Erasmus Niemcy Europa Niemcy Programy Studenckie Rugia Rugia

Najlepsze kurorty – Sellin & Binz

25 stycznia 2017
Najlepsze kurorty – Sellin & Binz

Śmiało można rzec, że Sellin cieszy się większą popularnością od Binz. Nie oznacza to wcale, że Binz jest gorszy. Binz nadrabia elegancją, luksusem i najpiękniejszą (najczystszą) plażą.  Sellin swoją sławę zawdzięcza popularnej na zdjęciach restauracji na Morzu, która jest częścią mola. Jeśli wpiszecie słowo „Rugia” w googlach to od razu zobaczycie o czym mówię. Oprócz kredowych klifów, można natrafić właśnie na zdjęcie z Sellinu. Mimo wszystko, nam bardziej do gustu przypadł Binz. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego to zapraszam do lektury.

Jak dojechać z Sassnitz do Sellinu?
  • …yyy może rowerem?

Od samego początku kusiła nas opcja wypożyczenia rowerów. Poszliśmy więc znowu do informacji turystycznej w celu skonsultowania naszego pomysłu. Tymczasem, Pan nam zdecydowanie odradził taki rodzaj transportu (ku naszemu zdziwieniu), twierdząc, że trasa jest bardzo nieprzyjemna i wyboista. Skutecznie nas zniechęcił, choć jeszcze przez chwilę się wahaliśmy. Nawet te 28 km w jedną stronę nie przerażało nas tak bardzo, ale skoro Pan nam tak stanowczo odradził postanowiliśmy go posłuchać. Wyszło nam to chyba na dobre, bo patrząc jak wąska i ruchliwa droga tam prowadziła, a trasa rowerowa nie zawsze jej towarzyszyła, to nawet nie żałowaliśmy naszego wyboru.

  • …no to jednak autobusem!

Z Sassnitz autobus jechał bezpośrednio. Musieliśmy zapłacić za bilet kilka eurosów (nie wiem dokładnie ile to już było, ale duuuuuużo), ale trasa też była dłuższa. Jechaliśmy niecałą godzinę, ponieważ wiele autobusów jeździ trochę naokoło, żeby zajechać do wszystkich miejscowości. Najśmieszniejsze było to, że za bardzo nie wiedzieliśmy kiedy wysiąść, bo nazwy przystanków nic nam nie mówiły, a tym bardziej okolica. Dlatego kiedy okazało się, że to ostatni przystanek w Sellinie (dalej była już inna miejscowość) wyskoczyliśmy z autobusu jak oparzeni – i nawet w dobrym miejscu wysiedliśmy. Tam, gdzie powinniśmy.

Sellin Seebrücke

Staliśmy na środku skrzyżowania, trochę zagubieni, bo nawet morza nie było widać – więc w którą stronę się udać? Szybko zlokalizowaliśmy jednak znak, że do naszego mola mamy kilkaset metrów. W ten sposób znaleźliśmy się na alei otoczonej willami, restauracjami i małymi sklepikami. Po kilkunastu minutach doszliśmy do końca alei i wtedy ukazał nam się piękny widok na słynną restauracje i molo (Seebrücke), a także rozległą, piaszczystą plażę.

Widok na Seebrücke

Seebrücke

Plaża w Sellinie

Zdobywamy Seebrücke!

Na końcu mola znajduje się podwodna kapsuła, która za 8€ pokaże Wam podwodne życie Bałtyku! Fajnie co? Niezupełnie 😉. Nie musiałam nawet czytać recenzji w internecie, żeby potwierdziły się moje słowa. To zwykle marnotrawstwo pieniędzy. Bałtyk jest dość mętny i kolorowych raf czy ryb też tutaj raczej nie uświadczymy, a jeśli już… to w wodach Bałtyku ciężko je dostrzec 😝.

Z tego miejsca odpływa też statek (chyba do Sassnitz, ale już nie pamiętam czy na pewno tam). W każdym razie, bardzo ciekawa alternatywa dla autobusu, do podróżowania między miastami. W końcu wybrzeże Rugii jest naprawdę piękne!

Podwodna kapsuła

Podziwiam piękne wybrzeże!

Plażing!

