie 3 tys. mieszkańców wyspę, w XIX wieku zamieszkiwało aż 20 tys. osób. Z tętniącej życiem potęgi gospodarczej niewiele dziś pozostało. Hydra stała się oazą spokoju – ucieczką od miejskiego zgiełku i masowej turystyki. W pewnym momencie zapomniano o niej, ale w 2 połowie XX wieku, za sprawą celebrytów znów stało się o niej głośno. Jednak Grecy nie pozwolili zrobić z niej wielkiego kurortu, dzięki czemu Hydra zachowała swój niepowtarzalny charakter.

Jak dostać się na Hydrę?

Hydra nie posiada lotniska, stąd jedyną drogą jest przeprawa promowa. My odwiedziliśmy Hydrę w ramach przedłużonego weekendu w Atenach. Kupiliśmy bilety na prom w kasie w porcie Pireus. Była druga połowa grudnia, dlatego o kolejkach nie było mowy! Cena biletów w dwie strony wyniosła nas 56 euro. Na wyspie mieliśmy ok. 4 godzin. Tutaj możecie sobie sprawdzić rozkład promów oraz aktualne ceny.

Czy to naprawdę Grecja?

Po deszczowym dniu w Atenach, drugi dzień rozpoczął się równie ponuro pochmurnie. Na szczęście, tuż przed wpłynięciem do portu, zza kotłujących się wciąż obłoków wyłoniło ciepłe słońce. Tak ciepłe, że aż chceliśmy ściągnąć swoje swetry, ale do plecaka zmieściły nam się tylko kurtki. Jest pierwsza połowa grudnia, a Sarońska wyspa zdaje się tym zupełnie nie przejmować! Termometry przekraczają 20 stopni w słońcu, wzgórza pokryte są soczystą zielenią, a niektóre kwiaty i drzewa nawet kwitną! W końcu mamy do czynienia z tą prawdziwą, sielankową Grecją! Ze względu na niski sezon, pierwszy raz widzimy przewagę mieszkańców nad turystami. Lokalsi zaczepiają nas jak swoich, dostrzegając w nas ludzi, a nie chodzący worek pieniędzy. W końcu możemy z nimi pogadać o tym jak się im żyje na wyspie, a nie tylko targować ceny chińskich pamiątek. Wypływający z portu rybacy machają nam ręką na pożegnanie w przyjacielskim geście. Być może zachwycam się prostotą, czymś co powinno być na porządku dziennym, ale w świecie masowej turystyki coraz rzadziej o takie gesty. Zwłaszcza w Europie.

Jak tam Twój mustang?

Czy wiecie, że są jeszcze miejsca w Europie, w których nie ma samochodów, motorów, ani nawet rowerów? Na takie ograniczenia zdecydowała się właśnie Hydra, która jest wyspą chronioną! W celach transportowych wciąż używa się tutaj zwierząt jucznych, tj. konie czy osiołki. W porcie głównym, niczym samochody stoją zaparkowane osiołki, które oferują nie tylko pomoc w dotarciu do pensjonatu, ale także zwiedzanie wyspy na ich grzbiecie. Osobiście nie przekonuje nas taka atrakcja – wolimy sami dojść do wyznaczonego celu, nawet z bagażami pod ręką! Z drugiej strony, nie widzę nic złego w wykorzystaniu osłów do pomagania mieszkańcom w dostarczeniu zaopatrzenia na wyspie. Dlatego pamiętajcie, że jeśli zdecydujecie się na zwiedzanie Hydry, to w głównej mierze musicie liczyć na własne nogi!

Hydra znów bryluje

Na początku XX wieku świat zapomniał o Hydrze przez niemal 60 lat. Dopiero w latach 60-tych pojawili się tutaj artyści, malarze i pisarze, którzy okrzyknęli Hydrę grecką odpowiedzią na francuskie Saint Tropez. To właśnie oni skutecznie wypromowali wyspę na nowo, która stała się turystycznym celem nawet największych gwiazd! Słynny kanadyjski piosenkarz Leonard Cohen stworzył tu większość swoich utworów, a w końcu nawet zdecydował się na zakup domu.