Na wszelki wypadek w plecakach mieliśmy stroje kąpielowe i ręczniki. Było bardzo przyjemnie, ale na opalanie czy morskie kąpiele trochę za zimno i zbyt pochmurno. Co najwyżej moczenie nóg 😉. Tak więc leniwy plażing zamienił się w spacer po plaży. Piasek był cudowny! Czyste złoto, a do tego plaża bardzo szeroka! Tylko przy brzegu było znowu mnóstwo glonów, które nie były zbyt przyjemne dla oka i nosa. W wodzie było ich zdecydowanie mniej i już tak nie uprzykrzały życia 😊. Jednak, im bardziej w głąb plaży się zapuszczaliśmy, tym bardziej się ona kurczyła i coraz bardziej przypominała plaże z Jasmund.

A za mną statek międzymiastowy 😀

Kierując się dalej na południe, plaże zmniejszają się i są bardziej zanieczyszczone (glonami, konarami, kamieniami itp.)

Tak dla przypomnienia, żebyście nie zapomnieli gdzie jesteśmy 😛

Waldblick

Powoli zbliżała się pora obiadowa. Oczywiście, nie mogliśmy nic znaleźć co by nam odpowiadało. Wybór był dość spory, ale ceny raczej za wysokie dla nas. Mieliśmy ochotę, na Currywursta, ale jak na złość, żadnego w okolicy nie było. Postanowiliśmy pojechać do Binz i tam spróbować szczęścia. W drodze na przystanek minęliśmy bardzo ładną piekarnie i starą, zabytkową Ville. Warto te dwa budynki zobaczyć!

Niebieska Piekarnia

Zabytkowa Villa Waldblick

Binz

Z Sellinu do Binz dojechaliśmy w niecałe 20 min. Nie pamiętam niestety ceny biletu, ale ze względu na małą odległość, koszty były dość znośne. Zaczęliśmy od poszukiwań naszego Currywursta, ale już od samego początku wiedzieliśmy, że będzie trudno. Binz obfituje w luksusowe ville, butiki i restauracje. Reprezentatywna alejka rozpoczyna się już przy głównej drodze i ciągnie się aż do morza. Tym razem, morze było widać, więc ruszyliśmy w odpowiednim kierunku z nadzieją, że spotkamy pana sprzedającego kiełbaski. Po 15 min łażenia w kółko, w bocznej uliczce udało nam się znaleźć to czego szukaliśmy. Lokal wyglądał obskurnie, ale Currywurst z frytkami za 6€ był najlepszym jakiego kiedykolwiek jadłam w Niemczech! Kiedy tam zaszliśmy, było zupełnie pusto, ale kiedy dostaliśmy swoje porcje, nagle nieciekawie wyglądająca budka wypełniła się prawie po brzegi. Po napełnieniu żołądków, kupiliśmy lody, żeby zapchać się jeszcze bardziej i ruszyliśmy na plażę!

Plażing vol. 2.

W końcu poczuliśmy się jak na południu Europy. Po raz pierwszy, słońce przygrzało mocno, a plaża była jeszcze piękniejsza niż w Sellinie. Nawet glonów nie było! Gładka tafla przejrzystej i czystej wody zachęcała do kąpieli. Tylko temperatura odstraszała. W prawdzie w stroje się nie przebraliśmy, ale rozłożyliśmy ręczniki żeby rozsiąść się jak największe vipy. W końcu widać było, że miejscowość była przeznaczona głównie dla nich, ale mimo to, cały ten szyk, czystość i piękna plaża, bardzo nam się podobały. Bardziej niż Sellin.

Potem nastała chwila na robienie zdjęć. Zdecydowanie najpiękniejszym budynkiem w Binz jest Kurhaus, czyli hotel, który może nam trochę przypominać Grand Hotel w Sopocie. W końcu oba są podobnie położone i obydwa pięknie się reprezentują!

Prawie jak w Sellinie, tylko w trochę lepszej wersji – Binz

Skaczę z radości, że tam jestem!

Plażowy zamek za mną 🙂

Piękny Kurhaus

Na tle luksusowych villi 😀

Na tym zakończył się nasz dzień. Wróciliśmy bezpośrednim autobusem do Sassnitz. A Wy byliście w Sellinie lub Binz? Które bardziej Wam się podobało? 😊

Przeczytaj także:

Jeżeli lubisz podróżować po Niemczech tak jak my i chcesz być z nami na bieżąco, albo chcesz może pochwalić się swoimi odkryciami w tym pięknym kraju, to zapraszamy na grupę: Podróże po Niemczech 🙂

Podobał Ci się wpis? Chcesz nas docenić? Zostaw serduszko/komentarz pod postem lub polub nas na facebooku albo zaobserwuj na Instagramie. Ciebie nic nie kosztuje, a nas do dalszej pracy motywuje! 🙂 <3

Brak komentarzy

Zostaw komentarz