Port

Trudno uwierzyć, że z tego niewielkiego portu wypływały kiedyś statki handlowe aż do Ameryki! To właśnie z okresu tej prosperity pochodzą piękne, pastelowe domki zbudowane przez architektów z Wenecji i Genui, dla kupców i kapitanów. Dziś zachwycają przybyszów ze wszystkich stron świata. W ich wnętrzach możemy znaleźć nie tylko lokalne pamiątki, ale także wspaniałą biżuterie, ubrania lub kafejki czy restauracje. Warto zwrócić uwagę na wyróżniającą się zabytkową wieże zegarową.

Niski sezon

Po obejściu portu, zagłębiamy się w uliczki oddalające nas od Morza. Nie ryzykujemy zbyt wiele, bo wyspa jest taka mała, że nawet bez mapy będziemy wstanie trafić z powrotem do portu. Tymczasem, dostrzegamy uroki zwiedzania poza sezonem. Wszędzie jest pusto, cicho, czysto i przyjemnie. Można sobie w spokoju porobić zdjęcia bez gapiów czy ludzi wchodzących w kadr. Większość lokali jest zamknięta, zabita dechami na cztery spusty. Z niektórych tylko dochodzą odgłosy remontu – trzeba w końcu zdążyć przed sezonem! Ku naszemu zaskoczeniu, z pobliskich kwater wyłania się nagle para turystów. Niby nie powinno dziwić, bo to przecież Grecja, ale o tej porze i w takim miejscu, to jednak coś niespodziewanego! Nie ma tu przecież tylu hoteli, co na Krecie, a Hydra nie jest tak popularna jak Santorini.

Taka Hydra

Podczas spaceru towarzyszą nam typowo greckie krajobrazy! Soczyście zielone pagórki opadają ku morzu, a ich zbocza porastają niewielkie białe domki. W „centrum” wyspy zdecydowanie dominuje biel. Tylko drzwi i okna malowane są w innych kolorach. Trochę trudno się w tym rozeznać, bo choć są tutaj nazwy ulic, to nie zawsze je widać na domach. Wszyscy natomiast zdają się trzymać jednego stylu. Nawet apteka na pierwszy rzut oka wygląda jak mieszkalny dom!

Zjemy coś?

Problem pojawia się wraz z pierwszym głodem. Nauczeni doświadczeniem, że w porcie jest drogo, szukamy czegoś nieco bardziej w głąb wyspy. Niestety Google nas oszukuje, bo choć mówi nam, że lokal jest otwarty, to tak naprawdę jest zamknięty. No cóż, tak to już jest na małej wyspie, że nie każdemu opłaca się pracować w grudniu, kiedy turystów jak na lekarstwo. Takie oto małe minusy pozasezonowego podróżowania.

Gdzie to jedzenie?

Pora na relaks!

Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma! Rozsiadamy się w kawiarni Prima, która się okazała całkiem niezłym wyborem. Zamawiamy makaron z kurczakiem, a do tego frappe! Choć połączenie niezbyt zacne, ale musicie nam wierzyć, że bardzo smaczne. 😉 Cała ta przyjemność kosztowała nas ok. 30 euro. Dodatkową atrakcją, był niezwykle uroczy kot, który asystował nam podczas całego posiłku! 🙂

Ale jak to wszystko zamknięte?

Do powrotnego promu pozostało nam już zaledwie 30 minut. Idealna pora na kupienie pamiątek! Ale zaraz, zaraz co się stało ze wszystkimi? Ku naszemu zdziwieniu, ok. godziny 15 większość sklepów była już zamknięta! Nawet osiołki zniknęły z placu! Byliśmy przerażeni, bo jakby na to nie patrzeć – magnes z wyprawy musi być! Na szczęście ostał się jeden (dosłownie JEDEN) otwarty sklep, w którym mogliśmy kupić magnes. Kamień z serca, choć w Atenach też sprzedawali magnesy z Hydry, ale wiecie przecież, że to nie to samo!

Po udanych zakupach wróciliśmy do portu i udaliśmy się na miejsce zbiórki. Prom przypłynął punktualnie i znów ruszyliśmy w stronę Aten. I tak zakończyła się sielankowa przygoda.

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! 🙂 <3

Możesz też dokonać rezerwacji na booking.com za pośrednictwem mojego linku! Po zrealizowaniu pobytu otrzymasz zwrot na kartę 60 zł, a ja otrzymam nagrodę za polecenie też w wysokości 60 zł! 🙂

https://www.booking.com/s/34_6/karoza92

2 komentarze

  • Reply Edyta 15 stycznia 2019 at 12:19

    Sliczne i urocze miejsce, budynki prezentują się pięknie.

  • Komentarz